Jedyna strona o "Misji:Arceus"
  Rozdział 23
 
Rozdział 23: Niebezpieczny wirus

Oba stworki stanęły naprzeciwko siebie. Ich trenerzy mierzyli się wyzywającymi spojrzeniami. Jaszczurka wyglądała dużo lepiej, niż poprzedniego dnia, lecz nadal była zmęczona. Wszyscy w napięciu czekali na ruchy któregoś z poków.
- Charmander rozpocznij od Miotacza Płomieni! – krzyknął Kubax – Metagross to typ stalowy! Masz dużą przewagę!
- Blokuj go Rolującym Cieciem! – rozkazał Axel
Robot zwinął się w kolczastą kulę i zaczął szarżować na przeciwnika. Stalowy pok bez problemu przebił się przez płomienie. Jaszczurka zdążyła uskoczyć w bok.
- Uniknął? – zapytał zaskoczony Axel – Nie damy im drugiej szansy! Atakuj Ciosem Meteorytu! Nie pozwól im uciec!
- Charmander odskocz jeszcze raz! - krzyknął Kubax – Nadszedł czas na Ognistą Nić!
Jaszczurka po raz drugi okazała się szybsza. Chwilę później stworek zionął ogniem, który trafił w przeciwnika. Metagross został solidnie przypalony. Nagle zaczął jarzyć się jasnym światłem, które odbiło atak w przeciwną stronę. Charmander po tym ruchu był poważnie ranny.
- Co to jest? – zdziwił się Kubax – Wyglądało jak Oddawanie, ale to na pewno nie ono!
- To Lustrzane Skupienie – wyjaśnił Axel – Kiedy pokemon zostanie trafiony super efektywnym atakiem, zostaje on odbity w stronę przeciwnika. Dobra, czas to kończyć! Metagross użyj Rolującego Cięcia!
- Charmander atakuj Zasłoną Dymną! - krzyknął nagle Kubax – Kiedy straci orientację atakuj Miotaczem Płomieni w cel!
Robot przygotowywał się do zadania ostatecznego ciosu. Nagle całe pole walki pokryło się czarnym dymem. Stalowy pok zupełnie stracił orientację. W pewnej chwili poczuł na sobie silny wybuch ciepła. Atak jaszczurki uderzył w sam środek celu.
- Ta sztuczka na nic się nie zda! – prychnął Axel – Metagross użyj Lustrzanego Skupienia jeszcze raz!
- Nie poddawaj się! Tym razem będziemy przygotowani! – krzyknął Kubax – Charmander wchłoń odbity atak do swojego ciała! Potem zaatakuj Smoczym Pazurem!
Robot ponownie odbił atak jaszczurki. Ta natychmiast wysunęła płonący ogon przed siebie i z łatwością wchłonęła płomienie. Nagle stworek zaczął świecić się jasnym światłem, które przez chwilę odwróciło uwagę przeciwnika. Ognisty pok wykorzystał szansę i zdzielił oponenta silnym Smoczym Pazurem. W połączeniu z rozgrzanym ciałem stworka stał się super efektywnym ognistym atakiem. Niestety stalowy stwór zdołał zgromadzić energię do kolejnego Ciosu Meteorytu. Oba poki gwałtownie odskoczyły od siebie. Każdy z nich był trochę zmęczony.
- Aby rozstrzygnąć mecz nasze pokemony muszą użyć swoich najsilniejszych ataków – powiedział Axel – Dobra Metagross użyj Rolującego Cięcia!
- To jest to Charmander! Atakuj najsilniejszym Miotaczem Płomieni, jaki znasz! – krzyknął Kubax
Robot ponownie zwinął się w kulkę i pomknął w stronę przeciwnika. Płomień jaszczurki okazał się jednak na tyle silny, że zmusił przeciwnika do zwolnienia i wyjścia ze skorupy. Stalowy pok nie wyglądał jednak na zaskoczonego.
- Wspaniale Metagross teraz wykonaj ostateczny atak! Cios Meteorytu! – krzyknął Axel z triumfem
- O nie! Tak łatwo się nie poddamy! – zdecydował Kubax – Charmander odpowiedz Smoczym Pazurem!
Oba ataki zderzyły się, tworząc potężną falę energetyczną, która odrzuciła pokemony od siebie. Zarówno jaszczurka, jak i jej przeciwnik nie chciały się poddać. Wiedziały, że od tej bitwy zależy praktycznie wszystko.
- Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby pokemony tak ostro atakowały… - stwierdziła Qwest – Kubax strasznie ryzykuje…
- Tak, to prawda – zgodził się Lucario – Charmander może i ma przewagę typów, ale jego wskaźnik obrony jest zdecydowanie niższy, niż u Metagrossa. Obawiam się, że długo tak nie powalczą…
- Czas kończyć tę żenadę! – powiedział Axel i zwrócił się do swego poka – Słuchaj… Uderz Ciosem Meteorytu w ziemię. Wtedy sprawisz, że twój przeciwnik straci równowagę. Kiedy już będzie leżał na ziemi, przyciśnij do Rolującym Cięciem!
- Skoro tak, to je też mam dla ciebie niemiłą niespodziankę! – krzyknął Kubax – Charmander użyj Miotacza Płomieni, aby wybić się w górę. Potem atakuj Metagrossa z powietrza Smoczym Pazurem!
Robot uderzył nogą w powierzchnię. W tej samej chwili jaszczurka wyskoczyła w górę i skierowała się w stronę oponenta. Nagle płomień na jej ogonie powiększył się. Chwilę później stworek podrapał przeciwnika pazurami. Po tym ciosie stalowy pok był prawie wykończony. Nagle z Charmanderem zaczęło dziać się coś dziwnego: zaczął kołysać się z boku na bok. Ciało stworka było silnie nagrzane, a jego oczy wypełniała pustka. Kubax uświadomił sobie, że właśnie popełnił wielki błąd.
- Wiedziałem, że tak się stanie… - szepnął Lucario – Dlaczego nas nie posłuchał? Przecież mówiłem wyraźnie, żeby nie wystawiał tego pokemona do walki!
- No i gdzie się podział ten trudny przeciwnik, który miał być dla nas wyzwaniem? – zapytał Axel z ironią – Metagross przywal mu Ciosem Meteorytu!
- Charmander! Nie! – krzyknął Kubax – Broń się Miotaczem Płomieni!
Gad otworzył pysk. Wyleciał z niego mały strumień ognia, tak słaby, że nie mógł zranić żadnego pokemona. Robot z łatwością przebił się przez atak i przycisnął przeciwnika do twardego podłoża. Chwilę później stworek otrzymał kolejny, silny cios po którym upadł bezradnie na podłogę. Kubax stał jak sparaliżowany. Lucario i Qwest wymienili spojrzenia między sobą i wybiegli na środek stadionu. Mistyczny pok podszedł do chłopaka, a trenerka do lidera.
