| |
Rozdział 19: Wioska Larvitarów
Oba stworki stanęły w pozycjach obronnych. Lucario wiedział już, że musi walczyć z Darkraiem, aby ratować życie. Swoje i przyjaciół, zanim będzie na późno.
- Nie lepiej od razu się poddać? - zaśmiał się Darkrai - Dobrze wiesz, że nie masz ze mną żadnych szans!
- Mów sobie, co chcesz! - warknął Lucario - Ja i tak wiem swoje! Każdy by wygrał z takim śmieciem, jak ty!
Słysząc to legenda naprawdę się wkurzyła. Nagle zaczęła świecić ostrym, fioletowym światłem. Chwilę później strzeliła w przeciwnika silnym Mrocznym Oddechem. Lucario odpowiedział Bombowym Pulsem. Oba ataki zderzyły się w powietrzu i wywołały eksplozję.
- Nie pozostawiasz mi wyboru - wychrypiał Darkrai - Jeśli tak bardzo pragniesz ocalić ludzkość to musisz zginąć!
- Wcale się ciebie nie boję! - warknął Lucario - Jestem gotowy walczyć! Dynamiczny Cios!
- Cieniowa Pięść! - krzyknął Darkrai - Zaraz zrobię z tobą porządek!
Mistyczny pokemon uderzył pięścią w przeciwnika, jednak cios tylko przez niego przeleciał. Walczące ataki są nieskuteczne przeciwko pokemonom duchom. Darkrai zaśmiał się szyderczo i uderzył Lucario swoim atakiem. Mistyczny pokemon z łoskotem uderzył w piasek. Jedyne, co czuł to silny ból rozchodzący się po całym ciele. Atak przeciwnika tak go osłabił, że nie mógł wykonać żadnego ruchu. Darkrai podleciał do niego. W oczach legendy było widać zło i nienawiść.
- Nawet nie sądziłem, że tak łatwo się poddasz - rzekł duch ze zdziwieniem - Szczerze mówiąc spodziewałem się, że Arceus wyśle silniejszego sprzymierzeńca… Po co ja się męczyłem, skoro mogłem…
Nagle urwał. Poczuł przenikliwy ból w okolicy prawego ramienia. Spojrzał w dół i zobaczył, że Lucario zadaje mu silny cios pazurami.
- Co ty wyprawiasz?! - Natychmiast przestań! - syknął Darkrai, krzywiąc się z bólu.
- Widzę, że duszek nie lubi ataków typu mrok - Lucario uśmiechnął się pod nosem - Trochę szkoda, bo Zespół Darkness akurat je ubóstwia…
Druga łapa mistycznego pokemona zaświeciła się czarnym światłem. Stworek odepchnął przeciwnika, po czym szybko podniósł się z podłoża. Darkrai zrobił zwód w powietrzu, utrzymując przy tym równowagę. Był wściekły, ale też pełen podziwu.
- A więc jest w tobie duch walki… - rzekł - Ale ja nie mam czasu na zabawę. Ciekawe, jak poradzisz sobie z tym? Ukryta Siła!
Z ciała ducha wyleciała seria kul. Były za szybkie, aby je zniszczyć i zbyt liczne, aby móc ich uniknąć.
- Osłona! - krzyknął Lucario, uruchamiając barierę ochronną. Atak wroga był bardzo silny, lecz nie zdołał przebić osłony. Stworek wyglądał na zadowolonego z siebie.
- Takiś mądry?! - wkurzył się Darkrai - Już nie żyjesz! Cieniowa Pięść!
- Bombowy Puls! - wrzasnął Lucario, wyciągając łapy do przodu. Wokół pokemona utworzyło się coś w rodzaju fali. Zjawa uderzyła w nią pięścią. W tym momencie oba stworki znajdowały się bardzo blisko siebie. Lucario poczuł na twarzy chłodny oddech Darkrai’a.
- Kto cię tu przysłał? Czyje rozkazy wykonujesz? - wyszeptał Lucario ze złością.
- Nie twoja sprawa! Poddaj się! Natychmiast! - warknął Darkrai
Pokemony gwałtownie odskoczyły od siebie i zaczęły poruszać się po okręgu. Przez cały czas nie spuszczały z siebie wzroku. Lucario wybiegł do przodu. Darkrai zaś skrzyżował ręce. Pokemony uderzyły swoimi najsilniejszymi atakami, raniąc się nawzajem. Nagle duch zaczął świecić fioletowym światłem. Wyglądał, jakby cierpiał.
- Darkrai? - zaniepokoił się Lucario - Co ci jest? Wyglądasz jakoś dziwnie…
- Nie mogę… - wychrypiała legenda - Już nie wytrzymam! Muszę dopiąć swego! Uderzenie Nocy!
Stwora otoczyła świetlista bariera. Nagle silny promień, podobny trochę do Księżyca wystrzelił w stronę Lucario. Mistyczny pokemon zamknął oczy. Wiedział, że nawet jego najsilniejsze ataki nie dadzą rady takiemu pokazowi mocy. Nagle zza jego pleców wystrzelił silny Hiper Promień, który odbił atak zjawy. Lucario odwrócił się. Atak ten należał do Rattaty.
- To ty żyjesz? - zdziwił się Lucario - Jak to?
- Nasz zdrajca powinien wiedzieć, że ataki typu duch zupełnie nie robią na mnie wrażenia - uśmiechnął się szczur - Jeśli połączymy nasze siły, to może zdołamy go pokonać!
- Co?! Dwoje na jednego?! - przeraził się Darkrai - To niesprawiedliwe!!!
- Akurat… Ty wiesz w ogóle co to sprawiedliwość? - parsknął Rattata z pogardą - Lepiej stąd chodźmy, szkoda naszego cennego czasu…
- Nigdzie się nie wybieracie! - syknął Darkrai - Mój pan będzie zachwycony, jeśli zniszczę 2 najsilniejszych sprzymierzeńców Arceusa. Uderzenie Nocy!
Rattata i Lucario zaczęli kumulować energię. W rękach zjawy ponownie pojawił się Księżyc. Atak jednak rozpłynął się w powietrzu. Przeciwnicy popatrzyli na siebie ze zdziwieniem.
- Grrr... Nie! - wrzasnął Darkrai ze złością - Zapomniałem, że tego ataku mogę użyć tylko raz! Znowu muszę czekać tydzień na energię…
- A to peszek… - uśmiechnął się pod nosem Lucario - Zdaje się, że ktoś tu ma niedopracowaną technikę walki… Na szczęście nas to nie dotyczy!
- Nieważne… - prychnął Darkrai - Rozwalę was czymś innym! Ukryta Siła!
- Kula Światła! - krzyknął Rattata - Lucario! Pomóż mi! Sam nie dam rady!
Mistyczny pokemon skinął głową i zaatakował Bombowym Pulsem. Szczur zaś stanął na tylnych łapach. Z jego pyszczka wyleciała silna świetlista kula, przypominająca nieco Słońce. Połączone ataki wywołały silną eksplozję. Po chwili dym zaczął powoli opadać. Lucario i Rattata leżały na piasku, oddychając głęboko. Poki wstały i rozejrzały się wokoło. Cały teren został zdemolowany. Darkrai’a nigdzie nie było widać.
- Cholerna Teleportacja! - zaklął Rattata i zaczął walić głową w ziemię - Nienawidzę go, nienawidzę, nienawidzę!!!
- Stary, uspokój się - powiedział Lucario z uśmiechem - Duszek zwiał, bo przestraszył się potęgi wysłanników Arceusa… Nie ma co rozpaczać!
- Tylko nie „stary”! - powiedział ostrzegawczo Rattata - Czy ja wyglądam na nerwusa?! Ja tylko eee… uwalniam swoje emocje, jeśli już…
Nagle rozległy się syreny policyjne. Szczur natychmiast się uspokoił.
- Hurra! W końcu ktoś z ludzi się pofatygował i postanowił nam podziękować - ucieszył się pokemon - Jaką nagrodę chciałbyś dostać? Ja liczę na wizytę w salonie piękności i dużą miskę Karmy Nianka.
- Oni nie przybyli nam podziękować… - powiedział Lucario z ironią - Ty wiesz, co się może stać, jeśli dowiedzą się, że zniszczyliśmy to zabytkowe miejsce? Lepiej stąd chodźmy, zanim zamkną nas w jakiś klatkach czy coś…
- Spoko! Znam doskonały skrót! - odpowiedział szczur z dumą - Chodź, pokażę ci!
To powiedziawszy zaczął rozkopywać żwir. Pod kamieniami ukazała się mała, drewniana klapa. Rattata chwycił zębami za uchwyt i pociągnął do siebie. Oczom pokemonów ukazał się ciemny korytarz wydrążony w ziemi. Szczur wskoczył do środka.
- Zapraszam! - rzekł - Co prawda nie są to jakieś luksusy, ale co tam… Tylko nie zapomnij zamknąć klapy, jak będziesz wchodzić!
Mistyczny pokemon wszedł do środka, zamykając za sobą „drzwi”. Pokemony szły ponurym korytarzem. Przejście oświetlały błękitne jaskinie, wystające z ziemi. Wędrówka trwała dość długo. Lucario poczuł się zmęczony.
- Daleko jeszcze? - jęknął - Nie mam nic przeciwko wędrówkom, ale nie jestem żadnym Diglettem, aby ryć w podziemiach!
- Przestać narzekać! - upomniał go Rattata - Już prawie jesteśmy!
Nagle uderzył głową w stertę kamieni. Skały natychmiast rozsunęły się, odsłaniając wyjście. Lucario od razu wybiegł na zewnątrz. Cieszył się, że w końcu może widzieć Słońce i oddychać świeżym powietrzem.
- Hej kompanie, nie opuszczaj mnie! - roześmiał się Rattata - Musisz mi jeszcze powiedzieć, gdzie udali się twoi przyjaciele!
- No cóż… - zaczął Lucario - Qwest mówiła coś o mieście Iron Wind… Ma tam walczyć o drugą odznakę.
- Wracamy na stare śmieci… - uśmiechnął się szczur - No więc… Można się tam dostać przez Jaskinię Grzmotu, ale to czasochłonne… Jeśli chcesz być w mieście przed nimi, polecam drogę przez Smocze Góry. Jest trudniejsza, ale zabiera mniej czasu! Zapamiętasz?
- Jasne! Dzięki! - krzyknął Lucario i pobiegł w kierunku, wyznaczonym przez Rattatę. Nagle odwrócił się. Chciał podziękować szczurowi za pomoc, jednak pokemona już nie było. Mistyczny stworek w milczeniu wsłuchiwał się w szum wiatru.
- Dziwny jest ten świat… - rzekł, po czym pobiegł przed siebie, mając nadzieję, że na końcu wędrówki spotka swoich przyjaciół. Całych, zdrowych i uśmiechniętych.
W tym samym czasie, droga 8.
Qwest, Kubax i Jirachi wędrują dalej. Ich celem jest Iron Wind - miasto, w którym mieszka lider dysponujący drugą odznaką. Aby dojść do celu muszą przejść przez Jaskinię Grzmotu. Miejsce to jest bardzo niebezpieczne, szczególnie dla niedoświadczonych trenerów. Tymczasem bohaterowie zdają się nie przejmować dalszą drogą. Postanowili, bowiem urządzić sobie mały piknik pośrodku Wioski Larvitarów. Qwest i Jirachi śmiali się i zaczęli się przechwalać, kto dostał więcej sałaty do kanapki. Kubax jednak wcale nie miał ochoty na jedzenie. Chłopak w milczeniu uderzał widelcem w pusty talerz. Hałas był tak głośny, że doprowadził Qwest do wściekłości.
- Czy mógłbyś w końcu przestać zamartwiać się tą porażką z Lucasem?! - zdenerwowała się dziewczyna - Było, minęło…
- Łatwo ci mówić. Ty ciągle wygrywasz… - odparł sucho Kubax - Wszyscy tak mówią… Nawet Lucario…
- Gdybym rzeczywiście była taka doskonała, to wygrałabym Konkurs w Fluffy ze związanymi rękami - odparła Qwest - Przestań robić z siebie nieudacznika!
Chłopak wymamrotał pod nosem coś w stylu: „przegrałaś, bo Ashley zrezygnowała”. Słysząc to Qwest wzięła garść skoszonej trawy i rzuciła nią w Kubaxa. Chłopak nie pozostawał jej dłużny i również obrzucił ją „sianem”. Jirachi parsknął śmiechem i odwrócił się, aby wziąć sobie dokładkę. Stworek jednak z przerażeniem spojrzał, że jego porcja znikła.
- Hej! Gdzie są moje kanapki?! - zapytał ze złością - To wcale nie jest śmieszne!
Qwest i Kubax przerwali „zabawę” i spojrzeli na przyjaciela zdziwionym wzrokiem. Nagle coś małego pociągnęło za koc, w wyniku czego wszyscy wylądowali na trawie. Stworzenie puściło koc, który wylądował Kubaxowi na głowie.
- No tak… - westchnął chłopak - Najpierw przegrane walki, teraz to… Ja to mam pecha…
- Przestać w końcu zachowywać się jak jakiś EMO! - zdenerwowała się Qwest - Też się zaczynam zastanawiać, dlaczego takie rzeczy spotykają akurat mnie.
Nagle z trawy wyskoczył mały, biały stworek podobny do zająca. Na grzbiecie miał czarną łatę, podobną do gwiazdy. Końcówki jego długich uszu pokryte były czarnym, gęstym futrem, a miedzy dużymi, zielonymi oczami widniał czerwony kryształ.
- Hik! - powiedział radośnie stworek, stając w pozycji obronnej.
- Ale słodki! - pisnęła Qwest, wyjmując Pokedex - Zaraz dowiem się o tobie czegoś więcej malutki!
„Niezidentyfikowany rodzaj pokemona - odpowiedziało urządzenie - Prawdopodobnie gatunek ten nie został wpisany jeszcze do rejestru. Brak innych informacji na temat tego stworka.”
- To znaczy tylko jedno! - ożywił się Kubax - Odkryliśmy nowy rodzaj pokemona. I to ja go złapię!
- Jak chcesz walczyć z pokemonem, o którym wiesz mniej niż nic? - zapytała Qwest z ironią - Nawet nie wiesz jakiego jest typu!
- Świetnie! Lubię nowe wyzwania! - wykrzyknął Kubax - Machop ruszaj!
Walczący stworek wyskoczył z Balla i stanął naprzeciwko oponenta. Przeciwnik powitał go uśmiechem.
- Zaraz będziesz mój! - uśmiechnął się Kubax - Machop użyj Ciosu Karate!
Walczący stworek próbował kilkakrotnie uderzyć przeciwnika, lecz mu się to nie udawało. Zając zręcznie unikał ataków. W kocu zadał Machowowi silny cios ciałem. Stworek stracił równowagę i się przewrócił.
- Jejku! Jest tak samo słodki, jak i szybki! - powiedział Jirachi z lekkim podziwem - Myślę, że Kubax nie da mu rady…
- Zdziwisz się jeszcze… - zdenerwował się chłopak - Wstawaj Machop, nie możemy dać się pokonać byle zającowi!
Przeciwnik jednak nie chciał tracić czasu i strzelił w kierunku walczącego stworka silną trucizną. Machop uskoczył w ostatniej chwili. Jad był tak żrący, że wypalił część trawy.
- Hmm… Typ trujący powinien bardzo umocnić moją drużynę - Kubax uśmiechnął się pod nosem - Machop! Jeszcze raz Cios Karate!
Tym razem stworek nie spudłował. Zając z łoskotem uderzył w ziemię. Kubax wyciągnął Pokeball i rzucił nim w kierunku poka. Nagle, nie wiadomo skąd wystrzelił inny Ball, który odbił przedmiot Kubaxa. Trenerzy byli zdziwieni.
- Zdaje się, że nie jesteśmy tu sami - zauważyła Qwest - I nie tylko ty chcesz złapać tego stworka…
- Hej! Co robicie z moim pokemonem, wandale?! Przecież wam nic nie zrobił! - odezwał się czyjś głos
Na polanie pojawił się młody, 11-letni chłopak. Ubrany był w kremowe spodnie, bladoczerwoną koszulę i biało-bordową bluzę. Na nogach nosił skórzane buty. Miał niebieskie oczy, a jego zielone włosy sięgały aż do policzków. Chłopak poszedł do zająca. Ten od razu rzucił mu się w ramiona.
- Żeby było jasne… - odparł nieznajomy, odwracając się w stronę trenerów - Kim jesteście i czego tu szukacie?
- Nazywam się Kubax - przedstawił się chłopak - To są moi przyjaciele: Qwest i Jirachi. Razem podróżujemy, aby dostać się do miasta Iron Wind. Nie wiedziałem, że ten pokemon należy do ciebie. Sorki…
- Zdarza się! Ja jestem Tishey - odparł nieznajomy z uśmiechem - To nawet dobrze, że Crulic walczył z innym pokemonem. Kto wie, może w końcu przestanie ciągle myśleć o zabawie…
- Crulic? - zdziwiła się Qwest - A któż to?
- Ten pokemon się tak nazywa - odparł zaskoczony Tishey, wskazując na stworka - Jak to? Nie wiedzieliście?
- Nie - powiedział Kubax - Pokedex nic nam o nim nie mówił!
Nagle zza drzew wyleciał mały, brązowy stworek podobny trochę do ptaka. Miał „klapnięte” uczy, a z pleców wyrastały mu duże skrzydła. Pokemon usiadł Tishey’owi na ramieniu. Chłopak pogłaskał go po głowie.
- Stratus! Tu jesteś! - ucieszył się Tishey - Nie musisz się dłużej martwić! Znalazłem Crulica!
Qwest wyciągnęła Pokedex, aby przeskanować „ptaka”. Urządzenie jednak nie znalazło żadnych informacji na temat stworka.
- Albo mój Pokedex się zepsuł, albo te pokemony wcale nie są pokemonami - powiedziała Qwest z przekąsem - Czemu nie może znaleźć żadnych informacji?
- Daj mi go! - powiedział Tishey - Trochę się znam na technice. Zobaczę, co takiego się stało.
Trenerka podała chłopakowi urządzenie. Ten zaczął rozbierać je na części.
- Co ty wyprawiasz?! - wrzasnęła Qwest - Popsujesz go do reszty!
- Nie martw się - pocieszył ją Tishey - Daj słowo, że po skręceniu będzie działał, jak poprzednio. Inaczej nie nazywam się Tishey!
Chłopak klęknął na trawie i zaczął grzebać w Pokedexie. Qwest, Kubax i Jirachi pochylili się nad nim. W końcu Tishey skręcił urządzenie. Na jego twarzy widać było zadowolenie.
- Teraz już wszystko jasne - rzekł - Nie masz specjalnej karty, która pozwoli ci skanować pokemony z Shiro. Ale nie przejmuj się! Możesz udoskonalić Pokedex u profesor Cornelii. Jej laboratorium znajduje się w mieście Northour.
- Znam to miejsce! - odezwał się Kubax - To moje rodzinne miasto. Pamiętam, jak odbierałem od profesorki pierwszego pokemona…
- Jak to? To pokemony dostaje się od profesorów? - zdziwiła się Qwest
- No pewnie! Ty swojego nie dostałaś?! - zapytał zaskoczony Kubax
- Nie każdy musi kontynuować ten rutynowy zwyczaj - odparł Jirachi - Niektórzy trenerzy potrafią być oryginalni…
- Szkoda czasu na głupie dyskusje - powiedział nagle Tishey - Tak się składa, że ja też mam sprawę do profesor Cornelii. Ruszamy w drogę, zanim się ściemni!
Trenerzy spakowali swoje rzeczy. Tishey zaś zamknął Crulica w Ballu. Wszyscy ruszyli przed siebie. Stratus i Pachirisu (który już wcześniej wyszedł z „domu”) biegły na przedzie. Nagle pokemony usłyszały jakiś hałas i pobiegły w przeciwnym kierunku. Ku zaskoczeniu wszystkich Jirachi poleciał za nimi.
- Pachi! Dokąd tak pędzisz? Miasto jest tam! - krzyknęła Qwest, wskazując na drogę.
- Musiały usłyszeć coś niepokojącego… - zaczął Tishey - Biegną w stronę centrum Wioski Larvitarów!
- Więc chodźmy za nimi! - zdecydował Kubax - Dowiemy się, o co biega.
Bohaterowie szybko pobiegli za pokemonami. Nagle stworki zatrzymały się przy wysokim ogrodzeniu. Tishey otworzył bramę, po czym wbiegł do środka za resztą. Ich oczom ukazał się skalisty krajobraz.
- Więc to tak wygląda prawdziwa wioska pokemonów… - szepnęła Qwest z zachwytem - To miejsce jest obłędne…
- No fajnie, ale czego nie rozumiem… - rzekł Tishey - Dlaczego pokemony nas tu przyprowadziły? I gdzie się podziały wszystkie Larvitary?
- Spójrzcie tam! - pisnął Jirachi, wskazując na wysoką trawę - Oj, nieciekawie to wygląda…
Trenerzy podeszli bliżej. W trawie leżało niewielkie stadko Larvitarów. Stworki wyglądały, jakby wiły się z bólu. W oddali widać było wieżę radiową. Nagle z budynku wyszedł dobrze zbudowany chłopak. Wyglądał na pełnoletniego. Miał brązowe włosy, spięte w kucyk. Ubrany był w czarne, poszarpane spodnie i taką samą kamizelkę. Na głowie nosił czarną chustę. Wydawało się, że coś mówił. Trenerzy schowali się w trawie i podeszli bliżej, aby móc usłyszeć rozmowę.
- Hehehe… Doskonale… Pora zwiększyć poziom! - mruknął pod nosem, po czym odwrócił się w stronę Larvitarów - No tak… Teraz jesteście niewinnymi zabaweczkami, ale zaraz te fale zrobią z was maszyny do zabijania. Oczywiście wszystko dla doktora Trynita…
Chłopak zbliżył się do wieży i położył rękę na panelu sterowania. Nagle z trawy wyskoczył Jirachi. Wyglądał na zdenerwowanego.
- Zostaw te pokemony ty ciemna maso! - wrzasnął rozzłoszczony stworek
Trenerzy westchnęli cicho. Chłopak odwrócił się i zmierzył Jirachiego morderczym spojrzeniem.
- W porządku! Najpierw przetestuję ten wynalazek na tobie! - rzekł i wycelował antenę wieży w legendę. Qwest, Kubax i Tishey wychylili się zza trawy, jednak ich pokemony były szybsze. Stratus wskoczył złoczyńcy na głowę i zaczął go mocno dziobać. Pachirisu zaś uderzył Piorunem w wieżę. Fale przestały działać. Kubax szybko podbiegł do Larvitarów. Pokemony drżały z bólu. Złoczyńca odepchnął Stratusa i zaczął masować sobie głowę. Qwest i Tishey stanęli naprzeciwko niego.
- Co ty wyprawiasz?! - wkurzył się Tishey - Nie możecie testować swoich wynalazków na kimś innym?! Poeksperymentujcie lepiej na sobie!
- Racja! - zgodziła się Qwest - Może tego nie wiesz, ale zadajesz tym pokemonom straszny ból!
- Odwalcie się ode mnie, wścibskie bachory! - warknął chłopak - To sprawa moja i doktora Trynita. Zaraz wy poczujecie prawdziwy ból! Croagunk załatw ich!
Z Dusk Balla wyskoczył mały, granatowy stworek. Po obu stronach szerokich ust znajdowały się pomarańczowe bańki. Pokemon stanął z pozycji obronnej i zaczął wpatrywać się w przeciwników tępym wzrokiem.
- A więc chcesz walczyć? O.K.! - krzyknął Tishey - Stratus użyj Podmuchu Wiatru!
- Pachirisu! Piorun! - zawołała Qwest - Pomóż mu!
- Dosyć! Uspokójcie się! - odezwał się czyjś głos.
Kubax wybiegł na środek i stanął między walczącymi. Machop zmierzył Croagunka wyzywającym spojrzeniem.
- Dajcie spokój. Ja będę z nim walczył - rzekł chłopak do swoich przyjaciół - Gotowy?
Jego pokemon stanął w pozycji atakującej. Złoczyńca zaśmiał się szyderczo.
- Głupi dzieciak… Takie gnojki to dla mnie łatwizna - rzekł - Croagunk użyj Bomby Błotnej!
- Kolejny trujak… - westchnął Kubax - Machop zrób unik, a potem Cios Karate!
- Zablokuj go Błyskawiczną Pięścią! - rozkazał przeciwnik - Dalej, nie ociągaj się!
Trujący stworek otworzył pysk i strzelił w oponenta silną kulą błota. Machop uskoczył i zaatakował Ciosem Karate. Nagle łapa Croagunka zaświeciła się. Pokemon zablokował atak. Cios walczącego stworka okazał się jednak silniejszy i Croagunk się przewrócił.
- Dobra Machop, teraz atak Kopnięciem! - krzyknął Kubax
- Croagunk broń się! - rozkazał „zły” - Potem Zatrute Szpilki!
Trujący stworek zwinął się w kłębek. Machop zaatakował. Przeciwnik wyleciał w górę i powrócił do normalnej pozycji. Z jego pyska wyleciała seria fioletowych igieł, które zraniły walczącego poka. Stworek ledwo trzymał się na nogach. Jego przeciwnik zaś wyglądał świetnie.
- Hehehe… Powinniście wiedzieć, że nie macie ze mną szans - zaśmiał się chłopak - Pora zakończyć tę zabawę! Użyj Hiper Trzaśnięcia!
Pokemon zaczął świecić białym światłem. Powoli zbliżał się do przeciwnika. Kubax stał jak sparaliżowany, nie wiedział co ma robić.
- Nie stój, jak słup! - krzyknęła nagle Qwest - Musisz wykonać jakiś ruch! Inaczej znowu przegrasz!
Chłopak odwrócił się w stronę dziewczyny i skinął głową. Tymczasem Croagunk był coraz bliżej. Pokemon kumulował energię. Kubax już wiedział, co robić.
- Machop! Krzyżowy Cios! - krzyknął - Uda ci się!
Oba pokemony zderzyły się. Nagle walczący stworek położył nogę na grzbiecie przeciwnika i wyskoczył w górę. Croagunk wyglądał na zdziwionego.
- Świetnie! Kończ walkę Mega Ciosem! - powiedział stanowczo Kubax
Walczący pokemon skumulował energię i uderzył. Po tym ciosie Croagunka odrzuciło do tyłu. Stworek wstał, lecz po chwili upadł na trawę.
- Co?! To niemożliwe! - warknął nieznajomy - Mój pokemon jest bardzo wytrzymały!
- Powinieneś wiedzieć, że Croagunki nie nadają się do długich walk - powiedział Tishey z uśmiechem - Bardzo szybko się męczą…
- Nadal twierdzisz, że dasz nam radę? - zapytała Qwest - Następnym razem pomyśl dwa razy, zanim zdecydujesz się coś na kimś testować.
Chłopak uświadomił sobie, że jest już przegrany. Szybko chwycił swojego pokemona i pobiegł w przeciwnym kierunku, omiatając Kubaxa przerażonym spojrzeniem. Trenerzy roześmiali się, a ich poki zaczęły skakać z radości.
- Papa! - krzyczał Kubax, machając ręką - Następnym razem przyjrzyj się uważnie, z kim zaczynasz, a dopiero potem planuj całą akcję!
- Dzięki wielkie za pomoc! - rzekł Tishey - Bez was chyba bym sobie nie poradził!
- Nie ma sprawy! - uśmiechnął się Kubax, po czym znowu spochmurniał - Szkoda, że nikt, oprócz was nie wiedział tej walki…
- Mam jedno pytanie… - zaczęła Qwest - Czy ten chłopak jest członkiem jakieś złe organizacji? I kim jest ten cały doktor Trynit?
- To naukowiec - odparł Tishey obojętnie - A raczej świr… No, bo kto normalny testowałby na pokemonach swoje odkrycia? Już nie raz miałem z nimi zatargi.
- To tak, jak Qwest z Zespołami Darkness i Thunder! - zauważył Jirachi i mrugnął do dziewczyny. Ta jednak wciąż patrzyła na Kubaxa. Nagle podeszła do Tishey’a i zaczęła mu coś szeptać. Chłopak z uśmiechem kiwnął głową.
- Zauważyłem, że bardzo dbasz o swoje pokemony - rzekł w stronę Kubaxa - Mam pomysł! Może stoczymy mały pojedynek pokemon?
Tego trener się nie spodziewał. Ze zdumieniem patrzył to na Qwest, to na Tishey’a.
- Dalej, zgódź się! - szepnęła dziewczyna i popchnęła go lekko do przodu - W końcu Tishey to doświadczony trener, a nie jakiś podwładny…
- Właśnie tego najbardziej się obawiam… - zaczął, ale zmienił zdanie gdy zobaczył minę Qwest - Przyjmuję wyzwanie!
- Bardzo się cieszę! - Tishey wyglądał na pewnego siebie - Stratus walcz pierwszy!
- Dobra Machop, wybieram ciebie! - zdecydował Kubax. Pokemon popatrzył na niego błagalnym wzrokiem, jednak rad nie rad musiał stanąć do walki. Qwest i Jirachi westchnęli cicho.
- Machop! Mega Cios! - krzyknął Kubax
- Stratus! Leć do góry - powiedział spokojnie Tishey - Potem atakuj Dziobem!
Walczący stworek uderzył pięścią z ziemię. Ptak skorzystał z okazji i zaczął dziobać przeciwnika.
- Nie poddawaj się! - krzyknął Kubax - Spróbuj go chwycić, aby wykonać Sejsmiczny Rzut!
- Znam tę sztuczkę… - Tishey uśmiechnął się pod nosem - Stratus rób uniki. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment użyj Podmuchu Wiatru!
Walczący stworek za wszelką cenę starał się dosięgnąć przeciwnika. Stratus leciał coraz wyżej. W końcu zaczął szybko machać skrzydłami. Silny wiatr zdmuchnął Machopa z powierzchni.
- Wracaj! Nie pouczaj mnie! Już wiem, jaki błąd popełniam - rzekł na widok miny Jirachiego - Pokemony walczące nie mają szans z latającymi. Charmander teraz twoja kolej!
Na polu walki pojawiła się czerwona jaszczurka. Stratus był troszkę zmęczony, lecz nadal chciał walczyć.
- Charmander! Zasłona Dymna! - rozkazał Kubax
- Tę sztuczkę też znam - odparł Tishey - Stratus użyj Podmuchu Wiatru jeszcze raz!
Jaszczurka dmuchnęła chmurą czarnego, duszącego dymu. Ptak w ostatniej chwili machnął skrzydłami, aby zatrzymać atak. Kubax był na to w pełni przygotowany.
- Atakuj szybkim Miotaczem Płomieni! - krzyknął - Twój przeciwnik jest już zmęczony i możesz go pokonać!
- Nie tak szybko - uprzedził go Tishey - Stratus leć do góry! Unikaj płomieni Charmandera i zaatakuj Dziobaniem!
Ptak wzbił się w górę. Jaszczurka kilkakrotnie chciała trafić go płomieniem, jednak jej się to nie udawało. Stratus uderzył w przeciwnika dziobem.
- Dobra robota! - pochwalił pokemona Tishey - Teraz czas na coś mocniejszego… Atakuj Asem Przestworzy!
Ptak poleciał w kierunku Słońca, po czym zaczął szybko spadać na ziemię, szarżując w kierunku przeciwnika. Kubax wcale się tym nie przejął.
- Pora na nasz specjalny atak… Charmander zacznij szybko machać ogonem! - zawołał
Stratus zaatakował z góry. Jaszczurka wykonała polecenie. W powietrzu pojawiły się małe języki ognia, które „przypaliły” oponenta. Ptak z łoskotem uderzył w ziemię.
- Świetnie! Teraz Smoczy Pazur! - krzyknął stanowczo Kubax
Atak zadziałał. Stratus zemdlał. Qwest podniosła kciuk do góry.
- Niemożliwe… - szepnął Tishey, zamykając swojego stworka w Ballu - Cóż… To było dobre, ale tym razem nie będziesz miał tyle szczęścia! Crulic ruszaj!
Na polu walki pojawił się biały zając. Tym razem jednak nie sprawiał wrażenia grzecznego i przyjacielskiego. Wręcz przeciwnie: najeżył się i był gotowy do walki.
- Charmander! Miotacz Płomieni! - krzyknął Kubax
- Crulic użyj Ścieków! - powiedział tajemniczo Tishey, a w jego oku pojawił się błysk.
Oba ataki zderzyły się ze sobą. Płomień jaszczurki był jednak silniejszy i uderzył ze zdwojoną siłą. Przeciwnika jednak nie było nigdzie widać. Ognisty stworek rozglądał się z niepokojem.
- Dobra robota! Teraz Szybki Atak! - rozkazał Tishey
Nagle zając wyskoczył z trawy i zaczął szarżować na przeciwnika. Jaszczurka próbowała trafić go ogniem, lecz przeciwnik był zbyt szybki. Crulic zaczął drapać Charmandera ostrymi pazurami.
- Nie poddawaj się! - krzyknął Kubax - Użyj Zasłony Dymnej!
Charmander strzelił chmurą silnego dymu. Przeciwnik zaczął się krztusić.
- I o to chodzi! Teraz użyj Ognistej Nici i uwięź go w ogniu! - zawołał Kubax
- Nie tak szybko… - uprzedził go Tishey - Crulic! Nadszedł czas na Substytut!
W końcu mgła opadła. Jaszczurka strzeliła łańcuchem ognia, który uwięził Crulica. Ku zaskoczeniu wszystkich stworek natychmiast… spłonął.
- Co się dzieje?! - przeraziła się Qwest - Czy on go…
- To nie jest prawdziwy Crulic! - krzyknął Jirachi - Pokemony nigdy nie zabijają się takimi atakami!
- Masz rację - odparł Tishey - Wykorzystamy to przeciwko wam. Crulic atakuj Ściekami!
Ku zaskoczeniu Kubaxa z trawy wyskoczył cały i zdrowy zając. Stworek strzelił strumieniem trucizny w przeciwnika. Jaszczurka z trudem podniosła się z ziemi - była zatruta.
- Ale… Ja to się stało? - Kubax był w szoku - Przecież prawie go pokonałem…
- Substytut polega ta tym, że atakujący tworzy coś w rodzaju klona - odpowiedział spokojnie Tishey - Niestety robi to kosztem swojej energii życiowej. Zanim zakończę walkę uleczę swojego pokemona. Crulic użyj Trującego Bluszczu!
Z uszu zająca wystrzeliły ciemnozielone liany, które oplątały Charmandera. Podczas gdy ognisty stworek tracił siły, Crulic powoli je odzyskiwał.
- Trzeba to przerwać! - zdecydowała Qwest - Kubax zrezygnuj! On tego nie wytrzyma!
- Na pewno się nie poddam! - powiedział chłopak stanowczo - Szybko Charmander! Użyj Ognistej Nici na sobie!
Stworek wypełnił się ogniem. Temperatura jego ciała gwałtownie wzrosła. Nagle Crulic poczuł się nieswojo, a na jego skórze zaczęły pojawiać się poparzenia. Tymczasem Charmander zdołał uwolnić się od lian.
- Crulic, nie! - krzyknął przerażony Tishey - Natychmiast przestać atakować!
- Już za późno! - ożywił się Kubax - Charmander uderz Smoczym Pazurem!
Atak uderzył z pełną mocą. Zając próbował się podnieść, lecz po chwili zemdlał.
- Crulic niezdolny do walki! - ogłosiła Qwest - Zwycięzcami rundy i całego pojedynku są Kubax i Charmander!
- Udało się! - krzyknął chłopak - Wiedziałem, że jeśli będziemy solidnie trenować to pokonamy wszystkich! Charmander, jesteś najlepszy!
Ognisty stworek promieniał z radości. Qwest i Jirachi gratulowali przyjacielowi. Larvitary również wyglądały na zadowolone. Tishey uśmiechnął się i schował Crulica do Pokeballa.
- Na dzisiaj wystarczy - zdecydował, po czym zwrócił się do Kubaxa - Jestem naprawdę pod wrażeniem. Masz bardzo dobry kontakt z pokemonem, a to jest najważniejsze.
- Dzięki! - odparł chłopak - Twój Crulic też jest niezły. Wiesz, co Qwest? Teraz naprawdę myślę, że kiedyś pokonam Lucasa!
Dziewczyna uśmiechnęła się. Jirachi spojrzał na nich tajemniczym wzrokiem.
- O kurczę, ale późno! - zawołał Tishey, patrząc na zegarek - Walki to naprawdę czasochłonne zajęcie. W końcu musimy jeszcze dotrzeć do Northour!
Bohaterowie pożegnali się z Larvitarami i udali się w kierunku miasta. Przez całą drogę Kubax cieszył się ze zwycięstwa, a Jirachi dawał mu użyteczne rady. Qwest już to trochę znudziło, więc postanowiła pogadać z Tishey’em.
- Słuchaj… A tak właściwie, o co z chodzi z tymi „pokemonami z Shiro”? - zapytała - Dlaczego normalne Pokedexy ich nie wyświetlają?
- Widzisz… Świat pokemon dzieli się na tzw. Generacje - odparł chłopak - W każdej występują inne rodzaje poków. Na początku jest Generacja Kanto. Rozpoczyna się ona Bulbasaurem, a kończy na Mew. Następny świat to Johto, które rozpoczyna się od Chikority a kończy Celebim. Potem jest Hoenn, które rozpoczyna Treecko a kończy Deoxys. Sinnoh zaś rozpoczyna się od Turtwiga, a kończy na Arceusie - w tym momencie wszystkie oczy były zwrócone w stronę Tishey’a - Ostatnim światem jest Shiro. Twórcą tej Generacji jest legendarny Ruricu. Tworząc on poki wzorował się na wyobrażeniach ludzkich. Dlatego większość stworków wygląda znajomo…
Dalsza część drogi upłynęła w ciszy. W końcu oczom trenerów ukazało się niewielkie miasteczko. Wyglądało bardzo spokojnie.
- Northour… Mój dom… - szepnął Kubax - Nareszcie dotarliśmy!
Bohaterowie bez trudu znaleźli laboratorium. Był do duży budynek o białych ścianach. Trenerzy weszli do środka. W pomieszczeniu nie było nikogo, prócz 23-letniej kobiety o błękitnych włosach i czarnych oczach. Ubrana była w zielony gorset i fioletową spódniczkę. Na siebie zarzuciła biały, profesorski fartuch. Na widok gości uśmiechnęła się.
- Cześć Tishey! Przyprowadziłeś nowych przyjaciół? Jak miło! - powiedziała kobieta z uśmiechem - Witajcie w moim laboratorium trenerzy. Jestem profesor Cornelia.
- My już się znamy - odparł Kubax - Dała mi pani pierwszego pokemona!
- Właśnie zastanawiałam się, jak sobie radzisz… - powiedziała Cornelia - Co u twojego Charmandera?
- Świetnie! - zawołał chłopak - Dzisiaj wygrałem z Crulic’em walkę pokemon!
- Nie masz się, czym chwalić - odparł Tishey, uśmiechając się pod nosem - W domu mam lepsze pokemony! Gdybyś je zobaczył, wiedziałbyś że nie masz z nimi szans!
- Spokojnie… Nie musimy się o to kłócić! - Qwest próbowała załagodzić napięcie, po czym zwróciła się do Cornelii - Pani profesor… Tishey mówił mi, że umie pani tak przeprogramować Pokedex, żeby wczytywał pokemony z regionu Shiro. Czy to prawda?
- Jasne, że wam pomogę! - uśmiechnęła się kobieta - Daj mi swój Pokedex, Qwest! Poczekajcie pięć minut, zaraz wracam.
Mówiąc to poszła w głąb budynku. Po jakimś czasie wyszła. W rękach trzymała Pokedex i jakiś Pokeball.
- Gotowe! Teraz świat Shiro nie będzie miał dla ciebie tajemnic! - powiedziała i wręczyła urządzenie trenerce - Tishey! Zgodnie z obietnicą powierzam tego pokemona tobie. Myślę, że będziecie dobrymi partnerami.
Chłopak wziął Balla od profesorki i wyrzucił w górę. Rozbłysło oślepiające światło. Chwilę później na stole pojawił się mały, zielony stworek. Uszy miał w kształcie liści, a z głowy wyrastał mu uśmiechnięty, czerwony kwiat.
- Kolejny pok z Shiro… - zauważył Kubax - Przeskanuj go Qwest i zobacz czy twój Pokedex działa!
Dziewczyna wyciągnęła urządzenie i zbliżyła je do stworzenia. Po chwili rozległ się znajomy, mechaniczny głos.
„Smollpou - pokemon kwiat. Zawsze podąża w kierunku Słońca. Kwiat na jego głowie posiada własny mózg. Stworek ten pomimo małych łapek potrafi zadawać szybkie ciosy.”
- Cóż… Mam już Smollpou’a, więc pora się pożegnać - odparł Tishey - W końcu ktoś musi bronić Wioski Larvitarów…
To powiedziawszy wyszedł w budynku i poszedł w swoją stronę. Kubax, Qwest i Jirachi również chcieli wyjść, lecz Cornelia zatrzymała ich w drzwiach.
- Byłabym zapomniała… Nie chciałam tego mówić przy Tishey’u, ale Kubax! Jacyś ludzie pytali się o ciebie!
- Nie wiedziałem, że masz swoich cichych wielbicieli… - zaczęła Qwest - Zdaje się, że wiadomość o tym, jak pokonałeś Crulica rozeszła się błyskawicznie.
- Nie dziwi mnie to… - odparł Jirachi - W końcu to gwiazda…
- Darujcie sobie głupie żarty! - syknął Kubax - Pani profesor… Kim byli ci ludzie!
- Nie mam pojęcia - powiedziała Cornelia - Ale zachowywali się bardzo podejrzanie. Wysłałam nawet moją Delcatty, aby ich śledziła. A właśnie… Gdzie ona jest?
Nagle coś wybiło jedną z szyb laboratorium. To była Delcatty. Cornelia od razu do niej podbiegła.
- Co jest?! Kto tu jest?! - krzyknął Kubax
Nagle do pomieszczenia wpadł jakiś mężczyzna. Wyglądał na 25-latka. Miał jasne włosy i brązowe oczy. Ubrany był w niebieską tunikę i żółte spodnie. Na twarzy miał dużo blizn.
- Wiedziałem, że kogoś kryjesz… Jak to dobrze, że powiedziałem moim wspólnikom, żeby ci nie wierzyli - rzekł - Ja zawsze mam rację!
- Kim jesteś?! Czego od nas chcesz?! - zapytała Qwest ze złością
- Nazywam się Jack - powiedział mężczyzna - W imię Zespołu Thunder rozkazuję wam się poddać i oddać mi wszystkie pokemony z laboratorium. Inaczej będzie bardzo nieciekawie…
Cornelia chwyciła nieprzytomną Delcatty. Qwest, Kubax i Jirachi spojrzeli na siebie z mieszaniną strachu i zdziwienia. Tajemniczy mężczyzna uśmiechnął się mściwie.
Czego Zespół Thunder chce od trenerów? Czy miasto Northour zostało poważnie zniszczone? Kto dołączy do Darky’ego? Odpowiedzi szukajcie w kolejnym rozdziale.
|
|