Jedyna strona o "Misji:Arceus"
  Rozdział 24
 
Rozdział 24: Ślad Shaymina. W imię Zespołu Thunder! - część 1

Kwiecisty Las jest bardzo nietypowym miejscem. To właśnie tam kwitną najrzadsze gatunki roślin i drzew. W glebie zaś znajduje się duża ilość ładunków elektrycznych, które gromadzą się na szczycie Góry Shirley. Pokemony wolą omijać to miejsce z daleka. Boją się bowiem ludzi, którzy kierowani chęcią zdobycia taniego źródła energii wkroczą do ich miejsca zamieszkania i je zniszczą. Na szczęście dzięki mocy Shaymina nikt nie zdołał przywłaszczyć sobie energii. Tym razem jednak jest inaczej. Bóg łąk zdecydował się chronić inny las i opuścił swój dom, zostawiając stworki na pastwę losu. Większość mieszkańców już dawno wyniosła się z lasu, jednak kilka stad wciąż zostało, czekając na powrót swojego obrońcy.
Nagle rozległ się silny wiatr, który wypłoszył większość stworzeń. Chwilę później potężne wyładowanie elektryczne uderzyło w ziemię, wypalając duży obszar leśny. W końcu na opustoszałym terenie wylądował dość duży, unowocześniony śmigłowiec. Wybiegła z niego 50-osobowa grupa ludzi, ubranych w granatowe bluzy i czarno żółte spódniczki lub spodnie (zależnie od płci). Prawie każdy z nich miał swojego partnera – Manectrica. Kiedy tylko cała brygada rozeszła się po lesie, ze śmigłowca wyszły trzy osoby. To byli Blake, Brass i Agito – dowódcy słynnego Zespołu Thunder.
- To jest życie… - westchnął Blake, wdychając zapach sadzy – Codziennie mógłbym niszczyć lasy…
- Jasne… Nie ma to jak bardzo głośne wejście na bardzo cichy teren… - mruknął Agito, który był przyzwyczajony do ciszy i spokoju.
- Dewastacja mi się podoba, hałas niespecjalnie – stwierdził Brass, siląc się na kompromis – Całe szczęście, że dziewczyny nie poszły z nami… To, co tu wyprawiamy wykracza ponad wszelkie zasady moralności…
- Mia na pewno dostałaby zawału. „Och chłopaki, jak mogliście? Nie pomyśleliście nawet o tych biednych pokemonach!” – parsknął Blake, naśladując głos dziewczyny. Brass zasłonił sobie usta ręką, aby nie wybuchnąć śmiechem.
- Mógłbyś się zamknąć?  - Agito posłał mu piorunujące spojrzenie – Tak się składa, że Mia jest jednym z najlepszych szpiegów w Zespole. Więcej z niej pożytku, niż z was obydwóch razem wziętych…
- Też prawda… - westchnął Brass – Lepiej poczekajmy na liderkę, ona nam powie, co dalej…
- Nie ma takiej konieczności – odezwał się czyjś głos – Ja już tu jestem!
Cała trójka wzdrygnęła się i szybko się odwróciła. Na podeście stała wysoka, jasnowłosa kobieta. W jej obecności niewielu ludzi miało odwagę się sprzeciwić. To właśnie za charakter Raimondo Whiterly została wybrana na liderkę Zespołu Thunder. W ręku trzymała Berło Mocy.
- Właśnie… - mruknęła cicho kobieta – Dzisiaj wszystko się zmieni. Tym razem to my będziemy władać światem. Już niedługo…
- Nie chciałbym się wtrącać, ale czy to rozsądne wysyłać tylu ludzi do lasu? – zapytał Brass – Przecież nie ma już Shaymina, a tutaj i tak nikt nie mieszka…
- To na wszelki wypadek – odparła Raimondo, a na jej twarzy pojawił się dziwny uśmiech – Muszę mieć stuprocentową pewność, że nikt, absolutnie nikt nie zdoła nam przeszkodzić w realizacji planu… Hmmm… Zdaje się, że dalszą trasę musimy pokonać pieszo – dodała, patrząc w stronę góry.
- Nie cierpię łażenia… - burknął Blake – Nie możemy polecieć śmigłowcem?
- Dobrze wiesz, że Góra Shirley jest zbyt stroma, aby można było tam wylądować – powiedziała sucho liderka – Trochę ruchu dobrze ci zrobi…
- No wiem, ale nie jestem żadnym maratończykiem, aby łazić po całym świecie – odparł zmieszany Blake – Znając życie pewnie na szczyt też będziemy się wspinać…
- Stul pysk! – warknął Brass – I nie sprzeciwiaj się liderce!
- Odezwał się mistrz lizodupstwa… - prychnął Blake
Agito wyciągnął paralizator i wycelował nim w pozostałych dowódców. Raimondo posłała im ostrzegawcze spojrzenie. Blake i Brass odwrócili się do siebie plecami.
- Ostatnie pytanie – Agito zwrócił się do liderki – Jak znajdziemy właściwą drogę na szczyt?
Słysząc to Raimondo uśmiechnęła się pod nosem i wyjęła z kieszeni złoty Pokeball. Chwilę później z wnętrza kuli wyskoczył duży, czarny kot o spiczastych uszach i długim ogonie. Pokemon podszedł do kobiety i zaczął ocierać się o jej nogi. Dowódcy wyglądali na zaskoczonych.
- O to się nie martwcie – rzekła liderka – Sparvile doprowadzi nas do źródła… Prawda, skarbie?
Kot skinął głową i głośno zamruczał. Jego uszy zaświeciły się jasnym światłem. Chwilę później poszedł przed siebie. Zespół Thunder udał się za nim.

W tym samym czasie…
Nieco dalej, w innej części lasu krajobraz wygląda zupełnie inaczej. Pięknie kwitnące drzewa cieszą wzrok wielu pokemonów. Kilka Furretów zatrzymało się, aby podziwiać ich piękno. Fretki jednak nie zdążyły nacieszyć się widokiem. Jeden z ogromnych krzaków, rosnących z lesie zaczął się poruszać, wypłaszając pokemony. Nagle na niewielkiej polanie pojawiły się trzy osoby, którym towarzyszyły Pachirisu, Lucario i Chikorita.
- To na nic… - westchnął Kubax, siadając na trawie – Kto, jak kto, ale Shaymin potrafi doskonale wtopić się w las…
- Nie dość, że zgubiliśmy jego ślad, to jeszcze straciliśmy Jirachiego – Qwest podsumowała beznadziejną sytuację – Gorzej już być nie może…
- Cóż… Taki jest już los nieudaczników… - dodała Angel – Dobrze, że jeszcze nie zaczęło padać…
- Przestańcie robić z siebie ofermy! Jesteście młodzi, a narzekacie jak stare dziadki! Więcej wiary we własne siły! – krzyknął dziarsko Lucario i zaczął iść przed siebie. Wszyscy spojrzeli na niego z politowaniem. Od czasu, kiedy dowiedział się, że Arceusowi nic nie grozi mistyczny pokemon wydawał się być bardziej rześki i radosny, niż przedtem. Przyjaciół trochę to zdziwiło – do tej pory szakal uchodził za ponuraka i zrzędę, lecz teraz role się odwróciły.
- Znalazł się mister optymizmu… - parsknęła Angel z przekąsem – Gdzie się podział ten stary, na wszystko narzekający Lucario?
- A żebym ja to wiedział… - Kubax wzruszył ramionami – Kiedyś był wkurzający, ale teraz stał się nie do zniesienia…
- Mój brat zawsze mówi, że nawet w najgorszej sytuacji można znaleźć jakieś pozytywne strony – Qwest próbowała trochę rozluźnić atmosferę – Zawsze przecież mogło być gorzej…
- Racja! Koniec z ponuractwem! – ożywiła się Angel – W końcu mamy zadanie do wykonania! Odpocznijmy trochę, a potem jeszcze raz poszukajmy Shaymina!
Wszyscy przystali na tę propozycję i zaczęli urządzać sobie piknik. Nagle rozległy się głośne śmiechy. Angel właśnie skończyła opowiadać swój najnowszy dowcip o Mareepach. Jedynie Chikorita nie brała udziału w zabawie. Pokemon-liść stał z boku i przyglądał się bezmyślnie swoim nogom. Kiedy Pachirisu próbował wciągnąć ją do zabawy, ta zaatakowała go Ostrym Liściem. Wiewiórka odskoczyła zaskoczona.
- Chikorita! Jak ty się zachowujesz?! – krzyknęła na nią Angel – Inni chcą cię wciągnąć do zabawy, a ty co? Wstydź się!
Przerażony pokemon odwrócił się na pięcie i z płaczem pobiegł z krzaki. Angel westchnęła ze zrezygnowaniem. Przyjaciele posłali jej wrogie spojrzenie.
- Angel, spokojnie! – krzyknęła Qwest z wyrzutem – Czemu byłaś dla niej taka ostra? Może Chikorita ma problem, z którym nie może sobie poradzić?
- Akurat! Pokemony Strażników muszą być odważne i odporne na stres! – powiedziała Angel z dumą – To podstawa do bycia wielkim trenerem pokemon!
- Słuchaj… Czasami mam wrażenie, że ta praca jest jedynym sensem twojego życia – stwierdził Kubax – Nie pomyślałaś może o swoich pokach? To im powinnaś poświęcać najwięcej czasu!
Zaskoczona dziewczyna spojrzała na resztę. Lucario i Qwest przyznali chłopakowi rację. Nagle w głowie Angel zaczęły snuć się dziwne myśli. No tak… Wyrzuty sumienia potrafią być dokuczliwe, zwłaszcza kiedy zdajemy sobie sprawę, że popełniliśmy wielki błąd.
- Co ja wyprawiam? – szepnęła – Oni mają rację. Byłam tak zajęta szukaniem Shaymina, że w ogóle nie pomyślałam o swoich najlepszych przyjaciołach… Chikorita na pewno nigdy mi tego nie wybaczy!
Ostatnie zdanie zostało wypowiedziane na głos. Zrozpaczona Angel nawet nie zauważyła łez, płynących po jej policzkach. Nagle poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła swoich przyjaciół, uśmiechających się do niej.
- Ej no, nie musisz się przejmować! – powiedział Lucario – Jeśli dokładnie wytłumaczysz swojemu pokemonowi, jak bardzo zależy ci na zrealizowaniu celu, to możesz być pewna, że szybko ci wybaczy!
- Tak… O ile wcześniej nie zorientujesz się, że twój partner może być bardzo daleko stąd… - mruknął Kubax z przekąsem
- Mógłbyś przestać z tymi kazaniami? – Qwest spiorunowała go wzrokiem – Nie widzisz, że jest załamana?
- Spokojnie, już w porządku – odparła Angel, ocierając łzy – Kiedy znajdziemy Chikoritę, wytłumaczę jej wszystko i przeproszę za moje skandaliczne zachowanie. Potem razem poszukamy Jirachiego i Shaymina.
Qwest i Kubax uśmiechnęli się do siebie. Lucario odetchnął z ulgą. Nagle rozbłysło zielone światło, które oświetliło las. Chwilę później bohaterowie poczuli w powietrzu silną, aromatyczną woń.
- Chwileczkę… Ja to znam! – wykrzyknęła Angel – Taki zapach wydziela Chikorita, kiedy znajduje się w niebezpieczeństwie!
- Tam musiało się coś stać! – zawołała Qwest – Biegnijmy!
- No nie… - mruknął Kubax z przekąsem – Czego nam nie trzeba, niż kolejnych kłopotów?
Cała czwórka udała się za tajemniczym zapachem. Im dalej szli, tym woń stawała się intensywniejsza. W końcu dotarli do odosobnionego miejsca, otoczonego drzewami. Jedyną rzeczą, rzucającą się w oczy była porośnięta mchem i dzikim bluszczem niewielka grota. Nagle zza krzaków wyskoczyła Chikorita. Stworek spojrzał na trenerów i przyłożył pnącze do ust, jakby chciał żeby byli cicho.
- Chiko! – ucieszyła się Angel – Co ci jest? Znalazłaś coś ciekawego?
- Chikorii… - szepnął pokemon i wskazał liściem na grotę. Następnie wszedł do niej i zrobił taki gest, jakby chciał, aby trenerzy za nim poszli. Qwest, Kubax, Angel i Lucario spojrzeli na siebie ze zdumieniem, po czym udali się za pokiem. Bohaterowie z trudem przemierzali teren. Jaskinia była tak mała, że musieli kucać, aby przez nią przejść. Po kilkunastu minutach Chikorita wyprowadziła ich na niewielką polanę. Na pierwszy rzut oka wydawał się niezamieszkana, jednak chwile później dostrzegli pod drzewem dwie małe istoty. Wyglądały, jakby rozmawiały ze sobą.
- Całkiem niezła ta twoja kryjówka, Shaymin… - odezwała się jedna z nich – Lepszej nie mogłeś sobie znaleźć…
Qwest ulżyło. Wszędzie rozpoznałaby piskliwy głos Jirachiego.
- Naprawdę cieszę się, że cię spotkałem! – odezwała się druga postać – Już się bałem, że kolejna legenda dołączy do Zespołów, a tu taka niespodzianka!
- Przyłączyć się do zła? Przenigdy! – powiedział stanowczo Jirachi – Chociaż gdyby pewni trenerzy o dobrych sercach mnie nie uwolnili to nie wiem, co by się stało… Koniecznie musisz ich poznać!
- Nie! Jirachi, proszę! – w głosie Shaymina słychać było prośbę – Obiecaj, że nikomu o mnie nie powiesz! Nikt nie może się dowiedzieć, że wróciłem!
- Ale… To nie będzie takie proste – odparł zmieszany Jirachi – Oni już cię widzieli… Nie będzie łatwo ich przekonać, aby zmienili zdanie…
- Proszę, zrób wszystko, aby o tym zapomnieli! – pisnął Shaymin – Powiedz im, że mieli przywidzenia, albo ten las tak działa… Cokolwiek!
- Spoko wodza! – uśmiechnął się Jirachi – Skoro aż tak ci zależy to nikomu nic nie powiem. Będę milczał, jak grób!
Nagle trenerzy usłyszeli jakiś szelest. To Pachirisu nadepnął na suchą gałąź, wystającą z trawy. Obie legendy odwróciły się zaskoczone. Shaymin natychmiast schował się za przyjacielem.
- Jirachi! – ucieszyła się Qwest – Tak się cieszę, że nic ci nie jest… Oho! Widzę, że znalazłeś sobie kumpla!
- Dziwne… - stwierdził Lucario – Coś mi się wydaje, że oni się znają od bardzo dawna… Coś w tym musi być…
Angel podeszła do legend, aby bliżej przyjrzeć się jeżowi. Shaymin jeszcze bardziej skulił się w trawie. Jirachi spojrzał na niego zaskoczonym wzrokiem, po czym odwrócił się w stronę dziewczyny.
- Nie! – pisnął pokemon życzeń – Zostawcie go! Angel, wiem że walka z bogiem łąk to twoje marzenie, ale tym razem musisz sobie odpuścić! Shaymin wrócił właśnie z bardzo długiej podróży i ma prawo być zmęczony!
- On ma rację – zgodził się Lucario – O ile dobrze zrozumiałem waszą dyskusję, ma też swoje problemy… Lepiej zostawić go w spokoju.
Wszyscy w milczeniu czekali na przebieg wydarzeń. Qwest wiedziała, że Lucario ma rację, ale w głębi duszy kibicowała Angel. Również Kubax wydawał się być na rozdrożu. Shaymin widząc zaangażowanie przyjaciela w obronie sprawy wyszedł z trawy i stanął naprzeciwko trenerów.
- W porządku! – pisnął – Jeśli ta dziewczyna rzeczywiście tak bardzo pragnie ze mną walczyć to dostanie szansę. Teraz!
- Ale… - zaczął Jirachi – Przed chwilą mówiłeś, że…
- Tak, wiem – odparł jeż z uśmiechem – Zrozumiałem też, że nie warto się wiecznie ukrywać. Kiedyś trzeba się ujawnić ludziom.
Wszyscy byli zaskoczeni. Nie spodziewali się, że tak mały pokemon może podejmować takie ważne decyzje. Shaymin stanął w pozycji obronnej. Wyglądał na bardzo pewnego siebie. Angel wpatrywała się w niego z niedowierzaniem.
- Na co czekasz? Idź! – szepnęła Qwest i lekko popchnęła koleżankę do przodu – Będę trzymać kciuki!
Dziewczyna i legenda stanęły naprzeciwko siebie. Pozostali odsunęli się, aby dać walczącym wolną przestrzeń.
- Powodzenia, Shaymin! – powiedział Jirachi i podniósł kciuk do góry. Jeż uśmiechnął się pod nosem. Angel wyglądała na zamyśloną. Najwyraźniej zastanawiała się, jakiego pokemona wystawić do walki.
- Panie i panowie! Ludzie i pokemony! – zawołał Kubax – Już za chwilę rozpocznie się walka pokemon pomiędzy legendarnym bogiem łąk, a zwykłym trenerem! Jeśli boicie się mocnych wrażeń, prosimy opuścić las! Uwaga… Start!
- Max, wybieram ciebie! – krzyknęła Angel, rzucając Pokeballem – Na początek użyj Kuli Cienia!
- Taniec Płatka! – pisnął Shaymin – Pełna moc!
Z kuli wyszedł mały pokemon podobny do lisa, który po chwili wypuścił z pyszczka ciemnofioletową, energetyczną kulę. Qwest zdziwiła się – nie sądziła, że Eevee stał się tak silny w dość krótkim czasie. Angel musiała solidnie trenować ze swoimi pokemonami. Jeż jednak nie przestraszył się i użył swojego ataku. Ogromna ilość tęczowych płatków przebiła się przez Kulę Cienia, raniąc przy tym lisa.
- Max, nie! – krzyknęła Angel – Nie możesz tak szybko przegrać!
- Dobrze! – ucieszył się jeż – Teraz Pyłek Oszałamiający!
Z kwiatków Shaymina wyleciała duża ilość zarodników, które pomknęły w stronę przeciwnika. Na szczęście Eevee wykazał dość inicjatywy, aby uskoczyć przed tym atakiem. Następnie zaczął szarżować w stronę jeża. Legenda uskoczyła i wypuściła kolejny strumień płatków, tym razem o wiele silniejszy, niż poprzedni. Lis uderzył Kulą Cienia. Burza ustała. Oba stworki wylądowały na ziemi.
- Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś – stwierdziła Angel – Jesteś silniejszy, niż myślałam! Dobra, kończmy tę zabawę! Max użyj Blokowania!
- Zła technika… - uśmiechnął się Shaymin – Niech zadziała moc łąk!
Nagle oczy jeża zaczęły jarzyć się jasnym, zielonym blaskiem. Chwilę później z trawy wyleciały cztery cienkie liany, które chwyciły Eevee’go za nogi. Lis runął, jak długi.
- O nie! Max! – krzyknęła z rozpaczą Angel – Podnieś się, proszę! Zrób to, zanim Shaymin użyje ostatecznego ataku!
- Udało się! Mam go! – zaśmiał się jeż – Teraz zakończ tę walkę! Taniec Płatka!
Eevee próbował się uwolnić, ale na niewiele się to zdało. Po chwili oberwał silnym strumieniem płatków. Po tym ataku osunął się na ziemię, lecz nie zamierzał się poddać. Chciał dalej walczyć, bo wiedział że to jedyny sposób, aby pomóc Angel zrealizować swój cel.
- Świetnie! Mój przeciwnik już ledwo zipie! Czas na ostateczny atak! Siła Natury! – pisnął Shaymin
Z kwiatków jeża wystrzelił tęczowo-zielony promień, który pomknął w stronę lisa. Eevee co prawda zdołał uwolnić się z więzów, lecz zmęczenie nie pozwalało mu na ucieczkę. Wszyscy zamarli. Promieniowanie zaczęło zbliżać się do niego. Nagle lis stanął na równe nogi i zaczął bardzo szybko biegnąć w stronę legendy. Rozległ się silny podmuch wiatru. Po chwili Eevee wyskoczył w górę i z całej siły uderzył przeciwnika ciałem. Zaskoczony jeż upadł na trawę.
- Max! – ucieszyła się Angel – To było wystrzałowe! Nie wiedziałam, że umiesz Ekstremalną Szybkość!
- Podrasowany jest… - mruknął Lucario – Nawet błyszczące okazy się tego nie uczą! Gratuluję!
W tym momencie Shaymin podniósł się z podłoża. Eevee zmierzył go wyzywającym spojrzeniem. Na twarzach obu poków malowało się zmęczenie.
- Jejku! Muszę przyznać, że twój pokemon jest dla mnie twardym przeciwnikiem – pochwalił Angel Shaymin – Tym razem zaatakuję ostrzej! Kula Energii!
Legenda otworzyła pyszczek i zaczęła formować energetyczną kulę w kolorach zieleni. Widząc to Eevee zaczął gromadzić siły, aby uderzyć Kulą Cienia. Po kilku minutach oba stworki zaatakowały. Dwie kule: zielona i fioletowa zderzyły się ze sobą i wywołały eksplozję. Gdy tylko piasek opadł trenerzy zobaczyli na polanie dwa osłabione poki. Widać było, że ani Shaymin, ani Eevee nie miały siły na dalszą walkę. Angel podeszła do swojego pupila. Jirachi zaś podleciał do przyjaciela, pomagając mu wstać.
- Cóż… - zaczęła dziewczyna i pogłaskała lisa po głowie – Byłeś wspaniały Max! Ciebie też przepraszam, Chiko! To dzięki wam nareszcie zrealizowałam swój cel!
- Jeszcze nie… - powiedział stanowczo Shaymin – Teraz musisz wyjąć Pokeball i mnie złapać, prawda?
Przyjaciele uwiadomili sobie, że Shaymin nie wiedział, co tak naprawdę jest celem Angel. Jirachi zaczął mu dokładnie wyjaśniać, że dziewczynie nie zależy na złapaniu nowego pokemona, tylko na walce. Jeż wyglądał na uspokojonego i zaskoczonego zarazem.
- Po jakiego grzyba chcesz walczyć z legendą, jeśli nie chcesz jej łapać? – zdziwił się Shaymin – To trochę… chore?
- Wiem – odparła zmieszana Angel – Zawsze lubiłam się wyróżniać z szarego tłumu…
- Zdajemy sobie z tego sprawę, przyszła Strażniczko! – powiedział Kubax z ironią – Aż cud, że jeszcze nie uznałaś go za człowieka… Widać postępy!
Dziewczyna zgromiła go wzrokiem. Qwest zachichotała rozbawiona. Lucario jednak interesowały inne sprawy. Nagle szakal usłyszał jakiś dziwny świst. Co ciekawe: był on bardzo znajomy. Coś z czasów jego młodości… Od razu to rozpoznał.
- Padnijcie na ziemię i nie ruszajcie się! – krzyknął, popychając przyjaciół na mokrą trawę – To konieczne, jeśli nie chcecie, aby te bestie was rozszarpały!
W tym momencie zza drzew wyleciały dwa pokemony. Jeden z nich wyglądał jak wielka, opancerzona mucha z brzytwami, zamiast przednich kończyn. Drugi był zamknięty w ciemnożółtym kokonie, nad którym unosiła się szara aureola. Oba stworki wyglądały, jakby działały na czyjeś zlecenie.
- To Ninjask i Shedinja – szepnął Kubax, rozpoznając poki – Są bardzo szybkie i cwane… Normalni trenerzy nie posiadają ich w składach.
- Co? To znaczy, że po lesie kręci się jakiś podejrzany typ? – zdziwiła się Qwest – A myślałam, że chociaż dzisiaj zaznamy spokoju… Po spotkaniu z tym Celebim nie mam ochoty na dalsze wrażenia…
- On się nazywa Caleb! – syknął Lucario, dając dziewczynie kuksańca w brzuch – Weź się w końcu naucz odróżniać nazwy pokemonów od ludzkich…
Qwest otworzyła usta, aby odpowiedzieć na niezbyt miłą uwagę szakala, jednak Angel leciutko trąciła ją w ramię i wskazała na pobliskie krzaki. Wszyscy zamarli – Shaymin jeszcze nie zdążył się ukryć.
- Nie! Uciekaj! – krzyknął Jirachi, wyskakując z wysokiej trawy – Tam są złe pokemony!
Jeż odwrócił się zaskoczony. Ninjask dostrzegł swój cel, podleciał do legendy i chwycił ją brzytwami. Jirachi ruszył za nim w pogoń, lecz Shedinja zastąpił mu drogę. Oczy owada zaczęły świecić czarnym blaskiem. Pokemon życzeń poczuł, że traci kontrolę nad własnym ciałem. Qwest postanowiła szybko działać.
- Koniec tego dobrego! – krzyknęła, wyskakując z krzaków – Pachirisu użyj Błyskawicznego Ataku, aby go powstrzymać! Szybko!
Wiewiórka zaatakowała strumieniem gwiazd, które odbiły się od Shedinji i uderzyły w Ninjaska. Zaskoczony owad puścił Shaymina, który wylądował w trawie. Jirachi natychmiast podleciał do przyjaciela, zasłaniając go własnym ciałem. Widząc to Shedinja naprawdę się wkurzył. Szybko wypuścił za swoich oczu silny, niebieski promień, który w ostatniej chwili został zablokowany przez Kulę Cienia. Qwest uświadomiła sobie, że Angel właśnie włączyła się do walki. Tymczasem wrogie pokemony rzuciły się na trenerów. Pachirisu i Max użyły swoich ataków, aby je powstrzymać. Co prawda Ninjask po kolejnej serii Piorunów i Kuli Cienia był bliski wycieńczenia, jednak żaden z ataków stworków nie zadziałał na Shedinji. Pokemon kokon wysunął dwa długie pazury i zadał nimi ostateczny cios. Wiewiórka i lis przewróciły się na ziemię. Kokon skierował oczy w stronę trenerek. Nagle zza ich pleców wystrzelił silny miotacz ognia, który „przypalił” poka. Angel i Qwest ucieszyły się – Charmeleon Kubaxa właśnie uratował im życie.
- Nic wam nie jest, dziewczyny? – zapytał chłopak z niepokojem – Musicie wiedzieć, że Shedinja ma specjalną umiejętność, nazywaną Cudownym Strażnikiem. Dzięki temu tylko ataki, na które ma słabość na nią działają… Pozostałe pudłują!
- To nie jest odpowiedni czas, aby rozmawiać o słabościach pokemonów – stwierdził Lucario z przekąsem – Musimy jakoś pokonać te robale, zanim oprzytomną i zdecydują ponownie zaatakować Shaymina.
Cała czwórka, wraz z pokemonami zbliżyła się do legendarnych stworków. Ninjask i Shedinja błyskawicznie podniosły się z ziemi i zastąpiły trenerom drogę. Wyglądało na to, że nie odpuszczą sobie bez walki.
- Zejdźcie nam z drogi! – krzyknęła Angel, bezskutecznie próbując rozgonić wrogie pokemony – Jeśli za chwilę nie opuścicie lasu, będziemy musieli usunąć was siłą! Lepiej znajdźcie sobie jakieś twórcze zajęcie, zamiast próbować złapać jakąś legendę!
- Duży błąd. A może to lepiej wy powinniście stąd odejść? Ten świat już całkowicie schodzi na psy… Kto to widział, żeby dzieciaki wtrącały się w sprawy dorosłych? – odezwał się czyjś głos.
Trenerzy błyskawicznie odwrócili się, aby sprawdzić kto jest autorem tych słów. W odpowiedzi zza drzew wystrzeliła wiązka śnieżnobiałego promieniowania, która pomknęła w ich stronę. Qwest rozkazała Pachirisu bronić się przed tym atakiem. W odpowiedzi zza jej pleców wystrzeliło pięć różnych smug światła: fioletowa, żółta, czerwona, błękitna i zielona. Okazało się, że Lucario, Chikorita, Charmeleon i Eevee zaatakowali w tym samym momencie, co poke-wiewiórka trenerki. Połączone ruchy stworków zdołały powstrzymać wrogi atak i odbić go w przeciwną stronę.
- Kim jesteś?! Jeśli masz odwagę z nami gadać, wyjdź z ukrycia! – zdenerwował się Kubax – Chowając się tylko pogarszasz swoją sytuację!
Tym razem jednak zobaczyli odpowiedź. Zza drzew wyszedł młody chłopak, mający około 16 lat. Trenerzy zamarli – wiedzieli już z kim mają do czynienia. Znany łowca pokemonów Hekuri powrócił, aby w końcu dopiąć swego celu. Jego strój w ogóle się nie zmienił. Nawet gęste, czarne włosy i katana na plecach pozostały te same.
- Zdziwieni, co? – zapytał cicho – Nie wątpię. Naprawdę myśleliście, że nie dowiem się o Shayminie? W pewnym sensie muszę wam podziękować. To wy mnie do niego doprowadziliście…
- Od początku wiedziałem, że coś mi tu śmierdzi! – warknął Lucario, stając w pozycji obronnej – Nie chcemy czuć dłużej tego fetoru, więc lepiej stąd znikaj!
- Więcej szacunku dla kogoś, kto spędził z tobą sześć lat życia! – zdenerwował się Hekuri – Wiecie co? Z chęcią bym was pochlastał, ale spieszy mi się i jestem już trochę spóźniony. Oszczędźcie sobie więc kłopotów i zejdźcie mi z drogi!
- Wcale się ciebie nie boimy! Shaymin zostanie w lesie! Wolny i tajemniczy! – krzyknęła Angel – Prawda Qwest? Qwest?!
Zaskoczona dziewczyna spojrzała w stronę przyjaciółki. Trenerka w milczeniu szukała czegoś w plecaku. Wyglądała bardziej na zaskoczoną, niż przejętą tą sprawą. W ogóle nie zwracała uwagi na to, co się dzieje w lesie. Najwyraźniej była tak zamyślona, że nic do niej nie docierało.
- Halo! Wielka Qwesti, pogromczymi męskich serc, słyszysz mnie?! – zawołał Kubax, machając dziewczynie ręką przed oczami – Panna Angel właśnie chciała cię o czymś poinformować, więc pora się obudzić!
W pewnej chwili trenerka wyjęła z plecaka jakieś zdjęcie i spojrzała najpierw na Hekuriego, a potem na fotografię . Następnie schowała fotkę do plecaka i podeszła do łowcy. Ten cofnął się zaskoczony.
- A więc to prawda… - rzekła – To ty jesteś Hekuri Tiseshu, ten tajemniczy chłopak, który zaginął osiem lat temu w tajemniczych okolicznościach!
Już na sam dźwięk tych słów łowcy natychmiast zrzedła mina. Wyglądało na to, że trenerka wyjawiła jego największy sekret. Przez dłuższy czas panowała podejrzana cisza. Angel zmierzyła Kubaxa pytającym wzrokiem. Chłopak tylko wzruszył ramionami, wpatrując się tępo w towarzyszkę. Lucario zaś wyglądał tak, jakby coś podejrzewał.
- Tak, to prawda… - odparł Hekuri, odwracając się do trenerów plecami – Przez osiem lat trzymałem to w tajemnicy, ale dzięki tobie prawda w końcu wyszła na jaw. Zapłacisz mi za to!
To powiedziawszy wyjął katanę i wycelował nią w Qwest. Przerażona dziewczyna krzyknęła i szybko zamknęła oczy. Kiedy je otworzyła zobaczyła Lucario, który zdołał zablokować ostrze miecza swoimi pazurami. Nagle w łapach szakala pojawiła się wiązka błękitnego światła, która odrzuciła chłopaka do tyłu. Ten podniósł się i zmierzył mistycznego pokemona nienawistnym spojrzeniem.
- Trzymajcie się ode niego z daleka! – krzyknął Lucario do reszty – To wariat! Jeśli mu się sprzeciwimy to nas pozabija! Ja się tym zajmę…
- Doskonale… Są zdenerwowani i zapomnieli, po co tu jestem… - mruknął Hekuri, po czym zwrócił się do swoich poków – Shedinja! Ninjask! Zróbcie, co do was należy! Złapcie Shaymina!
Zaskoczeni trenerzy błyskawicznie odwrócili się, ale niestety było już za późno. Owady zadały ostateczny cios i po chwili osłabiona legenda leżała w trawie. Hekuri uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął z torby małą wyrzutnię. Po chwili nad głowami trenerów przeleciał dziwnie wyglądający Ball, który pomknął w stronę Shaymina. Przerażony jeż nie wiedział, co robić. Nagle Jirachi wyleciał do przodu i zasłonił przyjaciela własnym ciałem. Rozbłysło oślepiające światło. Po chwili legenda znalazła się w środku kuli. Shaymin natychmiast podbiegł do Balla i delikatnie dotknął go noskiem. Nagle usłyszał jakiś krzyk, coś w stylu: „Uważaj! Za tobą!”. Zanim zdążył się zorientować, kto go woła został uwięziony w takiej samej kuli, co Jirachi. Oba Pokeballe lekko drżały, zupełnie jakby pokemony chciały się z nich wydostać.
- Dobra robota! – pochwalił wspólników łowca – Teraz twoja kolej, Glalie! Użyj Śnieżycy!
Nagle zza drzew wyleciał biały stworek, przypominający lodową kulę. Gdy jego uszy zaświeciły się, na terenie całego lasu rozpętała się potężna burza śnieżna. Jedyne co można było zobaczyć to wirujące płatki śniegu, które natychmiast wtapiały się w wiatr, zasłaniając krajobrazy. Było tak zimno, że drzewa i trawa natychmiast pokryły się szronem.
- Pachirisu! – Qwest z trudem łapała oddech – Atakuj Piorunem w sam środek śnieżycy, aby ją powstrzymać!
- Max, zrób dokładnie to samo! – krzyknęła Angel – Spróbuj wzmocnić ruch Pachiego, uderzając Kulą Cienia! Odwagi, uda się wam!
Lis i wiewiórka najwyraźniej zrozumiały polecenia, gdyż stanęły obok siebie i uderzyły atakami w cel. Pod wpływem energii rozległ się wybuch, który zdołał uspokoić burzę. Trenerzy rozejrzeli się. Cały las wyglądał, jak w zimie.
- A mogłam kupić sobie cieplejsze ciuchy w Iron Wind… - westchnęła Qwest, trzęsąc się z zimna – Kiedy następnym razem wybiorę się w podróż, wezmę ze sobą walizkę!
- Nowe ciuchy? Ja nawet nie wzięłam płaszcza! – Angel nie czuła się lepiej – Nie sądziłam, że takie rzeczy będą mi potrzebne…
- Dajcie spokój dziewczyny, ważne że wygraliśmy ze śnieżycą! – odparł Kubax z uśmiechem – Poza tym Charmeleon zawsze może nas ogrzać!
Nagle trenerzy usłyszeli czyjś cichy śmiech. Odwrócili się i zobaczyli Hekuriego, który najwidoczniej cieszył się triumfem. W ręce trzymał Balle ze swoimi zdobyczami.
- Nareszcie! Po wielu trudach w końcu udało mi się dorwać dwa legendarne pokemony! – krzyknął, po czy zwrócił się do trenerów – Naprawdę miło się z wami rozmawiało, ale muszę już iść. Ach, i dzięki za pomoc! Może wam to kiedyś wynagrodzę…
To powiedziawszy wyjął z kieszeni małą, ciemnozieloną kulę. Najwidoczniej chciał ponownie wezwać potwora, który pomógłby mu w ucieczce. Nagle zza oszronionych krzaków wyskoczyła Chikorita i uderzyła łowcę w brzuch. Chwilę później wysunęła Dzikie Pnącza i wytrąciła chłopakowi Balle z ręki. Angel i Qwest natychmiast złapały je w powietrzu. Hekuri odepchnął poka i spojrzał ze zgrozą na trenerki.
- Ech… Wkurzyłyście mnie! – warknął – Glalie, atakuj te smarkule Uderzeniem Głową!
- Nic z tego! – wrzasnął Kubax – Charmeleon zablokuj go pazurami!
Lodowy pokemon zaczął szarżować w stronę przeciwnika, jednak po chwili został zablokowany przez ognistego smoka. Glalie przeraził się, poczuł na twarzy ciepły oddech gada.
- Miotacz Płomieni! – Kubax uśmiechnął się pod nosem – Zakończ z nim sprawę raz na zawsze!
Z pyska jaszczurki wystrzelił silny strumień ognia, który dotkliwie zranił lodowego stworka. Ninjask i Shedinja rzuciły się na Charmeleona, jednak smok okazał się sprytniejszy. Na początku użyj Zasłony Dymnej, aby zmniejszyć orientację przeciwników. Potem zaś zaatakował silną Ognistą Nicią, która „oplątała” wrogie poki. Przewaga typów, oraz siła ataku spowodowała, że wszystkie trzy stworki upadły bezsilnie na ziemię. Hekuri nie mógł uwierzyć własnym oczom. Tymczasem dziewczyny zastanawiały się, jak uwolnić Shaymina i Jirachiego z Balli.
- To na nic! – wysapała Qwest, mordując się z kulą – Zostały zaprojektowane tak, aby uwięzić pokemony za zawsze!
- Hej! A może po prostu je zniszczymy? – zapytała Angel
- Zwariowałaś?! – przyjaciółka spojrzała na nią z niedowierzaniem – Przecież to oznacza ryzykowanie życia Jirachiego i Shaymina dla jakiegoś „może”!
- Zawsze warto spróbować – odparła dziewczyna – Na moje „trzy”!
Qwest zrozumiała, że to jedyny sposób i pożyła kulę na trawie. Angel zrobiła to samo. Chwilę później dziewczyny roztrzaskały Balle nogami. Nagle ze szczątek zniszczonych przedmiotów wyleciały dwie smugi światła, które po chwili przeobraziły się w znajome sylwetki legendarnych przyjaciół. Oba stworki najpierw mocno się uściskały, a następnie rzuciły się w ramiona swoim wybawczyniom. Cała czwórka wyglądała na szczęśliwą.
- Ech… Nie ma to, jak zwyczajna olewka... – westchnął Kubax, podchodząc do trenerek – A gdzie podziękowania dla kogoś kto wykonał całą brudna robotę i rozwalił waszych porywaczy?
Po chwili chłopak zaczął żałować, że w ogóle się odezwał, gdyż legendy rzuciły się na niego tak mocno, że ze śmiechem przewrócił się na trawę. Lucario stał z boku i obserwował tę scenę z uśmiechem. Był szczęśliwy, że wszystko w miarę dobrze się skończyło. Nagle szakal usłyszał jakiś hałas i zaczął rozglądać się dookoła. Ku jego zdumieniu Hekuri również wyglądał na zaniepokojonego.
- Czuję zło zbliżające się do nas… - szepnął pokemon – Za chwilę coś się stanie…
- Ktoś się zbliża! – krzyknął łowca do reszty – Schowajcie pokemony! Im mniej nas będzie, tym lepiej!
Tym razem chłopak nie usłyszał żadnych sprzeciwów. Trenerzy najwyraźniej też usłyszeli podejrzany hałas i postanowili go usłuchać. Kubax co prawda patrzył na Hekuriego spode łba, ale gdy napotkał wzrok Lucario natychmiast zamknął Charmeleona w Ballu. Jedynymi pokami, które pozostały na wolności były Pachirisu i Chikorita. Tymczasem szelest stał się coraz wyraźniejszy. W pewnej chwili zza krzaków wyskoczyła jakaś istota. Wszyscy przyjęli pozycje obronne i… zdębieli. Na polanie pojawił się dziki Manectric.
- Nie żebym miał jakieś niepotrzebne pretensje, ale ktoś tu chyba jest za bardzo przewrażliwiony – odparł sucho Kubax, posyłając Hekuriemu mordercze spojrzenie.
- Komu, jak komu ale mnie tu coś śmierdzi… - stwierdził Lucario – Zdaję się, że wpadliśmy w bardzo poważne kłopoty…
- No nie! Następny! – krzyknął chłopak z nutą pretensji – Tego wariata mogę jeszcze zrozumieć, ale ty… Nie wierzę!
- Dwa słowa: zamknij się! – wycedził łowca – Przez ciebie i twoje nieustające, dzikie wrzaski łatwiej nas znajdą…
- O ludzie, spokojnie – Jirachi starał się trochę rozładować napięcie – To na pewno jakiś dziki Manectric z lasu. W czym problem?
- W tym… - zaczął Shaymin, a na jego twarzy pojawił się strach – W moim lesie nie ma Manectriców. Parę miesięcy temu rozgoniłem ostatnie stado i więcej się nie pokazywały.
Trenerzy spojrzeli na boga łąk z przerażeniem. To oznaczało tylko jedno: jakiś obcy właśnie wkroczył do lasu. Nagle elektryczny czworonóg zaczął przeraźliwie wyć. Po chwili na polanę przybiegły inne Manectrici, które otoczyły bohaterów, odcinając im jedyną drogę ucieczki. Nagle z głębi lasu dobiegły jakieś głosy. Chwilę później zza drzew wyszły dwie osoby: chłopak i dziewczyna. Trenerzy od razu rozpoznali duet z Zespołu Thunder. Na widok złoczyńców Pachirisu najeżył się.
- Zap i Flash! – powiedziała Qwest ze złością – Wybaczcie, ale nie mam ochoty z wami walczyć. Miałam bardzo męczący dzień… Powiedzcie chociaż, czego chcecie a będzie dobrze.
- Przykro mi, że cię martwię, ale pomyliłaś się – odparła lekceważąco dziewczyna, bawiąc się swoimi włosami – My nie chcemy normalnej walki pokemon. Tym razem mamy zamiar was zabić!
- Nawet nie ważcie się ich dotykać! – warknął Hekuri – Lubicie straszyć dzieciaki? To zmierzcie się z kimś równym sobie. Ach, prawie bym zapomniał. Wy nic nie potraficie zrobić bez swoich dowódców, nieprawdaż?
- Może, ale tym razem przewagę będziemy mieli my! Tak się składa, że już niedługo ten las, a raczej to co z niego zostanie, będzie pod kontrolą Zespołu Thunder. Jak zresztą cały świat… - powiedział Zap z perfidnym uśmiechem – Uda nam się, bo któż niby może nas powstrzymać? Szesnastoletni gnojek, banda bachorów i ich mistyczni przyjaciele? – tu zmierzył Lucario, Jirachiego i Shaymina przenikliwym spojrzeniem – Nie rozśmieszajcie mnie!  
- Prawda… Liderka powinna bardzo się ucieszyć, kiedy was zobaczy – odparła Flash – Mogę ją zawiadomić w każdej chwili…
- To nie będzie konieczne! – przerwał jej Zap – Nie ma sensu zawracać głowy Raimondo. Sami ich rozwalimy! Magneto, wydaj rozkaz do ataku!
Największy z Manectriców, prawdopodobnie przywódca stada skinął głową i skierował oczy w kierunku nieba. Pozostałe czworonogi zrobiły to samo. W tym momencie nad głowami trenerów zaczęły zbierać się czarne, burzowe chmury. Z ciał elektrycznych pokemonów wydobywały się iskry.
- Nie… Nie zrobicie tego, prawda? – zapytał Hekuri, widząc triumfalne uśmiechy ludzi z Zespołu Thunder – Żadna istota nie wytrzyma takiego napięcia!
- Co się dzieje? – zdziwiła się Qwest – Co oni chcą zrobić? I dlaczego ich poki tak się zachowują?
- Manectrici skupiają energię elektryczną i wysyłają ładunek do chmur, aby użyć Grzmotu! – wydyszał łowca – Ten atak zaraz trafi w nas i…
Chłopak nie zdążył dokończyć zdania. Nagle rozległ się wielki huk, który zagłuszył wszystkie dźwięki. Chwilę później z chmur wystrzeliła silna błyskawica, która pomknęła w stronę trenerów. Niewiele myśląc Hekuri wyjął katanę i uniósł ją do góry. Ku zdumieniu wszystkich miecz zdołał rozszczepić energię elektryczną. Naładowane pociski waliły we wszystko, co się dało. Ziemia zaczęła się łamać, tworząc głębokie szczeliny. Koszmar trwał jeszcze przez kilka minut.
- Nie panikujcie! – łowca starał się przekrzyczeć hałas – Cokolwiek się stanie trzymajcie się blisko mnie! Musicie jakoś wytrzymać!
- Twoje pouczające regułki na nic się nie przydadzą! – krzyknęła Flash – Te dzieciaki długo się nie utrzymają! Zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy… hmmm… rodzinne.
To było już dla Kubaxa za wiele. W pewnej chwili chłopak odepchnął Lucario i rzucił się na Thundersów. Przyjaciele spojrzeli na niego z mieszaniną zdziwienia i litości.
- Kubax! Wracaj! – krzyknęła Angel – Hekuri powiedział wyraźnie, żebyśmy się stąd nie ruszali!
- Mam to gdzieś! – warknął chłopak – Te gnoje tego pożałują! Zatłukę ich gołymi rękami za to, co zrobili mojemu ojcu!
Lucario wybiegł do przodu, aby zatrzymać trenera. Nagle rozległy się jakieś krzyki. Jeden z pocisków uderzył w chłopaka i szakala. Oboje natychmiast stracili przytomność. Angel krzyknęła i zasłoniła usta ręką. W pewnej chwili Qwest poczuła, że robi jej się cieplej. Spojrzała w górę i zobaczyła potężną smugę światła, emitowanego z błyskawicy.
- Słuchajcie… Nie dam rady dłużej utrzymać tego ataku – wydyszał Hekuri – Na mój znak wszyscy odskoczcie, jak najdalej stąd. Uwaga… Teraz!
Chłopak opuścił miecz i czym prędzej rzucił się na twardą glebę. Potężne wyładowanie elektryczne uderzyło w ziemię. Nagle rozpętało się prawdziwe piekło. Wstrząs był tak silny, że unosił do góry drobiny gleby, tworząc burzę piaskową. Qwest rozpaczliwie machała ręką w powietrzu, aby móc się czegoś złapać. W pewnej chwili udało jej się chwycić kogoś za rękę.  Już myślała, że koszmar się skończył, kiedy nagle poczuła, że grunt ucieka jej spod stóp. Spadała w otchłań. Modląc się w duchu, aby jakoś przeżyć twarde lądowanie ścisnęła mocniej dłoń nieznanej osoby i zamknęła oczy.

Ciąg dalszy nastąpi…                 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (4 wejścia) tutaj!  
 
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja