| |
Rozdział 21: Twardy jak Axel
Przez chwilę przyjaciele stali w milczeniu. Kubax i Qwest byli tak zaskoczeni obrotem sprawy, że nie mogli wydusić ani słowa. Nagle Tishey zrobił krok do przodu i odwrócił się w stronę trenerów.
- I jak? Pomożecie mi, czy nie? – zapytał z niecierpliwością
- Moim zdaniem pakowanie się w kolejne kłopoty jest zupełnie niepotrzebne… - zaczął Kubax – Kto wie jakie niebezpieczeństwa kryją się w jaskiniach...
- To znaczy, że nie może mnie tam zabraknąć! - - ucieszyła się Qwest – Wprost kocham ryzyko! Idę z tobą Tishey! Ty też Kubax! No, chyba że się boisz…
- Ja nie boję się niczego – zdenerwował się chłopak – O.K.! Idę tam tylko po to, aby pokazać szanownej pannie Qwesti, że potrafię być lojalny wobec kumpli!
- Wiedziałem, że mogę na was liczyć! – ucieszył się Tishey – Dzięki wielkie za towarzystwo!
- Następnym razem weź kalkulator… Ja nie wyraziłem zgody… - parsknął Jirachi, ale urwał gdy zobaczył miny przyjaciół. Legendarny stworek nigdy nie lubił wypraw w nieznane, zawsze wolał trzymać się z boku.
Trenerzy i ich poki weszli do środka. W jaskini było wyjątkowo ciemno. Nad ich głowami słychać było szybkie trzepotanie skrzydeł. Wyglądało na to, że Jaskinia Grzmotu była idealnym domem dla Zubatów, Golbatów i innych „nocnych” stworków.
- Jej, w takich ciemnościach łatwo można nabić sobie guza – zauważyła Qwest – Potrafisz temu zaradzić Tishey?
- Nie ma sprawy! – uśmiechnął się chłopak – Smollpou wybieram ciebie! Daj nam trochę światła!
Z Balla wyskoczył mały, trawiasty stworek. Nagle kwiat na jego głowie zaczął jarzyć się jasnym blaskiem. Błysk był na tyle silny, że zdołał oświetlić część groty. Wystraszone poke-nietoperze z piskiem uciekały w ciemniejsze zakamarki jaskini. Trawiasty stworek wyglądał na zadowolonego ze swojego ataku.
- Teraz już lepiej! – stwierdziła Qwest – Dzięki Smollpou!
- Dziwne… To nie jest zwyczajny Flash, jest zdecydowanie za mocny – rzekł Kubax – Nigdy nie widziałem tak silnego ataku! Niech się Thundersi schowają!
- To dlatego, że Smollpou łączy w sobie też cechy pokemonów typu Światło – wyjaśnił Tishey – Dobra, dosyć tych zachwytów! Idziemy dalej!
To powiedziawszy poszedł przed siebie. Qwest i Kubax patrzyli na niego ze zdumieniem. W ogóle nie poznawali swojego przyjaciela.
- To trochę dziwne… - zaczęła Qwest – Tishey, którego znam nigdy się tak nie zachowuje… To do niego niepodobne!
- No nie, znowu coś podejrzewasz! – krzyknął Kubax, takim tonem, że Jirachiemu zbierało się na śmiech – Posłuchaj detektywie: zachowaj swoje zdolności na odpowiedni moment, zamiast dręczyć niewinnych ludzi.
- Może to dlatego, że po prostu jestem ciekawa co odkrył Tishey – powiedziała Qwest z chytrym uśmiechem – Nie weźmiesz pod uwagę takiej możliwości?
- Czy ty się aby za bardzo z nim nie zaprzyjaźniłaś? – zapytał Kubax zanucił pod nosem znaną piosenkę – „Och Tishey! Jak ja ciebie kocham! I codziennie szlocham, gdy nie ma ciebie!”
- Twoje uwagi wcale mnie nie ruszają – uśmiechnęła się dziewczyna i pobiegła przed siebie – I tak wiem jedno: jesteś po prostu chorobliwie zazdrosny!
Słysząc to Jirachi parsknął śmiechem i poleciał za dziewczyną. Kubax lekko się zarumienił, po czym dołączył do przyjaciół.
- Żeby było jasne… - powiedział ostrzegawczym tonem – Ja nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę zazdrosny! Niby o co?
- I tak wiem swoje – powiedziała Qwest z uśmiechem – Jesteś, to było głupie! W przeciwnym razie skąd ten odcień czerwieni na twarzy?
- Nie jestem zazdrosny!!! – wrzasnął chłopak, rumieniąc się jeszcze bardziej – Przestaniecie oboje się w końcu nabijać?! Ja idę dalej! Kogoś tu naprawdę trzymają głupie żarty…
Mówiąc to wyminął trenerkę i legendę i bez słowa udał się za Tishey’em. Qwest zrobiła głupią minę. Jirachi nadal cicho chichotał, podśpiewując piosenkę Kubaxa. Nagle dziewczyna z całej siły walnęła go w plecy. Stworek jęknął z bólu i spojrzał na trenerkę z wyrzutem.
- Wybacz… Musiałam się na kimś wyżyć! – roześmiała się Qwest, po czym chwyciła poka i pobiegła w stronę przyjaciół – Hej! Zaczekajcie na mnie!
- Ej, Tishey! – zawołał Kubax z chytrym uśmiechem – Chcesz wiedzieć co Qwest o tobie przed chwilą mówiła?
Chłopak przystanął i odwrócił się w stronę przyjaciela. Najwyraźniej zainteresowała go cała sytuacja. Tymczasem trenerka zaczęła szybko machać rękami, aby odwrócić uwagę Tishey’a od Kubaxa.
- A więc… - kontynuował Kubax – Qwesti mówiła, że się w tobie za…
- Eee… Chciałam powiedzieć, że zamknęłam się w sobie po przegranej walce z moją siostrą – powiedziała szybko dziewczyna i zmierzyła Kubaxa morderczym spojrzeniem. Jirachi cicho zachichotał.
- Jasne… - powiedział oszołomiony Tishey, po czym odwrócił się w drugą stronę – Chodźmy wreszcie dalej, bo nigdy tam nie dojdziemy!
Trenerzy nie odezwali się do siebie ani słowem. Po pewnym czasie nawet Jirachiemu zaczęło się nudzić, co doskonale sygnalizował ciągnąc Pachirisu za ogon. W końcu wiewiórka nie wytrzymała i potraktowała natręta dużą dawką elektryczności. Wszyscy, oprócz legendarnego stworka zaczęli się głośno śmiać.
- A niech to, z wami po prostu nie można się nudzić! – powiedział rozbawiony Tishey, po czym wykrzyknął z triumfem – Eureka! W końcu dotarliśmy!
Oczom bohaterów ukazał się dość nietypowy widok. W jaskini znajdowało się coś w rodzaju laboratorium. Skomplikowane maszyny połyskiwały w ciemnościach. Na niektórych urządzeniach widać było coś w rodzaju zaschniętej cieczy. Trenerzy w milczeniu rozglądali się po całym terenie. Nawet Jirachiemu przeszła ochota na głupie żarty. I choć urządzenia były różnorodne to jednak łączyło je jedno: dziwny znak w kształcie ukośnej strzałki i kwadratu. Tishey dotknął jednej z maszyn.
- To znak Doktora Trynita – rzekł do reszty – Oni wybudowali sobie tutaj coś w rodzaju tajnego laboratorium. Kto wie ile poków przeszło tu piekło…
- To okrutne! – krzyknęła Qwest – Musimy powstrzymać ich działania! Hej Tishey! Czy da się w jakiś sposób zniszczyć te urządzenia?
- Właśnie pomyślałem o tym samym – uśmiechnął się chłopak – Do roboty! Musimy popsuć wszystko, zanim ludzie Trynita wrócą…
Cała czwórka rozdzieliła się i (z pomocą poków rzecz jasna) zaczęła rozbrajać urządzenia na części. O dziwo praca szła im wyjątkowo szybko.
- Świetnie! W takim tempie zdążymy na czas! – ucieszyła się Qwest
- Tak, masz rację! – zgodził się Kubax – Zawsze łatwiej jest niszczyć, niż budować…
Nagle trenerzy usłyszeli czyjś krzyk. Chwilę później hałas przerwało jakieś głuche uderzenie. Qwest i Kubax zamarli: to był głos Tishey’a. To nie był jednak koniec złych wiadomości: okazało się, że poki trenerów znikły.
- Kubax, zostań tu! – krzyknęła dziewczyna – Ja zobaczę, co się stało!
To powiedziawszy pobiegła przed siebie. Nie zdążyła pokonać nawet kilku metrów, gdyż nagle rozległ się kolejny krzyk – tym razem Kubaxa. Dziewczyna zrozumiała, że została sama.
- Hej! Gdzie jesteście?! Powiedzcie coś! Cokolwiek! – krzyczała
Nagle poczuła, że ziemia ucieka jej spod nóg. Z zadziwiającą szybkością zsunęła się po stromym zboczu i wylądowała na twardym gruncie. Chwilę później usłyszała czyjeś kroki i poczuła silne uderzenie w tył głowy. Odpłynęła…
Qwest z trudem otworzyła oczy. Leżała na jakieś twardej i ziemnej powierzchni, prawdopodobnie na podłodze. W jaskini, w której się znajdowała panował półmrok. Powietrze było zimne i gęste. Dziewczyna zdołała podnieść się i uklęknąć na kolanach. Następnie spróbowała poruszyć rękami. Bez skutku. Uświadomiła sobie, że stała się więźniem ludzi Doktora Trynita. Szybko zaczęła szarpać się z więzami.
- To nic nie da… - odezwał się czyjś głos – Związali nas za mocno. Chyba nasz plan nie do końca wypalił…
Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła Tishey’a. Chłopak był tak samo skrępowany, jak ona. Trenerka ucieszyła się jednak, że jej przyjaciel żyje. Oboje odwrócili się w przeciwną stronę i zobaczyli budzącego się Kubaxa. Chłopak przez chwilę był oszołomiony, jednak później zaczął się rzucać. Nagle jego wzrok padł na przyjaciół.
- Qwest! Tishey! – ucieszył się – Was też złapali?! Jak to się stało?!
- Niezbyt przyjemne przeżycie – odparła dziewczyna, krzywiąc się z bólu – Słuchajcie chłopaki… Musimy się jakoś stąd wydostać, zanim…
Nagle do „pokoju” wszedł jakiś młody chłopak. Na widok bohaterów uśmiechnął się mściwie. Trenerzy od razu go rozpoznali: to ten sam „zły”, który dręczył Larvitary w ich wiosce.
- To znowu ty?! – zdenerwowała się Qwest – Natychmiast nas uwolnij!
- Nie jestem żaden „ty” tylko Matt – powiedział chłopak z perfidnym uśmiechem – Nie mogę tego zrobić! Przykro mi, ale muszę wykonywać rozkazy!
- Skoro czujesz się niewolnikiem, to dlaczego nie opuścisz grupy? – zapytał Kubax – Możesz odejść i żyć jak inni „dobrzy”!
- Bo jest na to za głupi! – odezwał się kobiecy głos – Nawet taki dureń wie, że beze mnie byłby nikim!
Do pomieszczenia weszła 19-letnia dziewczyna. Miała krótkie, zielone włosy i takie same oczy. Ubrana była w czarną obcisłą sukienkę, szare buty za kolana i szare rękawiczki za łokcie. Na głowie nosiła czarny beret, a przy pasie przyczepiła kilka Balli.
- Karla! – krzyknął Matt i upadł przed nieznajomą na kolana – Jaka ty jesteś perfidna! Ja bym tak nie potrafił!
- Och, przestań! – parsknęła dziewczyna – Od dawna o tym wiem! No, no… muszę przyznać, że ty też wykazałeś się sprytem, unieszkodliwiając niepotrzebnych świadków. Gratuluję!
- Zamiast zawracać nam głowę jakimiś bzdetami, lepiej powiedz nam gdzie są nasze pokemony! – krzyknął Tishey – Co z nimi zrobiliście?!
Karla i Matt spojrzeli się na chłopaka ze zdziwieniem. Zły chłopak zacisnął pięści, ale w porę powstrzymał się od komentarza, gdyż jego partnerka szybko podeszła do chłopaka i zmierzyła go triumfującym spojrzeniem.
- Oj Tishey, Tishey… Zawsze robisz wszystko, aby nas powstrzymać, lecz tym razem postanowiłeś wplątać w nasze sprawy swoich małych przyjaciół… Oj, nieładnie! – powiedziała przesłodzonym tonem.
- Prędzej, czy później i tak byśmy się dowiedzieli – odparła Qwest z uśmiechem – Nasza drużyna pokona każde zło!
- Wzruszające… - parsknęła Karla i wybuchła ostrym śmiechem – Inaczej będziecie śpiewać, kiedy zobaczycie jak złe mogą być wasze poki. Wtedy będziecie nas błagać o litość!
- Nie ważcie się nawet ich tknąć! – zdenerwował się Kubax – Wszyscy i tak się o was dowiedzą! Nie unikniecie kary!
- Tak myślisz? – zapytała Karla z przekąsem – Spokojnie Matt, mamy taki wynalazek, który sprawi, że nasi młodzi goście zapomną o całym zajściu! W końcu dla takich ekspertów, jak my wyczyszczenie pamięci nie powinno być niczym trudnym!
To powiedziawszy ze śmiechem wyszła z pokoju. Matt poszedł za nią jak cień. Kiedy trenerzy zostali sami, zaczęli zastanawiać się nad dalszą częścią planu.
- Słyszeliście?! Czy wy to słyszeliście?! – przeraził się Kubax – Chcą nas pozbawić wszystkich wspomnień!
- Spokojnie… Jest jeszcze nadzieja… - rzekł Tishey – Oni nie opuścili nas na długo, jeszcze tu wrócą… Postarajcie się ich zagadać. Ja spróbuję uwolnić wasze poki!
- Nie martw się o nas! – krzyknęła Qwest – My ciągle wpadamy w konflikty ze złymi. Nie musisz nam pomagać.
- O nie! – uśmiechnął się Tishey – Ja was w to wpakowałem i ja was z tego wyciągnę! To nasza ostatnia szansa!
Ich przyjaciel się nie mylił. Po chwili Karla wróciła. Tishey zaczął się czołgać w stronę wyjścia. Na szczęście dziewczyna nic nie zauważyła. Qwest i Kubax postanowili zacząć działać.
- I jak wam idzie plan? – zapytała trenerka – Zrobicie z naszych poków maszyny do zabijania, prawda?
- Ech… W tych czasach te dzieciaki takie wścibskie, że wszystko wyniuchają – parsknęła Karla – Na szczęście jesteśmy jednymi z tych wspaniałych ludzi, którzy potrafią temu zaradzić! Nawet te niedojdy z Zespołów Darkness i Thunder nie mają szans z Uczniami Trynita!
- Hmmm… Ciekawe… - rzekł Kubax – A co by było gdyby ktoś spróbował odkryć i pokrzyżować wasze plany?
- Pfff… Niby kogo masz na myśli? – parsknęła Karla – Nikt nie wie, że tu jesteście, nikt z wyjątkiem was nie wie o laboratorium! A wy wkrótce nie będziecie nawet pamiętać kim jesteście! Dobra passa wydaje się być po naszej stronie…
Qwest przesunęła się nieco w lewo, szukając wzrokiem Tishey’a. W końcu znalazła. Chłopakowi udało się przeciąć sznury, a teraz zajmował się rozbrajaniem klatki, w której zamknięte były: Smollpou, Jirachi, Stratus i Pachirisu. Wszystkie cztery poki wyglądały, jakby były czymś uśpione. Matt był tak bardzo pochłonięty pracą nad jedną z maszyn, że nie zwracał na nic uwagi. Nagle Tishey zauważył, że jest obserwowany. Szybko zmierzył dziewczynę pociesznym spojrzeniem, które miało znaczyć: „nie martwcie się, zaraz was uwolnię!” Nagle trenerka usłyszała kroki Karly, więc szybko odwróciła się w drugą stronę. Niestety „zła” musiała coś odkryć, gdyż z uwagą przyglądała się Qwest.
- A ty co się tak kręcisz? – zapytała – Owsiki masz, czy może coś przede mną ukrywasz? Wypadałoby sprawdzić, jak Matowi idzie praca…
- Nie! – krzyknął Kubax i zaraz zaczął tego żałować – Sorki Qwesti, wyrwało mi się…
- Coś mi tu nie gra, tylko nie wiem co… - zaczęła Karla i rozejrzała się po pokoju – Cholera! Gdzie jest Tishey?!
Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła Tishey’a majstrującego przy urządzeniach. Zaskoczony chłopak chwycił klatkę z pokami i zaczął biegnąć w przeciwnym kierunku. Na twarzy Karly pojawił się grymas wściekłości.
- Matt, ty matole! – warknęła – Rzuć tę robotę w diabli i łap tego dzieciaka!
Zdezorientowany podwładny zmierzył Karlę błagalnym spojrzeniem i ruszył w pogoń za chłopakiem. Karla prychnęła pod nosem.
- Tishey, uciekaj! – krzyknęli jednocześnie Qwest i Kubax
- Ach tak… A więc ułożyliście spisek przeciwko mnie? – zdenerwowała się Karla – Pożałujecie tego! Rampardos ruszaj! Potraktuj ich Thrash’em!
Z Balla wyskoczył wielki, czarny dinozaur o czerwonych oczach. Stwór zaczął obracać się wokół własnej osi i powoli zbliżał się do trenerów. Kubax i Qwest stracili nadzieję na ocalenie, kiedy nagle…
- Lairon! Super Siła! Zatrzymaj go! – odezwał się jakiś głos
Chwilę później wielki, czworonożny, opancerzony stwór uderzył w dinozaura całym ciałem. Ten przewrócił się na glebę. Karla wyglądała na zaskoczoną. Nagle zza skał wyszedł 23-letni chłopak o ciemnobrązowych włosach i czarnych oczach. Ubrany był w strój typowy dla poszukiwaczy górskich: zielone spodnie, kurtka i szare buty. Przy pasie nosił czarną torbę.
Lairon posłusznie stanął u jego boku, prawdopodobnie osobnik ten był jego trenerem. Chłopak poklepał go po grzbiecie.
- Ej, ty! Powinnaś się wstydzić! Jak można atakować dzieciaki, które nawet nie mają jak się obronić! To wstrętne! – krzyknął
- To moja sprawa – odparła Karla – A tak w ogóle kim jesteś, że wtrącasz się w nasze sprawy?!
- Axel, lider Sali Pokemon w Iron Wind – rzucił krótko chłopak – Tak się składa, że wiem czym wy się zajmujecie! Uczniowie Trynita, prawda?
- Nic cię to nie obchodzi! – warknęła Karla – Popamiętasz mnie jeszcze! I to będzie sroga kara! Rampardos użyj Thrash’a jeszcze raz!
- Lairon! Pod ziemię, szybko! – rozkazał Axel – Zaatakujemy go od dołu!
- Nie tak prędko – uśmiechnęła się Karla – Rampardos! Trzęsienie Ziemi!
Dinozaur uderzył pięścią w glebę tak mocno, że ziemia zaczęła się trząść. Po pewnym czasie stalowy pok został wyrzucony w górę. Rampardos od razu uderzył go głową, jednak obrona Lairona okazała się na tyle wysoka, aby przetrzymać atak. Tymczasem Axel wyjął scyzoryk i rozciął sznury, które krępowały trenerów.
- Jesteście wolni! – powiedział lider – Uciekajcie!
- Nie! Zapłacisz mi za to! – warknęła Karla – Dobra Rampardos naszedł czas na twój specjalny ruch. Łańcuch Ognia!
Z pyska dinozaura wyleciały silne płomienie, które uderzyły w Lairona. Przewaga typów spowodowała, że stalowy pok był dość mocno osłabiony.
- Nie, Lairon! – krzyknął Axel – Spróbuj wstać!
- To dobra nauczka dla wszystkich, którzy wchodzą nam w drogę – zaśmiała się Karla – Rampardos daj mu jeszcze jeden Łańcuch Ognia!
Pok Axela nie miał jak się bronić. Dinozaur zionął ogniem. Nagle z plecaka dziewczyny wyleciała smuga światła, która po chwili zmieniła się w Buizela. Łasica wypełniła się wodą i ruszyła w stronę Rampardosa. Pod wpływem ataku dinozaur się przewrócił.
- Niesamowicie silna Wodna Torpeda! – powiedział Axel z podziwem patrząc na poka – Czyj to?
- Mój – odparła Qwest – Dobra robota Bui! Pokonamy ich!
- Twój pokemon jest dobrze wytrenowany! – pochwalił trenerkę Axel – Byłbym zaszczycony, gdyby walczył przeciwko Laironowi na stadionie.
- Ignorujecie mnie! – warknęła Karla – Tym razem naprawdę dostaniecie! Rampardos użyj najsilniejszego Thrash’a, jaki znasz!
Dinozaur znów zaczął się obracać i szarżować na trenerów. Nagle jakiś jasnożółty promień trafił w poka. Stwór zaczął kołysać się z boku na bok. Wyglądał na oszołomionego. Qwest i Axel odwrócili się i zobaczyli Kubaxa. Obok niego stał Umbreon.
- Hej! Co robisz?! – zdziwiła się dziewczyna
- Nic specjalnego. Po prostu pokazuję Axelowi swoje zdolności – uśmiechnął się chłopak – W końcu ja też chcę walczyć o odznakę!
- Później porozmawiamy, teraz musimy pokonać „złych” – powiedział stanowczo Axel – Lairon użyj Żelaznych Igieł!
- Umbreon! Atak Słabości! – krzyknął Kubax
- Bui! Wodna Torpeda! – zawołała Qwest – Ostateczny atak!
Połączone ruchy trzech poków wystarczyły, aby doprowadzić Rampardosa do stanu omdlenia. Karla zaklęła pod nosem i zamknęła poka w Ballu. Następnie wyciągnęła coś w rodzaju składanej paralotni.
- Ech… Pora się stąd zmywać – westchnęła – I na dodatek mam jeszcze szukać Matta. Dlaczego Trynit nie przydzielił mi bardziej przebiegłego pomocnika?
To powiedziawszy wyciągnęła z kieszeni bombę dymną i rzuciła nią w kierunku trenerów. Kiedy wszystko się uspokoiło dziewczyny już nie było.
- Dobrze, że już po wszystkim! – Axel odetchnął z ulgą – Możemy iść do Iron Wind.
- Jeszcze nie! – krzyknęła Qwest – Musimy odnaleźć Tishey’a! Kto wie w jakie kłopoty się wpakował…
Tymczasem Tishey wciąż uciekał. Matt dosłownie deptał mu po piętach. Nagle chłopak potknął się o jakiś kamień i runął jak długi. Klatka wypadła mu z rąk.
- Koniec pościgu! – krzyknął Matt – A niech to, nie chcę ci robić krzywdy, ale Karla kazała… Croagunk użyj Zatrutych Igieł!
Stworek strzelił silną serią. Nagle inne igły, tym razem w kolorze srebrnym zablokowały atak. Chwilę później Croagunk oberwał silnym atakiem Mrocznej Torpedy (połączenie Wodnej Torpedy i Mrocznego Pulsu). Po tym ciosie zemdlał. Matt wyglądał na przerażonego.
- Skąd się wzięły te ataki? – krzyknął – Co to ma znaczyć?
- To znaczy, że przybywają posiłki – ucieszył się Tishey, kiedy zobaczył przyjaciół i ich poki.
Nagle wszystkie uwięzione stworki trenerów zaczęły się budzić. Lairon strzelił w klatkę Żelaznymi Igłami. Stratus i Smollpou rzuciły się w ramiona Tishey’owi, a Jirachi i Pachirisu pobiegły w kierunku Qwest.
- Nadszedł twój koniec! – krzyknął Kubax do Matta – Teraz ty zapłacisz za wszystko! Umbreon użyj Mrocznego Pulsu!
- Nie, stój! – krzyknęła Qwest, po czym zwróciła się do Matta – Nie jesteś zły… Możesz być wolnym człowiekiem i odejść od Karly. Nie zauważyłeś, że ona wykorzystuje cię do wszystkiego? Tylko po to jesteś jej potrzebny!
- Fakt, czasami była okrutna – przyznał Matt – Ale nigdy…
Chłopak nie zdążył dokończyć. Nagle bohaterzy usłyszeli dziwny świst. Spojrzeli w górę. W jaskini pojawiła się Karla na paralotni. Wyglądała na zdziwioną.
- No tak Matt… Wiedziałam, że od razu się poddasz – parsknęła – Na twoje szczęście jestem lojalną osobą. Podaj mi rękę, a pomogę ci stąd zwiać.
- Nie słuchaj tej jędzy! – krzyknęła Qwest – Chcesz dalej być niewolnikiem?!
Słysząc to „zła” zmierzyła dziewczynę nienawistnym spojrzeniem, po czym wyciągnęła z kieszeni bombę dymną. Pachirisu strzelił w kulę błyskawicą. Rozległ się wybuch, w wyniku którego jaskinia zaczęła się walić. Nagle wstążki na głowie Jirachiego zaczęły świecić. Wszyscy zrozumieli, że stworek teleportuje ich w bezpieczne miejsce. Po pewnym czasie trenerzy pojawili się na oberżach Iron Wind.
- Wasza zabaweczka uratowała nam życie. Dzięki… - prychnęła Karla – Tylko nie myślcie, że będę wam wdzięczna… Idziemy Matt!
Chłopak jednak stał nieruchomo. Karla zatrzymała się i zmierzyła go przenikliwym spojrzeniem.
- Nie słyszałeś, co powiedziałam?! – warknęła – Masz iść za mną, jeśli nie skapowałeś!
- Sama sobie wracaj do tego głupiego Trynita – powiedział stanowczo Matt – Te dzieciaki uratowały mi życie. I zrobię wszystko, aby się im odwdzięczyć! Nie mam zamiaru być twoim służącym. Znajdź sobie innego frajera!
Przez chwilę panowała dziwna cisza. Trenerzy nie sądzili, że Matt kiedykolwiek zdoła sprzeciwić się Karlie. Dziewczyna zmierzyła Qwest morderczym spojrzeniem.
- W porządku… - „zła” ledwo łapała oddech – Może… To nawet lepiej… Znajdę sobie innego wspólnika… Każdy jest od ciebie lepszy!
To powiedziawszy machnęła ręką i odleciała, nie odwracając się za siebie. Bohaterowie byli wstrząśnięci zdarzeniem, które przed chwilą miało miejsce. Na twarzy Matta powoli pojawiał się uśmiech. Chłopak odwrócił się w stronę trenerów.
- Słyszeliście? Ja… W końcu się od niej uwolniłem! – krzyknął z triumfem – Czuję ulgę…
- No widzisz… - uśmiechnął się Kubax – To wcale nie jest takie trudne… Nie musiałeś robić tego dla nas…
- Na tym nie skończę! – powiedział Matt – Od tej pory będę walczyć z Uczniami Trynita. To dzięki wam zrozumiałem, że popełniłem błąd, dołączając do Karly. Czy mogę z wami podróżować?
- Nie. Mam znacznie lepszy pomysł! – uśmiechnęła się Qwest – Jeśli chcesz pokonać Doktorka to utwórz drużynę z Tishey’em! Macie nawet podobny cel!
- To świetny pomysł! – ucieszył się Matt i zwrócił się do chłopaka – Czy zgadzasz się?
- Jasne, że ci wybaczę! – odparł Tishey – W końcu tak postępuje dobry Trener Pokemon. No cóż… - dodał w stronę Qwest i Kubaxa - Teraz pora się pożegnać. Wy dotarliście do Iron Wind, a my musimy z powrotem wracać do Wioski Larvitarów. Mam nadzieję, że bez trudu zdobędziecie kolejną odznakę. Spotkamy się jeszcze w Shiro!
- A my na stadionie… - dodał Axel i poszedł w swoją stronę. Matt i Tishey udali się w przeciwnym kierunku. Trenerzy schowali swoje poki do Balli.
- No cóż… - zaczęła Qwest – Trzeba iść…
- Co racja, to racja – odparł Kubax – Fajnie, że poznaliśmy Axela. Ciekawe jakich poków użyje w walce, bo jakby na to nie patrzeć ten Lairon jest dość silny.
- Później się nad tym zastanowimy – powiedziała Qwest – Teraz chodźmy do miasta!
Trenerzy poszli przed siebie, jednak nie zauważyli, że ktoś ich obserwuje. Na szczycie jaskini stało dwóch mężczyzn. Jeden z nich miał jasne włosy. To byli Caleb i lider Zespołu Darkness.
- Teraz już wiesz, dlaczego tak bardzo mi zależy na obserwowaniu tych dzieciaków – powiedział starszy – Mam nadzieję, że w Iron Wind dowiesz się czegoś ciekawego…
- Nie martw się, szefie – powiedział Caleb z perfidnym uśmiechem – Gwarantuję ci, że tym razem nie wrócę z pustymi rękami…
- To dobrze! – rzekł mężczyzna i położył dłoń na ramieniu swojego wspólnika – Wiesz, co masz robić!
Caleb ruszył w stronę miasta. Tymczasem Qwest i Kubax wreszcie dotarli do celu. Iron Wind wyglądało na bardzo unowocześnione. Prawie wszystkie domy wykonane były ze stali najwyższej jakości. W mieście wiały tak silne wiatry, że Pachirisu musiał się mocno trzymać głowy trenerki, żeby nie spaść. Na samym końcu było ogromne wzgórze, na którym stały dwa budynki. Jednym z nich była Sala Pokemon. Drugi budynek był w kształcie kopuły. Wyglądał jak jakaś stacja badawcza. Wieża na jego dachu czyniła z niego najwyższy budynek w mieście.
- Słyszałem o tym! To Centrum Kosmiczne! – krzyknął Kubax – Wpadniemy tam po walce z liderem. Podobno można się dowiedzieć interesujących rzeczy o naszej Galaktyce.
- Nie wiedziałam, że aż tak bardzo interesujesz się kosmosem – powiedziała Qwest z rozbawieniem – Posłuchaj narwańcu: najpierw uleczymy pokemony, a dopiero później pomyślimy o reszcie!
Trenerzy udali się do Centrum Pokemon i oddali siostrze Joy swoje poki. Na ich widok pielęgniarka uśmiechnęła się.
- Qwest i Kubax, tak? – zapytała – Dobrze, że jesteście! Na pewno przyszliście wynająć pokój. Mam dla was niespodziankę: dzisiaj rano przyszedł jakiś dziwny osobnik, który zaklepał wam miejsce. Macie szczęście! Nigdy mnie nic takiego nie spotkało, kiedy byłam trenerką. Wasz numer to 23.
Bohaterowie spojrzeli na siebie ze zdziwieniem i wzięli uleczone poki od Joy. Następnie udali się do pokoju na piętrze.
- To trochę dziwne… - zaczęła Qwest – Nie wierzę, że ktoś o nas pomyślał!
- Wiesz co? A może to jakaś zasadzka? – powiedział Kubax – No, bo kto normalny wiedział, że zatrzymujemy się w Iron Wind?
Qwest otworzyła drzwi. Trenerzy weszli do środka. Na pierwszy rzut oka pokój wydawał się pusty. Nagle zobaczyli, że na parapecie okna siedzi jakiś pokemon. Wyglądał bardzo znajomo. Nagle stworek odwrócił się i powitał gości uśmiechem.
- No wreszcie… Ile można na was czekać? – zapytał z ironią – Chyba wcale wam się nie śpieszy zdobyć drugą odznakę.
- Lucario! – krzyknęli jednocześnie Qwest, Kubax i Jirachi, po czym pobiegli do przyjaciela. Stworek zeskoczył z parapetu i podbiegł do trenerów. Cała czwórka zaczęła się mocno ściskać. Nagle usłyszeli pukanie do drzwi.
- Pójdę otworzyć! – wrzasnął Jirachi, wyzwalając się z uścisku. Kiedy tylko stworek otworzył drzwi zobaczył wysokiego chłopaka. Ubrany był w czarny frak, a na głowie nosił czerwoną czapkę. Legenda na widok obcego oddaliła się.
- Jestem lokajem – odparł nieznajomy – Przyszedłem tylko sprawdzić, czy wszystko w porządku. Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem w czymś ważnym. Jeśli macie jakieś pytania, dzwońcie do recepcji.
To powiedziawszy położył na stole kartkę z numerem telefonu i szybko wyszedł. Kiedy znalazł się w bezpiecznej odległości od pokoju, zdjął czapkę. Wszystko stało się jasne: lokajem w rzeczywistości był, nie kto inny niż Caleb.
- Dzieciaki dotarły, Lucario wrócił… - rzekł do siebie – Zapowiada się interesująca wymiana zdań. Podsłuch za szafą powinien załatwić sprawę. Tym razem nie zawiodę Zespołu Darkness!
To powiedziawszy nałożył czapkę i udał się w kierunku innych pokoi.
Czy plan Zespołu Darkness się powiedzie? Kogo pozna Qwest w Centrum Kosmicznym? Jak potoczy się walka z Axelem? Wszystkiego dowiecie się w kolejnych rozdziałach!
|
|