- Kubax, zrezygnuj! – rzekł Lucario – On nie wytrzyma kolejnego ciosu… Wygrana jest niczym w porównaniu w tym, co za chwilę może spotkać twojego pokemona… Odznaka nie jest tego warta!
Chłopka spojrzał na przyjaciela. W oczach stworka widać było srogość. W pewnej chwili poczuł wyrzuty sumienia. Jak mógł wystawić Charmandera do walki, wiedząc że jest w złym stanie? Trener upadł na kolana i zbliżył się do walczących poków. Jaszczurka spojrzała na niego zaskoczonym wzrokiem.
- Charmander… Ja… Ja przepraszam… - wykrztusił chłopak – Jak mogłem być tak bezlitosny? Zupełnie jak złe Zespoły… Czy kiedykolwiek mi wybaczysz?
Ognisty pok zamknął oczy. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał. Kubax powoli zaczął tracić nadzieję. Nagle jaszczurka skinęła głową. Za twarzy trenera pojawił się uśmiech. Lucario i Qwest wymienili spojrzenia między sobą: wiedzieli, że Charmander wybaczył swojemu trenerowi.
- Dość tego! – krzyknął zniecierpliwiony lider – Pora kończyć to przedstawienie! Metagross użyj Ciosu Meteorytu!
- Axel! Nie! – wrzasnęła trenerka, ciągnąc go za pelerynę – Odwołaj to! Słyszysz?! Odwołaj!
Za późno. Atak uderzył w cel. Cios był tak silny, ze całe pole walki pokryło się piachem. Kubax wybiegł naprzód, lecz Lucario zdołał go zatrzymać. Wybuch energii spowodował, że wszyscy zostali odrzuceni do tyłu. Kiedy pył opadł oczom bohaterów ukazał się niecodzienny widok. Charmander wyciągnął ręce do przodu i… trzymał się nogi przeciwnika. Jednak było coś jeszcze: stworka otaczało dziwne, czerwone światło. Jaszczurka zawarczała. W tym momencie wielka fala ognia odrzuciła robota na drugi koniec Sali. Ognisty stworek wstał i zaczął jarzyć się jasnym światłem. Trenerzy ze zdumieniem patrzyli jak pokemon robi się wyższy, jego pazury stają się długie i ostre, a na głowie formuje się gruby róg. Kiedy wszystko się uspokoiło na arenie stał dość duży pokemon, podobny do młodego smoka. Qwest wyjęła swój Pokedex.
„Charmeleon – pokemon jaszczurka – powiedziało urządzenie – Kolejna forma Charmandera. Gdy macha swym płonącym ogonem, temperatura podnosi się do nieznośnie wysokich poziomów.”
- Niesamowite… - szepnął Lucario – Jego pokemon ewoluował w wyższą formę…
- No, to już drugi… - powiedział Jirachi z ironią – Niektórzy się w czepku urodzili…
- Jejku! Nie spodziewałem się tego! Czy… Ty ewoluowałeś po to, aby pomóc mi wygrać walkę? – zapytał zszokowany Kubax
- Charrr! Melion! – przytaknął smok i stanął w pozycji obronnej.
W oczach chłopaka widać było wzruszenie. Przerażony Axel spojrzał najpierw na Charmeleona, a potem na osłabionego Metagrossa. Nagle lider upadł na kolana i chwycił się za głowę. Qwest kucnęła przy nim.
- Co się stało? – zapytała – Nie walczysz dalej?
- Zawsze tak się dzieje, kiedy ktoś wyzwie mnie do walki… - zaczął lider – Te emocje… One są tak silne! Podczas decydującej rundy nie okazuję litości dla nikogo. To dlatego zawsze wygrywam pojedynki…
- Wiesz co ci powiem? – wtrącił Lucario – Pewna mądra osoba, którą spotkałem powiedziała: „w furii ludzie mogą zrobić wiele głupich rzeczy”. To nie twoja wina! Emocje działają niszcząco nie tylko na ludzi. Również pokemony im ulegają.
- To prawda! – uśmiechnęła się Qwest i mrugnęła do przyjaciela – Każdy z nas był pod ich działaniem… A teraz wstawaj i uszy do góry! Musicie dokończyć tę walkę!
- Racja! – wykrzyknął Kubax – Charmeleon jest już gotowy! Możemy zaczynać praktycznie w każdej chwili!
Axel wstał i uśmiechnął się. Qwest i Lucario wrócili na trybuny. Oba pokemony stanęły naprzeciwko siebie. Nagle do Sali wbiegł młody chłopak o rozczochranych włosach. Bohaterowie od razu go rozpoznali: to był Helios. Chłopak zatrzymał się przy trybunach i chwycił się barierki, dysząc ciężko. Trenerzy podeszli do niego.
- Hej! Co się stało? Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha! – zapytała Qwest – Nie w Centrum Kosmicznym?
- A… Axel! Centrum Kosmiczne… ono… zastało zaatakowane! – wydyszał Helios – Normalnie zajmowałem się badaniami i nie przeszkadzałem nikomu, kiedy nagle do budynku wpadł ogromny Salamence i zdemolował wszystko… Chyba kogoś szukał…
Przez chwilę panowała dziwna cisza. Bohaterowie patrzyli na siebie ze zdziwieniem. Chłopak zmierzył ich spojrzeniem, które miało znaczyć: „niech ktoś coś powie”. Nagle Axel zaczął się głośno śmiać. Trenerzy popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- No i co cię tak bawi? – warknął Helios – Bez obrazy, ale osoba, która śmieje się z takich rzeczy musi być nieźle upośledzona…
- Sory, ale nie mogłem się powstrzymać… - Axel był tak rozbawiony, że musiał chwycić się barierki, żeby nie upaść – Słuchaj… Ta praca naprawdę ci uszkodziła mózg… Niedługo zaczniesz myśleć, że nasze miasto zaatakowało UFO. Przecież Salamence’ów nie spotyka się w udoskonalonych miejscach…
Na twarzy Heliosa pojawił się rumieniec. Trenerzy przyglądali się wszystkiemu z głupimi minami. Nagle całą salę wypełnił wielki huk. Wszyscy podskoczyli. Hałas dochodził z Centrum Kosmicznego. Jirachi uniósł się lekko nad ziemią.
- No i co teraz myślisz ekspercie? – zapytał Helios z przekąsem – Śmiej się! No już!
- Wyluzuj, naprawdę nie mam pojęcia co się stało… - Axel wyglądał na zaskoczonego – Musimy to sprawdzić!
- A co z naszą walką? – zapytał Kubax – Nawet nie mówcie mi, że będziemy musieli ją przerwać! Nie po tym, co się stało!
- To nie będzie konieczne – powiedziała stanowczo Qwest, po czym zwróciła się do Heliosa – Myślę, że przyda ci się wsparcie! Idę z tobą! Niech Kubax i Axel dokończą pojedynek…
Wszyscy popatrzyli na trenerkę ze zdziwieniem. Nigdy nie widzieli jej tak zdeterminowanej i pewnej siebie. Helios zmierzył ją pociesznym spojrzeniem.
- Lepiej tego nie rób… - powiedział Axel z niepokojem – Salamence to jeden z najniebezpieczniejszych pokemonów świata. Bardzo trudno go pokonać! A jeśli to jakiś spisek?
- Nie martw się, nie z takimi dawałam sobie radę! – uśmiechnęła się Qwest – Wygonienie jakiegoś poka z miasta nie powinno sprawić nam problemu! Zresztą… Na stadionie i tak wiele nie zdziałam…
- Mimo wszystko ja uważam, że potrzebne wam będzie wsparcie – rzekł Lucario – Ja też idę z wami! Tak na wszelki wypadek, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli…
Axel po chwili namysłu niepewnie skinął głową. Kubax podniósł kciuk do góry, co miało oznaczać życzenia powodzenia. Qwest uśmiechnęła się, po czym razem z Heliosem i Lucario skierowała się w stronę wyjścia. Nagle Jirachi podleciał do trenerki i chwycił ją za bluzkę.
- Niestety ty nie możesz iść z nami – powiedziała stanowczo dziewczyna – To zbyt niebezpieczne miejsce dla legendarnego pokemona!
- Nie o to mi chodzi! – pisnęła legenda – Ja… Muszę ci coś powiedzieć!
- Później będzie czas na opowieści. Zostajesz z Kubaxem i Axelem. Przykro mi Jirachi, to moje ostatnie słowo - powiedziała Qwest i odsunęła stworka od siebie, po czym zwróciła się w stronę Heliosa i Lucario – Możemy już iść!
Cała trójka wyszła z Sali i udała się w przeciwnym kierunku. Axel i Kubax stali w drzwiach z zaniepokojonymi minami. Jirachi westchnął i poleciał się z stronę trybun. W oczach legendy widać było żal i zrezygnowanie.

Tymczasem reszta bohaterów zdążyła dotrzeć do Centrum Kosmicznego. Helios wyjął w kieszeni kartę magnetyczną i otworzył tajne przejście. Trenerzy znaleźli się w dość dużym pomieszczeniu. Przypominało ona rozbudowane laboratorium. Wszystkie meble były poprzewracane, a większa część ścian pokryta była pęknięciami. Najbardziej przerażającą rzeczą były ciała kilkunastu ludzi. Wszyscy ubrani byli w białe kamizelki, prawdopodobnie pracowali w Centrum Kosmicznym. Helios podszedł do jednego z nich i podniósł małą, przezroczystą buteleczkę z białym proszkiem w środku.
- To gaz obezwładniający – wyjaśnił chłopak – Nawet mała ilość tego specyfiku, może spowodować zatrzymanie pracy serca. Ale gdzie jest Salamence? To jego widziałem!
- To znaczy tylko jedno: za tym atakiem stoi jakiś człowiek – powiedział Lucario – Jesteście pewni, że nikomu nie podpadliście?
- Myślisz, że ktoś chce się na nas mścić? – zdziwił się Helios – Niby po co miałby to robić? Nasze Centrum działa zgodnie z prawem!
Qwest jednak interesowało coś innego. Od początku miała dziwne przeczucie, że „napad” był zwykłą pułapką. Nagle trenerka usłyszała dziwna odgłosy, jakby szuranie czymś po podłodze. Dziewczyna podeszła do ściany. Hałas dochodził z jej wnętrza.
- Hej chłopaki! – zawołała do reszty – Może zaczynam wariować, ale z tej ściany dochodzą dziwne dźwięki!
- Niemożliwe! – zaprzeczył Helios – Za tą ścianą znajduje się wielka hala. Kiedyś służyła ona jako miejsce badań, ale kiedy Centrum zostało rozbudowane przenieśliśmy się na pierwsze piętro. Teraz służy nam jako składzik na niepotrzebne rzeczy. Wątpię, żeby znajdowało się tam coś ciekawego…
- Ja i tak uważam, że powinniśmy to sprawdzić – powiedział Lucario – Jeśli podejrzenia Qwest się nie sprawdzą, to zawsze możemy wrócić z powrotem.
Wszyscy zaczęli iść wzdłuż ściany. W pewnej chwili bohaterowie zauważyli wielkie, żelazne drzwi. Wyglądały na stare i od dawna nieużywane. Helios otworzył je za pomocą karty magnetycznej i zapalił światło. Oczom trenerów ukazała się wielka hala. Pomieszczenie było prawie puste, tylko w rogach widać było parę zakurzonych kartonów. Trenerzy zaczęli się uważnie rozglądać.
- Widzisz Qwest? – rzekł Helios – Nic tu nie ma… Musiało ci się przesłyszeć… Wracajmy na piętro i poszukajmy prawdziwego sprawcy.
- I tu się mylisz! – powiedziała dziewczyna z uśmiechem – Popatrz! Tam ktoś jest!
Lucario i Helios spojrzeli w kierunku, który pokazała im trenerka. Na ich twarzach pojawiło się zdziwienie. Na końcu hali stał wysoki chłopak, powyżej dwudziestki. Kiedy nieznajomy usłyszał głosy odwrócił się i stanął naprzeciwko bohaterów. Qwest i Lucario bez trudu rozpoznali lokaja z Centrum Pokemon.
- Niech pan stąd ucieka! – krzyknęła Qwest – Gdzieś tutaj kręci się wściekły Salamence! To miejsce jest niebezpieczne!
- Więc dlaczego wciąż tu jesteście? – zapytał nieznajomy, a na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech – Smok, o którym mówicie nie zjawi się nie wezwany…
To powiedziawszy pstryknął palcami. Nagle bohaterowie usłyszeli szum skrzydeł. Chwilę później nad ich głowami przeleciał wielki Salamence. Smok wylądował obok lokaja. Ten zachichotał pod nosem i nacisnął czerwony przycisk na panelu sterowania. Drzwi frontowe zatrzasnęły się w hukiem. Lucario próbował je popchnąć, lecz cyfrowy zamek zrobił swoje. Trenerzy uświadomili sobie, że zostali uwięzieni.
- Co się tu dzieje? – Qwest była zaskoczona – Niech pan nas stąd wypuści! A tak w ogóle to o co tu chodzi?
- To pułapka! – krzyknął Helios – Ten facet i Salamence współpracują ze sobą! Oni chcieli, żebyśmy tu przyszli! Ich plan się powiódł! A my daliśmy się nabrać, jak dzieci!
- Bystry jesteś, lecz tym razem się spóźniłeś… - powiedział lokaj, uśmiechając się perfidnie – Powinniście wiedzieć jedno dzieciaki: nigdy nie zadzierajcie z Zespołem Darkness!
To powiedziawszy zrzucił z siebie niewygodne ciuchy. Lucario najeżył się: od razu rozpoznał Caleba.
- To znowu ty? – warknął szakal – Czego od nas chcesz? Przecież Zespół, w którym dowodzisz ma już władzę nad światem!
- Oni już tacy są… - powiedział Helios z przekąsem – Dać im wszystko, co najlepsze a i tak będą narzekać… To debilizm.
- Tak się składa, że pewien dość denerwujący osobnik zdołał pokrzyżować nam plany – prychnął Caleb, przypominając sobie Darky’ego – A tak w ogóle to nie powinno was to obchodzić! Chyba już zapomnieliście, po co tu jesteście…
- Eee… A po co tu jesteśmy? – zapytała Qwest z ironicznym uśmiechem. Lucario mocno szturchnął ją w ramię. Dziewczyna zmierzyła przyjaciela spojrzeniem, które miało znaczyć: „no co? powiedziałam coś złego?!”. Na twarzy Caleba automatycznie pojawiła się wściekłość. Salamence warknął.
- Uważaj na swoje słowa, gdyż możesz źle skończyć dziewczyno! – warknął admirał - Przed tym jednak będziesz musiała wykonać dla nas pewną przysługę…
- Nie mam zamiaru wchodzić z wami w żadne interesy – powiedziała sucho Qwest – Dobra chłopaki, wychodzimy stąd. Nie ma sensu gadać z kimś formatu Zespołu Darkness…
To powiedziawszy skierowała się w stronę drzwi. Lucario był mocno zaniepokojony. Helios patrzył zaskoczony to na dziewczynę, to na Caleba. Zastanawiał się jak admirał zareaguje na zignorowanie. Chłopak prychnął pod nosem. Salamence otworzył paszczę. Z pyska smoka wystrzelił silny miotacz ognia, który trafił między drzwi a trenerkę, odcinając jej jedyną drogę ucieczki. Pod wpływem ataku Qwest została odrzucona do tyłu.
- Hej! – zawołał Helios i podbiegł do trenerki, pomagając jej wstać – Jesteś cała?
- W porządku, nic mi nie jest… - wydyszała dziewczyna, po czym zwróciła się do Caleba – Dlaczego robisz to tutaj? Nie możesz odłożyć tej dyskusji na później?
- Porozmawiamy teraz! – powiedział chłopak stanowczo – Nie macie na co narzekać. Im dłużej rozmawiamy, tym dłużej żyjecie… Nie ma sensu się buntować i pogarszać swojej beznadziejnej sytuacji…
Ostatnie dwa zdania brzmiały tak groźnie, że trenerzy spojrzeli na siebie z przerażeniem. Nawet Lucario wiedział, że Caleb nie żartuje. Na widok respektu przeciwników dowódca uśmiechnął się złośliwie.
- Wiecie już kim jesteśmy i jakie są nasze plany… - kontynuował – Po co miałbym was oszczędzać? Kiedy już raz podpadniesz Zespołowi Darkness, nie ma odwrotu. Nie uwolnisz się od nas tak łatwo. Jednak najpierw musicie mi oddać coś, co do was nie należy…
Mówiąc to zmierzył Lucario przenikliwym spojrzeniem. Qwest domyśliła się, że w dalszym ciągu chodzi o moc światła. Helios nadal stał z boku i otwierał usta ze zdumienia. Tymczasem szakal zacisnął pięści i zrobił krok do przodu.
- Chyba was pogięło… - prychnął pok – Moc światła nigdy nie należała i nie będzie należeć do ludzi. Siły Natury stworzyły Arceusa po to, aby bronił ich przed takimi jak wy! To jego zadanie!
- Tak się składa, że Arceus jest zbyt słaby, aby móc nam przeszkodzić… - Caleb uśmiechnął się mściwie – Powiedzmy prawdę w oczy: on nie jest już władcą świata i dobrze o tym wiecie. Jesteście zbyt słabi, aby bronić Mocy Światła. Myślicie, że dacie radę pokonać kogoś, kto skończył z bogiem pokemonów?! Żałosne…
- A więc to wy pozbawiliście go władzy… I pomyśleć, że wmawialiście wszystkim ludziom, że Arceus sam odszedł… Całe szczęście, że nie wszyscy wam uwierzyli… - odezwał się czyjś głos.
Zaskoczeni trenerzy odwrócili się. Helios wcale nie sprawiał wrażenia takiego nieprzytomnego, na jakiego wyglądał. W jego oczach pojawiła się wściekłość. Patrzył na Caleba, jak na coś wyjątkowo obrzydliwego. Admirał uniósł brwi.
- Zaraz… A ty skąd o tym wiesz? – zapytała zaskoczona Qwest
- Szczęśliwie odgadłem – rzucił krótko Helios – Słuchaj Lucario: nie dawaj mu niczego, co ma jakiś związek ze Świątynią Światła. Nie warto cackać się z taką gnidą!
- Czym ty się tak przejmujesz? – Caleb najwyraźniej nie zraził się nieuprzejmą opinią chłopaka – Aha… Chodzi o twoich przyjaciół z Centrum Kosmicznego? No cóż… Sprzeciwiali się mi, więc skończyli dosyć żałośnie…
Słysząc to Helios wpadł w szał. Co prawda Qwest i Lucario chcieli go zatrzymać, jednak na nic się to zdało. Chłopak miał tylko jeden cel: sprawić Calebowi taki ból, jaki on sprawił jego przyjaciołom. Salamence wychylił się do przodu, chcąc bronić swojego trenera, lecz admirał tylko machnął lekceważąco ręką. Caleb chwycił przeciwnika i unieruchomił go przy ścianie. Chwilę później wykręcił mu rękę. Helios syknął z bólu.
- Boli, prawda? – zapytał Caleb, uśmiechając się perfidnie – I co teraz? Już nie jesteś taki odważny, prawda? Daję słowo, że zginiesz tak samo jak twoi żałosni kumple!
Helios co prawda próbował się uwolnić, lecz admirał trzymał go mocno. Nagle Caleb wyjął z kieszeni niewielki nóż i zrobił chłopakowi głębokie nacięcie na ramieniu. W tej chwili Helios marzył tylko o jednym: aby umrzeć. Qwest i Lucario sparaliżowało ze strachu. Caleb wydawał się być w swoim żywiole.
- Tak lepiej, nieprawdaż? – zapytał z uśmiechem – A teraz powiesz grzecznie swoim małym przyjaciołom, aby łaskawie oddali mi to, czego chcę!
- Aha… Poczekaj… - prychnął Helios, lecz po chwili urwał. Poczuł zimne ostrze noża na krtani. Wiedział, że na litość raczej nie może liczyć.
- Nie! Nie będę nikogo błagać o litość! – pomyślał – Nie mam zamiaru zginąć, jak tchórz! Jedyne czego będę żałować to Qwest. Ciekawe czy kiedyś spotkamy się na tamtym świecie?
- Dość! Poddaję się! Zrobię wszystko co zechcesz tylko, proszę nie rób mu krzywdy! Lepiej załatw ze mną, to co masz załatwić! – zawołał jakiś głos.
Dźwięk wyrwał Heliosa z namysłu. Caleb również wyglądał na zaskoczonego. Qwest powoli zaczęła zbliżać się do admirała. Przed tym jednak podeszła do Lucario.
- Daj mi bransoletkę! – powiedziała stanowczo – Niech dostanie to, czego chce…
- Ale… - zaczął szakal – Qwest… Zastanów się… Arceus…
- Jeśli tego nie zrobisz ten zbir go zabije, nie rozumiesz tego?! – krzyknęła dziewczyna – Arceus na pewno nie chciałby, aby komuś na Ziemi stała się krzywda…
Lucario musiał przyznać przyjaciółce rację. Wyciągnął z torby przedmiot i podał dziewczynie. Bransoletka zaczęła świecić wesołym światłem. Qwest jednak powstrzymała pokusę i wyciągnęła dłoń z przedmiotem w stronę zaskoczonego Caleba.
- Ty… Czego chcesz? – zapytał admirał
- Moc Światła. Bierz ją, jest cała twoja! – powiedziała stanowczo dziewczyna – Najpierw jednak uwolnij Heliosa!
Caleb puścił chłopaka, który zaczął czołgać się w stronę Lucario. Mistyczny stworek odciągnął go od Caleba, nadal wpatrując się tępo w Qwest.
- Grzeczna dziewczynka… - mruknął admirał, a na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech – Nie trzeba było tak od razu, zamiast stroić tyle fochów?
To powiedziawszy pstryknął palcami. Salamence utworzył silne Tornado, które zdmuchnęło Qwest z powierzchni. Bransoletka wypadła dziewczynie z ręki. Caleb złapał ją w powietrzu. Cała reszta uderzyła w ścianę. Kiedy Tornado ustało, Qwest i Lucario podbiegli do Heliosa.
- Helios! Nic ci nie jest? Powiedz, że tak! Proszę! – krzyknęła dziewczyna, rzucając się przyjacielowi na szyję.
- W porządku… Przeżyję… - odpowiedział chłopak – Ale… Oni zabrali Moc Światła!
- To nic… - powiedział spokojnie Lucario – Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało…
- Nareszcie! Samodzielnie zdobyłem to świecidełko! – krzyknął podekscytowany Caleb, bawiąc się bransoletką – No! Na pewno Sorze i Master Brownowi będzie łyso… Zaraz… Co do…
W tym momencie urwał. Mistyczny przedmiot zaczął świecić ostrym światłem. Nagle silna fala energii przeszła przez ciało Caleba. Przerażony admirał puścił bransoletkę, która zatoczyła łuk w powietrzu i schowała się w torbie Lucario.
- To znaczy tylko jedno… Arceus nadal jest z nami! – ucieszył się szakal – W przeciwnym razie światło nie stawiałoby oporu! Jednak Zespół Darkness nie wygrał!
- A skoro już nikomu nie zagraża niebezpieczeństwo, to chyba nie musimy być ci już posłuszni? – zapytała Qwest z uśmiechem – Prawda?
- Wyczerpaliście moją cierpliwość! – admirał wyglądał na naprawdę zdenerwowanego – Nieważne… Próbowałem być miły, ale się nie opłaciło! Salamence użyj Smoczego Oddechu!
Smok zaczął gromadzić energię, aby wzmocnić atak. Helios i Qwest spojrzeli na siebie i skinęli głowami. Wiedzieli, że właśnie nadszedł czas na ostateczną broń: pokemony.
- Yinchang wybieram ciebie! – krzyknął chłopak – Użyj siły umysłu, aby zatrzymać atak wroga i odciągnąć go od nas! Potem atakuj Psycho Promieniem!
- Leafeon ty też wychodź! – zawołała Qwest, wypuszczając poka – Skup się i ochraniaj Yinchanga w razie, gdyby atak nie wyszedł! Na koniec uderz Ostrym Liściem!
Smok w końcu strzelił potężnym, żółtym promieniowaniem. Wróżka stanęła na równe nogi. Wokół jej ciała utworzyło się coś w rodzaju bariery, która błyskawicznie odbiła ruch w stronę atakującego. Chwilę później lisica strzeliła strumieniem liści. Pod wpływem połączonych ataków obu poków Salamence runął na ścianę i zemdlał. Admirał Darknessów wyglądał jednak na zadowolonego.
- Jesteś już skończony! Pokonaliśmy cię! A teraz wynocha! – powiedzieli zgodnie Helios i Qwest
- Kto to widział, żeby dzieciaki w dzisiejszych czasach były takie bezczelne? To jeszcze nie koniec… - odparł, wyciągając z kieszeni dziwny Pokeball – Nadszedł czas na moją najgroźniejszą broń! Wybieram ciebie! Pokaż tym dzieciom, jak wygląda zła moc!
Czarny Ball wyleciał w powietrze. Po chwili z jego środka wyleciała smuga światła, która wtopiła się w podłogę. Bohaterowie spojrzeli na siebie tępym wzrokiem. Nagle z posadzki wyskoczyła jakaś zjawa. Wyglądała jak ciąg niezrozumiałych znaków, niegdzie nie można było dopatrzyć się twarzy. Qwest przełknęła głośno ślinę.
- Przywitajcie się z Missingiem! – krzyknął Caleb z triumfem – Teraz poznacie siłę wcielonego zła!
- Co? Ta bezmózga plazma ma nas pokonać?! Nie rozśmieszaj mnie! – zadrwił Helios – Yinchang daj mu jeszcze jeden atak Psycho Promieniem!
Admirał uśmiechnął się pod nosem . Wróżka strzeliła atakiem w przeciwnika, lecz ruch tylko przez niego przeleciał, nie robiąc mu krzywdy. Zjawa pomknęła przed siebie. Chwilę później coś w rodzaju niewidzialnej energii powaliło Yinchanga na podłogę. Psychiczny stworek stracił przytomność. Helios wpatrywał się w Missinga przerażonym wzrokiem.
- Teraz moja kolej! Naprzód Leafeon! Użyj Pnączy, aby go chwycić, gazu, aby oszołomić, liści, aby zranić… Czegokolwiek! – krzyknęła Qwest
Wszystkie wymienione próby ataku okazały się równie głupie, jak i daremne. Zjawa pomknęła w stronę lisicy i strzeliła w nią strumieniem białego światła. Trawiasty pok również został wyeliminowany z walki. Qwest krzyknęła i podbiegła do Leafeon.
- Nie! – warknął Lucario – Po tym zginiesz zdrajco! Bombowy Puls!
Niestety nawet tak potężny atak nie zrobił na przeciwniku wrażenia. Po chwili Lucario poczuł silne drgawki, rozchodzące się po całym ciele. Nagle jakaś nieznana siła odrzuciła go do tyłu. Mistyczny stworek uświadomił sobie, że jako jedyny z poków był jeszcze przytomny.
- To niemożliwe! – wydyszał Helios – Co to za pokemon?
- Głupie i naiwne dzieciaki… - prychnął Caleb – Missinga nie można pokonać od tak sobie… Zresztą… ja was nawet rozumiem. W końcu nie każdy potrafi wygrać z pokemonem-wirusem. Ale co tu dużo mówić… Wkrótce sami doświadczycie jego siły…
To powiedziawszy pstryknął palcami i wskazał na półprzytomnego Salamence’a. Wirus rozpędził się i wchłonął w poka. Smok zaryczał przeraźliwie i zaczął się zmieniać. Jego ciało przybrało atramentowo-czarną barwę, pazury stały się długie i ostre, a skrzydła poszarpane. W oczach było widać pustkę.
- Właśnie tak… - Caleb uśmiechnął się triumfalnie – Zrób to, co do ciebie należy! Zniszcz te dzieciaki i ich mistycznego przyjaciela!
Smok zaryczał i zaczął pluć dziwną, ciemną mazią, podobną do smoły. Chwytała ona kawałki podłogi i wsysała do twardych kokonów, które po chwili z głośnym bulgotem znikały. Bohaterowie cudem unikali ataków.
- Natychmiast przestań! – krzyknęła Qwest – Zmęczysz go!
- To moja sprawa… - wycedził Caleb, po czym zwrócił się do Salamence’a – Złap dziewczynę! Resztę możesz zabić, jak insekty…
Smok przytaknął i obrzucił trenerkę złowieszczym spojrzeniem. Qwest uświadomiła sobie, że nie ma dokąd uciec. Z pyska wrogiego poka wyleciał strumień cieczy. Nagle Helios wybiegł do przodu i odepchnął mocno dziewczynę, przejmując atak na siebie. Gęsta ciecz „oplątała” chłopaka, wciągając go w głąb kokonu.
- Helios, nie! – krzyknęła Qwest i chwyciła przyjaciela za rękę. Próba ratunku okazała się jednak nieskuteczna. Im większy opór stawiali, tym bardziej wciągało ich do środka.
- Qwest… Ja przepraszam… - wykrztusił chłopak i puścił dłoń koleżanki. Po chwili został wciągnięty do kokonu, który natychmiast zniknął. Dziewczyna nie mogła wydusić ani słowa. W końcu przed chwilą chłopak, którego zdążyła polubić poświęcił życie, aby ją ocalić. Oczy trenerki wypełniły się łzami. Nagle usłyszała za sobą głośny świst. Odwróciła się: w jej stronę mknął kolejny strumień „smoły”.
- Padnij! – krzyknął Lucario, popychając trenerkę do przodu. Oboje upadli na twardą posadzkę, ale przynajmniej atak ich nie dosięgnął. Kolejny strumień zmierzał w ich stronę, lecz dzięki Osłonie szakala nie zostali wchłonięci.
- Dzięki Lucario! – powiedziała Qwest – Już myślałam, że po mnie!
- Słuchaj… Naprawdę przykro mi z powodu Heliosa… - szepnął pok – To wszystko moja wina…
- Nie mówi tak! – krzyknęła Qwest – Jeśli ktokolwiek jest temu winien to tylko Darknessi!
- To przeze mnie tu przyszli… - powiedział Lucario ze skruchą – Gdybym nie moc światła, to…
W tym momencie urwał. Kolejny strumień „smoły” mknął w ich kierunku. Oboje zamknęli oczy, nawet Lucario wiedział, że nie zdąży na czas uruchomić osłony. Nagle jakieś ataki uderzyły w ciesz, która zmieniła kierunek. Bohaterowie odwrócili się. Leafeon i Yinchang były już przytomne i w pełni gotowe do walki. Nagle usłyszeli szum skrzydeł. Salamence zdecydował się na atak fizyczny. Qwest chwyciła przerażone poki i razem z Lucario schowała się za najbliższymi kartonami. Dziewczyna odwróciła się do tyłu. Smok najwyraźniej zmęczył się szybkimi salwami, gdyż usiadł na podłodze. Caleb wyglądał na zdenerwowanego, lecz pozwolił pokowi na chwilę odpoczynku.
- Uff… Nareszcie spokój… - Qwest odetchnęła z ulgą i oparła się o kartony – Teraz musimy się zastanowić, jak pokonać Salamence’a i wykurzyć stąd tego Darknessa.
Lucario wyglądał na zamyślonego. W pewnej chwili mocno walnął się pięścią w głowę. Trenerka zmierzyła go zdziwionym spojrzeniem.
- Od tego przychodzą mi różne, fajne pomysły – wyjaśnił z uśmiechem szakal – Eureka! Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? Słuchaj Qwest: ty i Yinchang postarajcie się odwrócić uwagę wroga. Leafeon zaś niech spróbuje wrzucić mnie na grzbiet Salamence’a.
- No dobra i co dalej? – zapytała Qwest z ciekawością
- Chciałabyś… To już moja słodka tajemnica… - odparł szakal z uśmiechem – No to do roboty! Zakończmy to jak najszybciej…
Trenerka i wróżka wyłoniły się zza kartonów. Salamence i Caleb spojrzeli na nie zdziwionym wzrokiem. Tymczasem Lucario i Leafeon zaczaili się od tyłu.
- Hej ty paskudo! – krzyknęła trenerka z rozbawieniem – Masz szansę! Uderz swoim najsilniejszym atakiem!
Caleba zamurowało i to dosłownie. Salamence vel Missingo uśmiechnął się pod nosem i strzelił strumieniem „smoły”. W tym samym czasie Yinchang uruchomił barierę ochronną, która zatrzymała atak.
- Tylko żartowałam! – uśmiechnęła się Qwest – Lucario teraz!
Leafeon wzięła duży zamach i wyrzuciła szakala w powietrze. Ten wylądował na grzbiecie smoka i uśmiechnął się pod nosem.
- Odwróć się ty durniu! – warknął Caleb – Zrzuć z siebie niepotrzebny balast!
- Niestety na odwrót jest już trochę za późno… - powiedział Lucario – Mroczny Pazur!
To powiedziawszy wysunął pazury i wbił je w lewe skrzydło smoka. Pokemon zaryczał przeraźliwe. Z rany zaczęła płynąć smołowata maź, która spadając zostawiała duże kałuże na podłodze. Szakal zsunął się z grzbietu smoka. Ten z łoskotem uderzył z posadzkę. W końcu zjawa wyłoniła się z ciała Salamence’a i z wielkim skrzekiem wyskoczyła, wybijając szybę w oknie.
- Missingo wracaj! – krzyknął Caleb, podbiegając do rozbitego okna – Jeszcze masz szansę wygrać! Obiecuję ci to, tylko wróć!
Odpowiedziała mu jednak głucha cisza. Admirał zaklął pod nosem. Salamence z trudem doczłapał do swojego trenera i szturchnął go głową. Ten odsunął się jak oparzony i spojrzał na poka z pogardą.
- Taka z ciebie słabizna… - prychnął ze złością – Nie chcę cię więcej widzieć! Złapię sobie silniejszego pokemona! A z wami, obrońcy Arceusa się jeszcze policzę…
To powiedziawszy wyskoczył przez okno. Salamence próbował polecieć za swoim panem, lecz ranne skrzydło nie pozwoliło mu wykonać żadnego ruchu. Z oczu smoka zaczęły płynąć łzy. Qwest i Lucario wiedzieli, że mimo wszystko Caleb był dla poka kimś w rodzaju partnera. Nagle cyfrowe drzwi zostały roztrzaskane na kawałki. Chwilę liczny patrol policyjny wbiegł do budynku. Na widok dziesięcioletniej dziewczynki i mistycznego pokemona zamarli.
- Zrobić przejście! Co tu się dzieje? Wybaczcie, jestem Liderem Sali! – odezwał się czyjś głos
Chwilę później przez tłum przepchał się Axel, a wraz z nim Kubax i Jirachi. Cała trójka podeszła do bohaterów.
- Qwest… Lucario… - wydyszał lider – Nic wam nie jest? Już myślałem, że z wami koniec…
- Jirachi nas o wszystkim poinformował – odparł Kubax, widząc zdziwione miny przyjaciół – Kto, jak kto ale ten pok potrafi robić kosmiczne rzeczy…
- A propos kosmosu… - przypomniał sobie Axel – Nie wiecie, gdzie podziewa się Helios?
Słysząc to imię Qwest spuściła ze smutkiem głowę. Lucario, chcąc oszczędzić trenerce bólu zaczął opowiadać o wszystkim, co się zdarzyło w Centrum Kosmicznym. Ze względu na policjantów pominął jedynie wątek Świątyni Światła. Kiedy skończył prawie wszyscy wpatrywali się w niego z przerażeniem. Prawie, gdyż Axel westchnął i rozłożył ręce.
- Helios, ty głąbie! – powiedział zrezygnowanym tonem – Dlaczego wykończono właśnie ciebie? Kto mi teraz będzie przynudzać na temat księżyca Saturna?
- Prawdę mówiąc Saturn ma wiele księżyców. Jakbyś przypadkiem zapomniał stąd wzięła się ta „otoczka” wokół niego – odezwał się znajomy głos
Bohaterowie odwrócili się i… zbaranieli. Głos ten należał do Heliosa. Chłopak sprawiał wrażenie zaskoczonego. Pokryty był dość grubą warstwą „smołowatej” mazi.
- To ty żyjesz? – zapytali jednocześnie Lucario i Qwest – Ale… Jak to się stało?
- Jeden z głupich żartów przyszłego astronoma – powiedział Axel, takim tonem, jakby tłumaczył im ile to jest 2x2 – Nie martwcie się, u niego to norma…
- Jak widać jeszcze mam się dobrze! – powiedział chłopak z uśmiechem, po czym odwrócił się w stronę Salamence’a – A ten co tu robi? I gdzie się podział ten pieprzony Darkness?
- Jego trener go porzucił, gdyż był za bardzo przewrażliwiony na swoim punkcie… - odparła sucho Qwest – A tak w ogóle to kim on jest?
- Caleb Mightstone – odparł Lucario wyniosłym tonem – Wielki moralizator i admirał Zespołu Darkness… Coś jeszcze Qwesti?
- Admirał? – zdziwił się Kubax – Wiedziałem, że w złym Zespole są dowódcy, ale admirałowie? A cóż to za wymysł?
- Mnie nie pytaj… - Lucario wzruszył ramionami – Nie ja im rangi przydzielam…
Nagle bohaterowie usłyszeli jakieś kroki. To Salamence położył się w kącie hali. Po policzkach smoka ciągle płynęły łzy.
- Wiecie co? Żal mi tego Salamence’a – wyznał Kubax – Zapewne po takim odrzuceniu trudno mu będzie się otrząsnąć… Niewielu trenerów przyjmuje takie silne poki do drużyn, więc może mieć kłopoty…
- Ja… Zawsze chciałem mieć Salamence’a! – krzyknął nagle Axel – Ja go wezmę!
To powiedziawszy podszedł do rannego poka. Smok obrzucił go obojętnym spojrzeniem i nastawił się, aby przyjąć kolejny cios. Lider jednak wyciągnął rękę i poklepał stworka po głowie. Wszyscy patrzyli na Axela z zaskoczeniem.
- Czyś ty zwariował?! – oburzył się Helios – Ta bestia o mało co nas nie zabiła, a ty obchodzisz się z nią jak z małym króliczkiem?! Prędzej rzucę astronomię, niż pozwolę, aby ten pokemon przebywał ze mną w jednym pomieszczeniu!
- Widzę, że wystraszyłeś starego Heliosa. Dobra robota Salamence! – powiedział lider z uśmiechem – Wiem, co czujesz, w końcu straciłeś trenera… Ale ze mną będzie inaczej! Obiecuję, że zaopiekuję się tobą i nigdy cię nie opuszczę. W zamian proszę tylko o jedno: o zaufanie. Nie musisz się mnie bać, jestem dobrym trenerem. Proszę, Salamence!
Smok spojrzał na lidera tępym wzrokiem. Przez chwilę panowało napięcie. Nagle na twarzy poka pojawił się uśmiech. Po chwili Salamence rzucił się w ramiona Axela. Zarówno stworek, jak i lider płakali ze szczęścia. Qwest, Lucario, Kubax i Jirachi uśmiechnęli się do siebie. Helios przyznał im rację i zmusił się do krzywego uśmiechu.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam, ale w tym pomieszczeniu miało miejsce morderstwo… - powiedział jeden z policjantów z przekąsem – Dacie nam spokojnie przeszukać pomieszczenie, czy mamy czekać aż łaskawie skończycie rozmowę?
- Co za zrzęda… - westchnął Kubax – Lepiej się go posłuchajmy, zanim nas czymś poszczuje…
Wszyscy udali się w stronę wyjścia, zostawiając policji „pole do popisu”. Axel wyciągnął Pokeball i dotknął nim Salamence’a. Smok z ochotą wskoczył do kuli. Lider uśmiechnął się do siebie, po czym poszedł za resztą.

Helios wyszedł z Centrum Pokemon pierwszy. Usiadł na schodach i zaczął przyglądać się miastu, które niegdyś uważał za azyl. Niegdyś, ponieważ nie było już w nim osób, z którymi spędził praktycznie całe życie. Teraz Iron Wind wydawało mu się wrogie i puste. Nagle chłopak usłyszał czyjeś kroki. Odwrócił się i zobaczył Qwest i Jirachiego, idących w jego stronę. Za wszelką cenę starał się ukryć smutek, lecz równie dobrze mógł rzucić się z przepaści i spróbować latać.
- Naprawdę przykro mi z powodu twoich przyjaciół… - powiedziała Qwest z troską, siadając obok chłopaka – Gdybym tylko mogła cofnąć czas…
- Nieważne… Było, minęło… - odparł Helios obojętnie – Jak myślisz, czy jest im tam dobrze? No wiesz… na tamtym świcie?
- Wiesz co? Mama zawsze mówiła mi, że wszyscy zmarli trafiają do Kirinn – powiedziała Qwest z uśmiechem – Podobno w tym świecie nie ma zła, a wszyscy są dla siebie mili. Niezrealizowane za życia cele i marzenia spełniają się. Nie wiem ile w tym prawdy, ale wierzę, że twoim przyjaciołom żyje się o wiele lepiej, niż tutaj na Ziemi.
Helios posłał przyjaciółce pocieszne spojrzenie. Nagle dziewczyna zasłoniła oczy ręką. Jirachi wpatrywał się w nią zdziwionym wzrokiem.
- Hej, co ci jest? – zapytał Helios
- Cóż… Myślę, że mam uczulenie na tego psotnika, który tak cię interesuje… - odparła, wskazując na Jirachiego – Będzie podróżował ze mną, gdyż wiem, że kiedyś opuścisz Iron Wind, aby go odwiedzić… W końcu muszę pokonać wszystkich Liderów Sal, aby zostać Mistrzem Pokemon.
- Jeśli marzysz, miej wielkie marzenia. Jestem pewien, że tak się stanie moja słodka i odważna Qwest! – powiedział Helios z uśmiechem
- Odważna? – zdziwiła się dziewczyna – Nawet nie mam odwagi, aby się z tobą pożegnać i spojrzeć ci w oczy…
- Co tam papużki?! Na pewno przeszkadzam?! – odezwał się jakiś głos
Oboje odwrócili się i zobaczyli Kubaxa, siedzącego nieopodal. Najwyraźniej chłopak już od jakiegoś czasu wszystkiemu się przyglądał. Helios i Qwest szybko odsunęli się od siebie, a na ich twarzach pojawił się rumieniec. Jirachi musiał zatkać sobie buzię ręką, aby nie parsknąć śmiechem.
- Kubax! – zdenerwowała się trenerka – Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie podsłuchiwał prywatnych rozmów?! To strasznie chamskie i wkurzające!
- Spokojnie Qwesti, udam, że nic nie widziałem – powiedział zmieszany chłopak – Wiesz jak umiem dotrzymać tajemnicy! Mam dla ciebie zagadkę. Co to jest? Małe, choć bardzo tego pragniesz? Nie wiesz? To patrz i podziwiaj!
To powiedziawszy wyciągnął rękę, na której leżał mały medal, przypominający dwa skrzyżowane ostrza. Qwest wpatrywała się w niego z zachwytem.
- Odznaka Platyny? Nie wierzę! Więc jednak udało ci się ją zdobyć! – ucieszyła się trenerka – Ja jakoś nie mam takiego szczęścia…
- Wszystko dzięki Charmeleonowi! – odparł chłopak z dumą – Gdy nie jego ewolucja, nigdy bym nie wygrał!
- Uważam, że na nią zasłużyłeś – powiedział Axel i podszedł do reszty – Charmander wie, jakim jesteś trenerem. On ewoluował dla ciebie!
Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech zwycięzcy. Helios i Qwest podnieśli się z ziemi. Trenerka wypuściła Pachirisu, który natychmiast usadowił się na jej ramieniu.
- No cóż… - zaczęła – Czas się pożegnać… Każdy ma cele, które musi realizować…
- Wierzę, że twoje marzenia się spełnią – powiedział Helios – W końcu ktoś taki, jak ty poradzi sobie ze wszystkim…
- Lepiej nie przywiązuj dużej wagi do jego słów – odparł Axel – On tak słodzi każdej dziewczynie…
Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. Helios posłał liderowi piorunujące spojrzenie. Nagle z Centrum Pokemon wyszedł Lucario. Szakal zmierzył trenerów pytającym spojrzeniem. Ci skinęli głowami i udali się w stronę wyjścia z miasta. Dalsza droga prowadziła przez coś w rodzaju parku. Długa aleja obsadzona drzewami zdawała się ciągnąć ich w nieskończoność. Nagle zauważyli coś w rodzaju bramy, zrobionej z żywopłotu. Za nią ciągnął się gęsty las.
- „Witamy w Kwiecistym Lesie” – Qwest z trudem odczytała napis na starej tabliczce – Od kiedy to ludzie mieszkają w lasach?
- Nie słyszałaś o dzikich plemionach, żyjących w głębi puszczy? – zapytał Kubax, a na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech – Tylko tam wejdź, a przerobią cię na obiadek…
- Przestańcie sobie z tego żartować! – powiedział stanowczo Lucario – Według mapy w tym lesie była kiedyś niewielka osada. Teraz wątpię, aby jakiś buszmen mógł nas napaść…
Nagle coś przemknęło pod nogami trenerów i zatrzymało się przy tabliczce. Była to mała, biała istotka z wielkim krzakiem na grzbiecie. Stworek odwrócił się i posłał trenerom zdziwione spojrzenie.
- Hej! Przecież to Shaymin! – ucieszył się Jirachi i podleciał do poka – Cześć! Jak się masz?
- Ciężko uwierzyć, ale on ma rację… - szepnął Lucario – Ciekawe co go tu sprowadza?
- Angel by się ucieszyła… - odparła Qwest, przypominając sobie koleżankę – Ona od dawna chce walczyć z tym stworkiem.
- Mam doskonały pomysł! Pomóżmy jej zrealizować cel i złapmy Shaymina! – krzyknął podekscytowany Kubax
Słysząc to jeż cofnął się do tyłu. Jirachi posłał chłopakowi ostrzegawcze spojrzenie. Nagle silny strumień kolorowych liści wypełnił cały teren. Kiedy atak ustał legendarnego poka już nie było. Jirachi ruszył w pogoń za jeżem.
- Jirachi, wracaj! – krzyknął Lucario – Co tu się dzieje?
- O nie! Znowu nam uciekł! Ale nie damy się Chiko! Jesteśmy już bardzo blisko, więc nie możemy się poddać! – odezwał się czyjś głos
Bohaterowie odwrócili się. Za ich placami stała Angel. Jej Chikorita stała w pozycji obronnej. Najwyraźniej atak Magicznym Liściem należał do niej.
- Angel! My… Widzieliśmy Shaymina! Pobiegł w tamtą stronę! – krzyknęła Qwest, wskazując na bramę – Chyba bezpośredni atak nie był najlepszym pomysłem…
- A więc musimy go dogonić! – powiedziała dziewczyna zdecydowanym tonem – Pomożecie mi go poszukać?
Cała trójka skinęła głowami, po czym razem z Angel udała się w głąb lasu. Kiedy bohaterowie znikli z pola widzenia, na terenie pojawił czarnowłosy chłopak z kataną. Był to Hekuri – jeden z najlepszych łowców legendarnych pokemonów.
- No tak… Shaymin został odnaleziony, więc pora wkroczyć do akcji! – mruknął, po czym powoli uda się w stronę lasu.

Czy Angel dopnie swojego celu? Jak potoczy się plan Zespołu Thunder? Na kogo uwziął się Hekuri? Czy Shaymin będzie w końcu bezpieczny? Co się stanie z Kubaxem i Lucario? Kogo spotkają bohaterowie? Odpowiedzi na te, oraz inne pytania szukajcie w pierwszym i jedynym w „Misji: Arceus” ROZDZIALE SPECJALNYM!
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (8 wejścia) tutaj!  
 
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja