| |
Rozdział 20: Pięcioramienna Gwiazda
Przez chwilę wszyscy stali w ciszy. Jack i trenerzy mierzyli się wyzywającymi spojrzeniami.
- I jak? - zapytał mężczyzna - Oddajecie pokemony po dobroci, czy mam je zabrać siłą?
- Nie… Błagam! - krzyknęła Cornelia - Bierz, co chcesz tylko nie zabieraj pokemonów! Są za słabe, aby walczyć w waszej drużynie!
- Jeśli pokemon jest zbyt mizerny, zawsze można go wytrenować sztucznie - zaśmiał się Jack - Ja was nie proszę o przysługę… To rozkaz!
- Rozkazy zachowaj sobie dla swoich ludzi! - krzyknął nagle Kubax - A teraz wynocha stąd, bo nie masz tu czego szukać!
Mężczyzna spojrzał na chłopaka zdziwionym wzrokiem. Qwest i Jirachi również byli zaskoczeni - do tej pory Kubax wolał nie mieszać się w konflikty ze złymi Zespołami. To było raczej zadanie Qwest. Role się odwróciły: teraz ona stała z boku, a jej kolega wszczynał burzę.
- Tak myślisz? - zapytał mężczyzna lekceważącym tonem - Bo uwierzę, że taki smarkacz może mnie powstrzymać… Pewnie nawet nie masz pokemona!
- I tu się mylisz! - rzekł Kubax - Walcz ze mną, a nauczę cię, jak należy traktować niewinnych ludzi!
- Co ty wyprawiasz?! Odbiło ci?! - krzyknęła Qwest - Po co się narażać?!
- Właśnie, a poza tym nie możesz z nim walczyć - powiedział sucho Jirachi - Przecież ty nie masz w pełni zdrowych pokemonów!
- Ja nie, ale ona tak - rzekł Kubax, posyłając dziewczynie błagalne spojrzenie - No dalej, pokaż tym patałachom, jak walczy Trener Pokemon!
- Wybij sobie to z głowy! - odparła stanowczo Qwest - Nie mam ochoty mieszać się w twoje brudne interesy!
- Taka z ciebie przyjaciółka… - naburmuszył się Kubax - Ja musiałem pomóc ci pokonać Darknessów i jakoś nie narzekałem…
- Wcale nie potrzebowałam twojej pomocy! - krzyknęła Qwest - Nie musiałeś robić mi łaski - sama bym sobie poradziła! Gdyby Lucario tu był…
- Ale odszedł!!! - zdenerwował się Kubax - Niby taka „odważna panienka”, a nawet nie potrafi stanąć do walki z wrogiem… A może się boi?
- Wystarczy! Przestańcie w końcu się kłócić! - odezwał się czyjś głos
Bohaterowie odwrócili się. Jirachi siedział na stoliku i zaciskał pięści ze złości. W jego oczach było widać łzy żalu i bezradności. Trenerzy zdziwili się - nigdy jeszcze nie widzieli przyjaciela w takim stanie. Nagle legenda podleciała do dzieci i chwyciła jedną łapką rękę Qwest, a drugą dłoń Kubaxa. Cornelia patrzyła na tę scenę ze zdziwieniem.
- Co się z wami dzieje? - pisnął Jirachi - Dlaczego się tak zachowujecie? Przecież jesteśmy przyjaciółmi, a oni nigdy się nie kłócą!
- Wybacz mi Jirachi, ale nawet najlepsi przyjaciele muszą się kiedyś rozstać… - w głosie Kubaxa słychać było suchość - Przykro mi, ale nie mogę już z wami podróżować…
- Co?! Chyba nie mówisz poważnie?! - przestraszył się Jirachi - Qwest powiedz mu coś do słuchu!
- Niestety muszę przyznać mu rację - powiedziała smutnym głosem Qwest - Pora się pożegnać…
- Nie mówcie tak nawet w żartach! Tyle razem przeszliśmy, a wy chcecie po prostu odejść? To chore! - krzyknął Jirachi i usiadł trenerce na ramieniu.
- Zostaw mnie! - warknęła dziewczyna, spychając stworka - Znajdź sobie innego frajera, który będzie cię przytulał!
- Właśnie, dlaczego nie odejdziesz Jirachi? - spytał Kubax, uśmiechając się dziwnie - Nie jesteś potrzebny nikomu z nas. Zrozum: nikt cię tu nie chce!
Legenda patrzyła się na trenerów dziwnym wzrokiem. Nie sądziła, że mała kłótnia może doprowadzić do rozpadu grupy. Stworek zaczął zastanawiać się, dlaczego jego przyjaciele się kłócą. Nagle koło Jacka pojawił się granatowy pokemon, przypominający hienę. Miał gęste, rozczochrane futro. Dolna część pyska była czerwona. Zamiast ogona miał czerwoną błyskawicę. Gwiazda na jego brzuchu świeciła złotym blaskiem. W końcu zrozumiał: Qwest i Kubax byli pod działaniem mocy tego stwora. Jack bez słowa minął trenerów i podszedł do Jirachiego. Stworek wpatrywał się w mężczyznę gniewnym wzrokiem.
- Widzisz? Na tym świecie nie ma miejsca na dobroć i przyjaźń… Życie jest pełne zdrady… - Jack uśmiechnął się tajemniczo - Inaczej jest po tej drugiej stronie… No, nie daj się prosić Jirachi i dołącz do Zespołu Thunder! Tylko tam znajdziesz prawdziwych przyjaciół…
- Nigdy! Znajdę sposób, aby ocalić moich przyjaciół! Nie ujdzie wam to na sucho, Zespole Thunder! - krzyknął stworek i poleciał w głąb laboratorium. Jack zaklął pod nosem. Hiena stanęła przy nodze swojego trenera.
- Przestań stać i się głupio gapić Eldar! - warknął mężczyzna - Musimy mieć tego pokemona! Łap go, już! Użyj Kuli Cienia!
Z pyska hieny wyleciała czarna kula, która uderzyła nieopodal Jirachiego. Pod wpływem wybuchu energii stworek stracił równowagę i uderzył w ścianę. Eldar wyskoczył w górę i już chciał się rzucić na legendę, kiedy nagle został zaatakowany przez serię białych półksiężyców. Pokemon odwrócił się. Atakującym okazała się Delcatty. Obok niej stała Cornelia. Jirachi popatrzył się dziwnie na profesorkę.
- Uciekaj! - krzyknęła - Nie przejmuj się Eldarem, ja i Delcatty zajmiemy się nim!
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy! - warknął Jack - Eldar użyj Hiper Promienia!
- Delcatty, Lustrzany Płaszcz! - krzyknęła Cornelia - Potem Podwójne Uderzenie!
Kotkę otoczyła różowa poświata, która odbiła atak wroga. Następnie pokemon Cornelii zaczął bić przeciwnika swoim ogonem. Eldar po tym ciosie był bardzo wkurzony. Jack również nie miał powodu do szczęścia: w końcu Jirachiemu udało się uciec.
- Pożałujesz tego! - warknął mężczyzna - Eldar Atak Furii!
- Już się boję… - parsknęła Cornelia - Delcatty odpowiedz Błyskawicznym Atakiem!
Oba ataki zderzyły się. W tym samym czasie Jirachi przeszukiwał szafki w pomieszczeniu, szukając czegoś, co pomogłoby mu pokrzyżować plany złemu Zespołowi. Nagle jego wzrok padł na najwyższą półkę. Stało tam dziwne, kartonowe pudełko z narysowanym logiem Ligi Mistrzów Pokemon. Stworek zniósł karton na podłogę i go otworzył. Znajdowały się tam dwa Balle: jeden niebieski z symbolem fal, a drugi czerwony z płomieniem. Jirachi domyślił się, że zamknięte są w nich startery z regionu Shiro. Zrozumiał też, że nie ma innego wyjścia, niż walczyć z Jackiem i jego Eldarem.
- W porządku! Potrzebuję waszej pomocy! Wychodźcie! - krzyknął, naciskając przyciski na Ballach.
Rozbłysły jaskrawe światła. Chwilę później obok legendy pojawiły się dwa stworki. Jeden z nich był podobny do pomarańczowego miśka o dużych, puchatych uszach i ostrych, żółtych pazurkach. Drugi pok przypominał plazmę. Wyglądał, jakby całe jego ciało składało się z wody. Z pleców wyrastały mu duże skrzydła. Jirachi uśmiechnął się, po czym zamknął oczy. Nagle wstążki na jego głowie zaczęły świecić. Jedną rękę położył na głowie miśka, a drugą na czole plazmy. Rozbłysło oślepiające światło. Po chwili wszystko wyglądało tak, jak wcześniej. Ale czy na pewno?
- Cześć! - zwrócił się Jirachi do pokemonów - Jak się nazywacie?
- Jestem Burnisu, książę ognia! - wykrzyknął misiek z dumą - Hej! Ja umiem gadać!
- O lol wyobraź sobie, że ja też... - odparła plazma z przekąsem, po czym zwróciła się do legendy - Nazywam się Mising i chciałbym się dowiedzieć, o co tu chodzi. Mieliśmy wyjść z Balli, dopiero wtedy, kiedy przybędą nowi trenerzy. I czemu potrafimy mówić?
- To telepatia - uśmiechnął się Jirachi - Słuchajcie… Po laboratorium kręci się jakiś podejrzany typ z Eldarem. Jego pokemon opętał moich przyjaciół. Musicie mi pomóc!
- Poważna sprawa - stwierdził Mising - Słuchaj Jirachi… Jesteś pewien, że to Eldar? To bardzo niebezpieczny pokemon…
- Ha! A jednak się boisz! - wykrzyknął Burnisu z triumfem - Nie bój nic Jira! Ja zawsze jestem gotowy do walki! To siła ognia!
- Skoro on się naraża, to ja też chcę walczyć - zdecydował Mising - Myślę, że moje wodne ataki też się na coś przydadzą…
- Fantastycznie! - krzyknął Jirachi, robiąc fikołka w powietrzu - Powiedzcie mi, jakie znacie techniki walki, a bez trudu wykurzymy natręta!
Cała trójka zaczęła się naradzać. Nagle drzwi pokoju, w którym się znajdowali roztrzaskały się pod wpływem silnego kopnięcia. Chwilę później do pomieszczenia wszedł wkurzony Jack. Eldar posłusznie szedł u jego boku.
- Wyłaźcie, gdziekolwiek jesteście! - krzyknął mężczyzna ze złością - I tak mi nie uciekniecie! Jeśli w ciągu pięciu sekund nie pokażecie mi się na oczy, to Eldar zniszczy laboratorium!
Jirachi odważnie wyszedł zza stolika i stanął naprzeciw wrogów. Eldar na widok legendy najeżył się. Jack uśmiechnął się pod nosem.
- Ech… Jaki ja jestem wspaniały… Wszyscy robią, to co im rozkażę… - zaśmiał się perfidnie - A teraz zachowuj się jak cywilizowany pokemon i daj się złapać!
- O nie! Nic z tego Thundersi! - krzyknął Jirachi - Skoro twój pokemon rzeczywiście jest taki mądry, to niech spróbuje mnie złapać!
- Jak śmiesz?! - warknął Jack - Eldar, pokaż temu smarkaczowi kto jest panem!
Hiena wyskoczyła w górę. Legendarny stworek stał nieruchomo. Nawet nie próbował się bronić. Nagle silny podmuch wiatru uniósł Eldara do góry. Pokemon był tak zaskoczony, że zaczął bezradnie wymachiwać łapami. Jack patrzył na tę scenę z przerażeniem.
- Dobra robota Mising! - pisnął Jirachi do błękitnego stworka, podobnego do plazmy. Pok unosił się w powietrzu machając skrzydłami. To on utworzył silne Tornado.
- Całkiem nieźle! - w tym momencie drugi stworek, przypominający miśka wskoczył na stolik - Teraz moja kolej! Kula Ognia!
Mówiąc to wypuścił serię płomieni w kształcie kul. Atak uderzył w Eldara, który zawył z bólu.
- Świetnie! Teraz moja kolej! Cios Komety! - krzyknął Jirachi
Pięść legendy zaczęła jarzyć się jasnoróżowym światłem. Po chwili stworek wymierzył Eldarowi silny cios. Hiena pod wpływem ataku przewróciła się na swojego trenera. Jack uderzył głową o ścianę i zemdlał. Wszystkie trzy poki pochyliły się nad mężczyzną.
- O raju! Chyba go zabiliśmy! - krzyknął podekscytowany Burnisu
- No i z czego się cieszysz?! - warknął Mising - Teraz będziemy mieć poważne kłopoty, a to wszystko przez twoją niesubordynację…
- Możesz się zamknąć? - zdenerwował się Burnisu - Współczuję trenerowi, który cię dostanie… Ile jeszcze można znosić te twoje kazania?
Nagle Jirachi usłyszał czyjeś kroki. Zrozumiał, że Delcatty i Cornelia idą w ich stronę. Bał się jednak, że profesorka usłyszy narastającą kłótnię starterów.
- Wracajcie! - powiedział stanowczo i dotknął obu poków. Rozbłysło oślepiające światło. Po chwili Burnisu i Mising wydawały z siebie jedynie krótkie warknięcia. Zostały pozbawione ludzkiej mowy. Nagle do pokoju weszła Cornelia. Ze zdziwieniem przyglądała się Jirachiemu, wypuszczonym starterom i nieprzytomnemu Jackowi.
- Czy może mi ktoś wyjaśnić, co się tu stało? - zapytała srogim głosem - Czy… czy to wy pokonaliście tych zbirów?
- Naturalnie… Nie byli trudnymi przeciwnikami - uśmiechnął się Jirachi - A teraz przepraszam, muszę poszukać przyjaciół. Cześć!
To powiedziawszy wyleciał z pomieszczenia, zostawiając oszołomioną Cornelię. Profesorka zamknęła startery w Ballach, po czym pochyliła się nad Jackiem. Mężczyzna z trudem otworzył oczy.
- Och, nie martw się! - powiedziała Cornelia, wyciągając telefon z kieszeni - Specjalne służby zajmą się tobą, mój drogi.
W tym samym czasie Jirachi dostał się na parter. Gdy tylko zobaczył Qwest i Kubaxa uśmiechnął się i poleciał w ich stronę.
- Mówiłam ci, że nie możemy się niepotrzebnie nara… Hej! Jirachi co ty?! - krzyknęła dziewczyna, czując że stworek zaraz ją udusi.
- Wyglądasz fatalnie - zauważył Kubax - Czy ty walczyłeś?! Jakie znasz techniki? I gdzie jest ten facet?
- Zły został unieszkodliwiony. Cieszę się, że jesteście! - pisnął Jirachi - Ale… nie zamierzacie się rozstać?
- Skąd ten pomysł? - zdziwiła się Qwest - Przecież jesteśmy przyjaciółmi!
- Słuchaj Qwesti, jemu chyba padło na mózg - zauważył Kubax - No, bo kto normalny wygaduje takie rzeczy?
W tym momencie do pokoju weszła Cornelia. Widząc Jirachiego i trenerów razem uśmiechnęła się.
- Ten zbir z Zespołu Thunder jest już pokonany - powiedziała - Policja wkrótce się nim zajmie. Na czym skończyliśmy?
- On mówił coś o swoich koleżkach - rzekł Kubax - Musimy sprawdzić czy ci Thundersi znów nie zagrażają miastu…
W tym momencie w laboratorium zgasły wszystkie światła. Chwilę później cały teren oświetlił silny błysk, który po chwili znikł.
- Co to było? - zapytał Kubax
- Dochodziło z kierunku miasta! - pisnął Jirachi
- Zespół Thunder! - szepnęła Qwest
Trenerzy wyszli z laboratorium i udali się w kierunku centrum miasta. Ich oczom ukazał się straszny widok. Prawie wszystkie domy w Northour były spalone. Pachirisu podbiegł do jednego z nich. Kiedy tylko dotknął ściany, jego ciało wypełniło się iskrami.
- Pachi! - krzyknęła wiewiórka, odwracając się w stronę trenerów.
- Masz rację! To sprawka elektrycznych pokemonów! - stwierdziła Qwest
- Ale jaja… Co tu się mogło stać? - zastanawiał się Kubax
- Pamiętasz, co Annie mówiła o Zespole Thunder? - zapytała Qwest - Ich celem jest zniszczenie świata, przy pomocy energii elektrycznej. Obawiam się, że to co tu widzimy to dopiero początek ich działalności…
- Że też musieli sobie wybrać akurat moje rodzinne miasto… - westchnął Kubax - Nie traćmy czasu! Musimy znaleźć ich jak najszybciej, zanim znów coś zniszczą…
- Hej… - zaczął Jirachi - Czy wy też macie takie dziwne wrażenie, że ktoś was obserwuje?
Trenerzy rozejrzeli się wokoło. Nagle jakaś czarna uderzyła w Qwest ciałem. Pod wpływem ciosu dziewczyna upadła na ziemię. Pachirisu strzelił w intruza strumieniem gwiazd. Napastnikiem okazał się czarny pokemon lis o czerwonych oczach. Na ciele miał żółte pręgi. Stworek z zawiścią wpatrywał się w wiewiórkę i jej trenerkę.
- Rany! To Umbreon! - wykrzyknął Jirachi - Nie wiedziałem, że one tu żyją!
- Tak… Ja też nie… - szepnął Kubax, przyglądając się dziwnie lisowi. Dla chłopaka wyglądał on bardzo znajomo.
- Jeśli chcesz walki, to będziesz ją miał! - krzyknęła Qwest - Pachirisu atakuj Piorunem!
Wiewiórka strzeliła silnym wyładowaniem elektrycznym. Przeciwnik jednak uskoczył i strzelił silną wiązką pomarańczowego światła. Atak trafił wiewiórkę, która zaczęła się kołysać z boku na bok.
- Nie poddawaj się Pachi! - krzyknęła trenerka - Użyj Błyskawicznego Ataku!
Stworek jednak nie mógł wykonać żadnego ruchu. Był zbyt mocno oszołomiony. Chwilę później otrzymał silny cios od Umbreona, po którym przewrócił się na ziemię. Lis zmierzył przeciwnika wyzywającym spojrzeniem i podszedł do Kubaxa. Pachirisu najeżył się, gdyż chciał bronić chłopaka, jednak po chwili wszyscy zauważyli, że Umbreon nie ma złych zamiarów. Pok wpatrywał się w chłopaka radosnym wzrokiem. Kubax był zaskoczony.
- Eevee? - zapytał - To ty? To naprawdę ty?
Umbreon uśmiechnął się i skinął głową. Kubax podszedł do lisa i przytulił go do siebie.
- Nie mam pojęcia, co się tu dzieje - stwierdziła Qwest - Czy to znaczy, że Umbreon jest pokemonem Kubaxa?
- Nie do końca… - odparł chłopak - On mieszkał w naszym domu już bardzo dawno, ale wtedy był jeszcze Eevee’m… Musiał ewoluować, kiedy podróżowałem.
Qwest i Jirachi zaczęli podziwiać nowy nabytek Kubaxa. Lis czuł się trochę nieswojo - widać, że nie miał zaufania do obcych. Nagle bohaterowie usłyszeli jakieś krzyki. Odwrócili się i zobaczyli dosyć nietypową scenę. Jakiś mały chłopiec (około sześcioletni) uparcie próbował wspiąć się na drzewo, aby zerwać z niego owoc. Miał czarne rozczochrane włosy i niebieskie oczy. Ubrany był w zieloną koszulkę i czerwone spodenki. Na nogach nosił białe tenisówki. Nagle chłopiec zleciał z drzewa. Na szczęście nie było ono wysokie, więc dzieciakowi nic się nie stało. Bohaterowie podbiegli do niego.
- Hej, nic ci nie jest? - zapytał Kubax - Ile razy ci mówiłem, żebyś nie robić rzeczy, których nie umiesz?!
- O nie! Najstarszy i najlepszy członek rodziny przyszedł się wymądrzać - jęknął chłopiec - A tak w ogóle to jestem już duży i sam sobie poradzę!
Nagle dzieciak zauważył Jirachiego. Jirachiego jego oczach pojawiły się błyski radości. Szybko wstał i chwycił stworka, mocno go przytulając. Pachirisu natychmiast odsunął się na bezpieczną odległość - nienawidził tego typu pieszczot.
- Kubax, znasz go? - zapytała Qwest
- Macie właśnie wątpliwą przyjemność poznać mojego brata Timmy’ego… - westchnął chłopak, po czym zwrócił się do dzieciaka - W tej chwili zostaw tego pokemona! To żywe stworzenie, a nie zabawka!
- Przecież wiem… - burknął Timmy, puszczając Jirachiego, który natychmiast się oddalił - Widzisz, co zrobiłeś?! Wystraszyłeś pokemona!
- Jeśli ktoś to kogoś odstrasza to tylko ty - odgryzł mu Kubax - Sam źle robi, a potem zwala winę na niewinnych ludzi…
- Kubax, uspokój się - powiedziała Qwest z uśmiechem - On zawsze postawi na swoim. W końcu w tym urok młodszego rodzeństwa…
- Oho, widzę że mój brat poderwał dziewczynę… - Timmy uśmiechnął się pod nosem - Kiedy zaręczyny?
- Nie widzisz różnicy pomiędzy słowem „dziewczyna”, a „towarzyszka podróży”? - warknął chłopak lekko się rumieniąc - To nie twoja sprawa!
- Czemu nie chcesz jej wyznać tego, co czujesz? - zapytał Timmy, wskazując na Qwest - Przecież pasujecie do siebie!
- Trzymajcie mnie, bo zaraz nie wytrzymam i go walnę! - powiedział Kubax, trzęsąc się ze złości - Wybaczcie… Zawsze mu odbija w nieodpowiednich momentach…
Nagle bohaterowie usłyszeli wielki huk. Dochodził on z domu znajdującego się na oberżach miasta. Kubax i Timmy natychmiast zbledli. Qwest domyśliła się, że Zespół Thunder teraz „zabiera się” za dom chłopców. Jirachi, Pachirisu i Umbreon pobiegły w tamtą stronę.
- Za nimi! - krzyknęła Qwest - Szybko, zanim znów się spóźnimy!
- Racja! - zgodził się Kubax, po czym zwrócił się do brata - Timmy, zostań tutaj!
- Nie! - krzyknął chłopiec - To również mój dom! Idę z wami!
Ponieważ nie było czasu się dalej kłócić, wszyscy pobiegli przed siebie. W końcu zatrzymali się przed drzwiami domu i weszli do środka. Panował tam wielki bałagan - wszystkie rzeczy były poprzewracane, a ściany pokrywało coś w rodzaju sadzy.
- A to łotry! - warknął Kubax - Niech no tylko dorwę ich w swoje ręce! Zapłacą za wszystko!
- Boję się… - jęknął Timmy - Słyszałem, że oni nie mają litości dla nikogo…
- Każdy z nas się boi… - powiedziała Qwest - Ale nie możemy od razu się poddawać. Od tego zależą losy świata.
Nagle usłyszeli jakiś dźwięk, jakby tłuczenie szkła. Hałas dochodził z pierwszego piętra. Trenerzy wspięli się po schodach i zaczęli iść w stronę drzwi. Ze środka pokoju słychać było jakąś rozmowę. Qwest podeszła bliżej, aby móc ją usłyszeć.
- Kurka! Doprawdy liderka nie ma już co z nami zrobić, że daje nam takie idiotyczne zadania?! - warknął jakiś mężczyzna - To dobre dla jakiegoś chłopca na posyłki, a nie dla kogoś takiego jak ja…
- Przestań narzekać! - upomniała go dziewczyna - Znajdziemy Pięcioramienną Gwiazdę i wracamy z powrotem do Kwatery Głównej. W drodze powrotnej pewnie znowu czeka nas jakieś starcie z Darknessami… Mogliby sobie w końcu odpuścić!
Qwest zbladła i szybko odeszła od drzwi. Od razu rozpoznała Mię, jednak nie wiedziała, że może być taka zła.
- I co? - niecierpliwił się Kubax - O czym oni mówią?
- Szukają czegoś… - odparła Qwest - Chcą zdobyć jakąś Pięcioramienną Gwiazdę… Mówili jeszcze coś o Darknessach i jakieś Kwaterze Głównej… Reszty nie słyszałam…
Nagle Timmy zrobił krok do tyłu i wdepnął w coś miękkiego. Odwrócił się i z przerażeniem zobaczył, że tym czymś był ogon Glameow. Kotka zaczęła przeraźliwie miauczeć. Hałas odwrócił uwagę Thundersów od szafek.
- Co to było? - zapytała Mia - Brass, czyżbyśmy nie byli tu sami?
- Cóż… Trzeba to sprawdzić! - powiedział mężczyzna - Electrivire wyjdź i zobacz to tam się wyprawia!
Rozbłysło oślepiające światło. Chwilę później w korytarzu pojawił się duży, żółty pokemon. Ciało miał w czarne pręgi, a z pleców wyrastały mu dwa kable. Stwór najeżył się, kumulując energię elektryczną.
- Uciekajmy! - krzyknęła Qwest i puściła się biegiem w kierunku schodów. Przyjaciele dotrzymywali jej kroku. Nagle nad głowami trenerów przeleciała wielka kula światła, która odcięła bohaterom jedyną drogę ucieczki.
- No i widzisz co narobiłeś, Timmy - krzyknął Kubax do brata - Gdybyś się nie ruszał, byłoby dobrze!
- I co teraz? - zapytała Qwest - Raczej nie uda nam się uciec…
- Oczywiście, że nie uciekniecie! - odezwał się czyjś głos - Inaczej mówiąc… Macie poważne kłopoty!
Na korytarz wyszedł 26-letni mężczyzna. Miał seledynowe włosy i czarne oczy. Ubrany był w żółty płaszcz, fioletowe spodnie i brązowe buty. Na głowie nosił żółty kapelusz. Przy pasie nosił coś w rodzaju broni palnej. Electrivire stanął u jego boku.
- Natychmiast stąd wyjdź! To włamanie i najście! - krzyknął Timmy
- Lepiej nie podskakuj smarkaczu, bo możesz źle skończyć! - warknął Brass - Nie muszę się nikomu z niczego tłumaczyć! A wy lepiej udawajcie, że nic nie słyszeliście!
- Nie uda ci się nas przestraszyć! - krzyknęła Qwest - Będziemy walczyć o Pięcioramienną Gwiazdę! Prawda chłopaki?!
- Obawiam się, że to zły pomysł… - rzekł Kubax - Walka tylko ich zdenerwuje!
- Racja! Lepiej zostawić wszystko w spokoju… - zgodził się Timmy
- Och! Przestańcie się obaj mazgaić jak dzieci! - zdenerwowała się Qwest - Jeśli aż tak bardzo się boicie, to ja będę walczyć. Leafeon ruszaj!
Z Balla wyskoczyła jasnobrązowa lisica. Uszy i ogon miała w kształcie liści, a z ciała wyrastały jej młode pędy. Stworek zmierzył Electrivire’a złowrogim spojrzeniem. Brass prychnął pod nosem.
- Głupie smarkacze… - powiedział z przekąsem - Sami wydajecie sobie wyrok… Wasze życzenie jest dla mnie rozkazem! Electrivire Kula Pioruna!
- Leafeon kontra i Ostry Liść! - krzyknęła Qwest
Niestety lisica nie zdołała uskoczyć przed atakiem. Wielka piorunująca kula uderzyła w stworka. W oczach liściastego poka widać było ból i cierpienie.
- Leafy postaraj się wytrzymać! - krzyknęła Qwest - Użyj Syntezy, aby odzyskać część energii!
Nagle pokemon trenerki zaczął się jarzyć jasnym blaskiem. Chwilę później wielka fala zielonego światła zmiotła elektrycznego poka z powierzchni. Leafeon była zdrowa. Brass i inni byli mocno zaskoczeni.
- Co… Co się stało? - zdziwiła się Qwest - Znowu to światło… Na Konkursie było tak samo… Co się dzieje z moją Leafy?
- Ten atak nazywany jest przez ludzi Falą Syntezy - powiedział Timmy - Od zwykłego uleczenia różni się tym, że podczas uzdrawiania obezwładnia też przeciwnika. Czytałem, że tylko bardzo silne trawiaste poki mogą poznać ten atak!
- A więc Leafy ma mistyczne zdolności! - ucieszyła się Qwest - Brzmi świetnie!
- Dosyć tego!!! - wkurzył się Brass - Rozwalę każdego poka na mojej drodze i żadna „magiczna siła” nie zdoła mnie powstrzymać! Electrivire użyj Świetlistej Pięści!
Elektryczny stwór był jednak zbyt osłabiony, aby móc wykonać tak potężny atak. To była decydująca szansa dla Qwest i Leafeon.
- Dobrze! Zakończ tę walkę silnym strumieniem Ostrych Liści! - zawołała trenerka z nutą triumfu w głosie - Idź, pokaż im!
Lisica wystrzeliła dość silną kanonadę. Nagle jakiś ciemnoniebieski promień odbił atak. Chwilę później jakiś poki uderzył Leafeon swoimi pazurami. Trawiasty stworek przewrócił się na podłogę. Umbreon natychmiast doskoczył do przyjaciółki. Atakującą okazała się Glameow. Obok niej stała Mia.
- Dobra robota! - pochwaliła kotkę, po czym zwróciła się do Brassa - Wystarczy tego dobrego! Nie możemy marnować cennej energii na jakieś głupie walki…
- Mówisz?! Wcale nie jestem głupim bachorem, którego możesz łatwo pokonać! - zdenerwowała się Qwest - Ja… Przez cały czas myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami. A ty cały czas trzymałaś sztamę z nimi! Nienawidzę cię za to!
- Uspokój się Qwesti… - zaczął Kubax - Wytłumacz mi, o co chodzi, bo nie rozumiem…
- Posłuchaj… Mia nie jest taka miła, na jaką wygląda. To członkini Thundersów - wyjaśniła Qwest - I tym razem musimy znów ocalić kawałek świata. Zespole Thunder! Wyzywam was na pojedynek!
Słysząc to Leafeon podniosła się z podłogi i stanęła naprzeciwko swoich przeciwników. Ku zdziwieniu wszystkich Umbreon dołączył do nich.
- Masz rację! - krzyknął nagle Kubax - Ta misja nie jest dla słabeuszy! Pokonamy ich razem!
- Pożałujecie tego szczeniaki! - warknął Brass - Electrivire! Kula Pioruna!
- Glameow użyj Odbicia! - rozkazała Mia, po czym dodała do siebie - To dla twojego dobra Qwest…
- Leafeon Ostry… Hej, co jest?! - krzyknęła dziewczyna, widząc że Kubax przecząco kręci głową.
- Ty już swoje zrobiłaś - uśmiechnął się chłopak - Teraz nasza kolej! Umbreon przygotuj się do Oszałamiającego Światła!
Lis strzelił jasnożółtym promieniem. Kotka z gracją uniknęła ataku. Electrivire jednak okazał się zbyt wolny i oberwał. Glameow skorzystała z okazji i uderzyła Umbreona swoim ogonem. Nagle do walki włączyła się Leafeon, która chwyciła przeciwniczkę Pnączami i wyrzuciła w dal.
- Świetnie! Teraz Ostry Liść Leafy! - krzyknęła Qwest - Pokonamy ich!
- Umbreon! Atak Słabości! - krzyknął Kubax
Czarny lis nie mógł jednak wykonać ruchu. Był zbyt mocno zaskoczony atakiem Glameow. Trawiasty ruch zamiast w kotkę, ponownie uderzył w Electrivire’a. Ten pod wpływem Taku był już bliski omdlenia. Nagle trenerzy zauważyli, że Umbreon trzyma w pysku jakiś przedmiot. Nagle Mia uśmiechnęła się pod nosem, wyglądała jakby coś odkryła.
- Że też wcześniej o tym nie pomyślałam… - powiedziała cicho - Glameow użyj ataku Złodzieja na Umbreonie!
- Nie!!! - wrzasnął Timmy, ciągnąc brata za rękę - Każ mu zrobić unik! Proszę!
Za późno. Kotka po raz kolejny uderzyła lisa pazurami. Stworek rad nie rad musiał puścić trzymany przedmiot. Brass złapał go w powietrzu i… zamarł. Pięcioramienna Gwiazda znalazła się w rękach Zespołu Thunder. Mężczyzna patrzył się w amulet zaskoczonym wzrokiem.
- Niezła sztuczka, ale niestety nie zdała egzaminu - powiedziała Mia - Trzeba było być bardziej przebiegłym…
- O rany, nie wiedziałem, że potrafisz być taka perfidna, Mia - powiedział Brass z mściwym uśmiechem - Nieważne… Zdobyliśmy ten amulet, a teraz wykończmy dzieciaki!
- Nikogo nie rozwalamy! - powiedziała stanowczo Mia - Nie tym razem… Podnieciłeś się już?! To chodźmy. Nie mam zamiaru siedzieć w tym mieście wiecznie!
To powiedziawszy wyrzuciła w powietrze żółty Ball. Z kuli wyszedł Flaffy. Owca zaczęła jarzyć się jasnym blaskiem. Trenerzy nie widzieli nic, poza rażącym w oczy światłem. Nagle nastąpił wielki wybuch. Kiedy sytuacja wróciła do normy Thundersów już nie było.
- Zabrali ją… - powiedział Kubax z żalem - Nie potrafiłem obronić Pięcioramiennej Gwiazdy… A obiecałem tacie, że będę jej pilnować! Zawiodłem…
- Nie mów tak, to nie twoja wina - pocieszyła go Qwest - Myślę, że nasze poki starały się jak mogły!
Nagle bohaterowie usłyszeli jakiś trzask. To dach budynku zaczął spadać im na głowy. Trenerka chwyciła Pachirisu i Jirachiego i mocno ich przytuliła. Kubax i Timmy zamknęli oczy. Nagle trenerzy poczuli dziwną falę gorąca, rozchodzącą się po ciele. Otworzyli oczy. Silny podmuch ognistego wiatru spalił walący się dach. Nagle doskoczył do nich duży pokemon podobny do czerwonego ptaka. Jego brzuch pokrywały żółte pióra, na głowie miał coś w rodzaju złotych rogów. Przez chwilę nie rozumieli, o co chodzi. Nagle usłyszeli jakieś głosy.
- Dom jest zniszczony, ale dzieciakom chyba nic się nie stało! - odezwał się jakiś mężczyzna - Fourwing zdążył w ostatniej chwili!
- Dobra Steven, już do ciebie idę! - krzyknęła jakaś kobieta - Zespół Thunder tym razem przesadził. Od tej pory stali się takim zagrożeniem, jak Darknessi!
Z rozwalonego domu wyszło dwoje ludzi w policyjnych mundurach. Wyprowadzili oni trenerów bezpiecznie na zewnątrz i zaczęli zasypywać ich gradem pytań. Nagle trenerzy usłyszeli szybkie kroki. Odwrócili się. W ich kierunku biegła zaniepokojona Cornelia.
- Nic wam nie jest? - wydyszała profesorka - Jak dobrze! Oficer Jenny bardzo dziękuję tobie i twojemu patrolowi za pomoc!
- Nie ma sprawy! - odparła policjantka - Dzwoń zawsze, kiedy będziesz miała jakieś kłopoty z Zespołami. Zespołami teraz wybaczcie, musimy już lecieć. Uważajcie na siebie!
Policjanci się oddalili. Słońce powoli zachodziło za wzgórzami. Trenerzy i Cornelia udali się do laboratorium.
- Jest już zbyt późno, aby wyruszyć w podróż - powiedziała profesorka - Dzisiejszą noc spędzicie tutaj. Na górze znajduje się duża kanapa. Mam nadzieję, że się pomieścicie.
Trenerzy udali się po schodach na górę i weszli do drugiego pokoju. Stało tam coś w rodzaju kwadratowego łóżka. Jego części przylegały do ścian pomieszczenia. Qwest i Kubax położyli się na jednej stronie, a Timmy i ich poki na drugiej. Przez kilkanaście minut było zupełnie cicho. W oddali słychać było wycie Mightyen. Silny szum wiatru sprawiał, że w nocy robiło się strasznie. Timmy i stworki już dawno spali.
- Kubax? Śpisz? - szepnęła Qwest przed siebie - Ja jakoś nie mogę zasnąć…
- Tak, ja też - szepnął chłopak - O co chodzi?
- Odnoszę wrażenie, że nienawidzisz Thundersów bardziej niż ktokolwiek inny - szepnęła dziewczyna - Wyjaśnij mi dlaczego.
Słysząc to chłopak zacisnął pięści ze złości, a w jego oczach pojawiły się łzy. Potem spojrzał na Timmy’ego smutnym wzrokiem.
- On jeszcze o niczym nie wie… - rzekł - Widzisz… Przez tych zbirów straciłem dwie bliskie osoby… Ale już jestem gotowy: następnym razem pokażę im!
- Wybacz… Przykro mi… - powiedziała Qwest - Wiem jak to jest: ja też straciłam kilku członków rodziny…
- Serio? - zapytał chłopak - Co się z nimi stało?
- Moi rodzice byli podróżnikami. Ciekawość zawsze była ich wadą - powiedziała smutno Qwest - Pewnego dnia wyjechali w góry i nie wrócili. Ratownicy szukali trzy dni i nic nie znaleźli… Potem mój starszy brat Darky zniknął… Ale nie mówmy już o tym, O.K.?
Kubax zrozumiał, że nie warto naciskać i odwrócił się w swoją stronę. Dręczona różnymi dziwnymi pytaniami Qwest wtuliła się w poduszkę i natychmiast zasnęła.
Ranek, godzina 9.30, okolice zachodniej części Mistycznych Ruin
Na zniszczonym przez Lucario i Rattatę terenie nie widać znaku życia. Owszem, miejsce to zawsze było ponure i tajemnicze, lecz tym razem jest zupełnie puste. Jedynymi żywymi istotami są młody chłopak i jego pokemony: Houndoom, Gallade i Staraptor. Wyglądali, jakby czegoś szukali.
- To na nic… - powiedział zrezygnowany Darky, siadając pod skałą - Nigdy go nie znajdziemy… Gdybym chociaż wiedział, gdzie się udał. Jirachi, mój przyjaciel…
Nagle chłopak usłyszał jakiś hałas. Chwilę później zza sterty kamieni wyskoczył Venusaur. Pokemon uderzył tylnymi nogami w ziemię. Z gleby wyleciały grube korzenie, które uderzyły w Darky’ego. Chwilę później jego stworki zostały oplątane lianami. Chłopak z łoskotem uderzył w powierzchnię.
- Co się dzieje? - krzyknął - Kim jesteś?!
- Tym razem nie wymigasz się od nauczki - odezwał się czyjś głos - Za chwilę będziesz po naszej stronie i nie obchodzi mnie czy tego chcesz, czy nie!
Na terenie pojawił się 22-letni chłopak. Darky od razu go rozpoznał: ta sama szczupła sylwetka, te same krótkie, jasne włosy i chytry uśmiech.
- To znowu ty? - wydyszał - Czego chcesz tym razem?!
- Szukam zemsty - odparł krótko Caleb - I mam pakt: jeśli powiesz mi, gdzie jest Jirachi to może zapomnę o tym niefortunnym zderzeniu na Polanie Taku…
- Nie wchodzę z wami w żadne układy - powiedział Darky - Mylicie się, jeśli myślicie że z was naprawdę dobrzy źli. Jesteście bandą barbarzyńców!
- Takie teksty zachowaj sobie dla Thundersów, szczeniaku! - warknął Caleb - Och, O.K.! Jeśli nie po dobroci, to trzeba zrobić to siłą! Venusaur użyj Słonecznego Promienia!
Trawiasty stwór dość szybko strzelił ze swojego kwiatu wiązkę żółtego promieniowania. Darky nie miał jak się bronić. Nagle zza pleców chłopaka wystrzelił silny podmuch ognia w kształcie gwiazdy. Atak przełamał Solarny Promień mocno zranił Venusaura. Zarówno Caleb, jak i Darky byli zdziwieni. Chwilę później do chłopaka doskoczył mały stworek podobny do czerwonego lisa. Żółte futro na brzuchu i ogonie było bardziej puchate niż reszta.
- Flareon?! - krzyknął Darky - A co ty tu robisz?! Miałeś zostać w Centrum Pokemon w Floggie!
- A więc to twój pokemon? - zdenerwował się Caleb - Daję ci słowo, że zginie tak, jak ty! Venusaur atakuj Pnączami!
Trawiasty stwór wysunął liany, które uderzyły w lisa. Flareon wstał i spojrzał na Darky’ego, wyczekując od chłopaka jakiegoś polecenia. Tymczasem przeciwnik przygotowywał się do kolejnego ciosu Pnączami.
- Flareon wyskocz w górę i użyj Łańcuchu Ognia! - krzyknął Darky - Atakuj w sam środek kwiatu!
Lis uniknął Dzikich Pnączy i bezbłędnie wykonał polecenie. Silny strumień ognia sprawił, że kwiat na grzbiecie Venusaura zaczął płonąć. Nagle korzenie skruszyły się. Pokemony Darky’ego były wolne. Tymczasem lis zaczął kumulować energię do zadania ostatecznego ciosu.
- A teraz wyślemy go tam, gdzie raki zimują! - uśmiechnął się Darky - Flareon użyj Niszczącego Ognia!
Ciało lisa wypełniła się ogniem, a oczy zaczęły jarzyć się czerwonym blaskiem. Chwilę później z futra stworka wyleciały duże języki ognia, które uderzyły w trawiastego stwora. Po tym ciosie Venusaur bezradnie upadł na ziemię. Caleb wyglądał na zaskoczonego. Flareon popatrzył na przeciwnika z triumfem.
- Wystarczy! - zdecydował Caleb, chowając swojego poka do Balla - Jestem pod wrażeniem, ale tym razem nie pójdzie ci tak łatwo! Wybieram…
W tym momencie zadzwonił telefon. Admirał Zespołu Darkness szybko odebrał wiadomość. Rozmowa trwała dosyć krótko. Na twarzy chłopaka pojawił się perfidny uśmiech, który nie podobał się Darky’emu. W pewnej chwili Caleb schował Balla do kieszeni.
- Hej! Co jest? - zdziwił się chłopak - Czy to już koniec? Walczmy do końca!
- Przykro mi, ale ja w przeciwieństwie do ciebie nie mam zbyt dużo czasu - odparł Caleb - Jeszcze się kiedyś spotkamy. Ciesz się swoimi pokemonami, póki jeszcze możesz…
To powiedziawszy pstryknął palcami i rozpłynął się w powietrzu. Co prawda Darky wiedział, że Zespół Darkness posiada moce niektórych legend, ale nadal nie mógł się do tego przyzwyczaić. Nagle Flareon położył się na ziemi. Chłopak pochylił się nad pokiem.
- No cóż… Miałeś zostać z Centrum, tak jak ci kazałem… - rzekł - Nie wykonałeś polecenia, choć jesteś moim pokemonem.
Lis odwrócił się i zmierzył trenera smutnym wzrokiem. Na twarzy Darky’ego pojawił się uśmiech.
- Mimo to doszedłem do bardzo ważnego wniosku - to powiedziawszy wziął Flareona na ręce i przytulił do siebie - Cieszę się, że stanąłeś w mojej obronie. Dziękuję za to, że jesteś! Wierzę, że dzięki tonie wszystko się zmieni!
Lis wyrwał się z ramion chłopaka i zaczął się drażnić z innymi pokemonami. Najwyraźniej rozpoznał swoich „starych” przyjaciół. Darky uśmiechnął się do siebie i dołączył do „zabawy”.
W tym samym czasie, miasto Northour
- Dziękujemy za wszystko profesor Cornelio! - powiedziała Qwest - Bez pani telefonu nie przeżylibyśmy w tym domu!
- Zawsze uważałem, że zabić się we własnym mieszkaniu to szczyt poniżenia - powiedział Kubax z rozbawieniem - Ja wyruszam w podróż z Qwest! Timmy pamiętaj, aby słuchać profesor i nie robić żadnych głupot!
- Dobra, postaram się nie włazić więcej na drzewa - burknął chłopiec pod nosem - W końcu jestem już duży!
- Myślę, że w laboratorium nie będzie mu się nudzić - uśmiechnęła się Cornelia - Zawsze potrzebowałam jakiegoś pomocnika!
Trenerzy pożegnali się z profesorką i ruszyli w dalszą drogę. Szli piętnaście minut, gdy nagle zauważyli, że kto za nimi idzie. Odwrócili się. Umbreon podbiegł do Kubaxa i zaczął ciągnąć go za nogawkę spodni.
- A co ty tu robisz?! - zdziwił się chłopak - Myślałem, że zostajesz w laboratorium z Timmy’m i Cornelią! I nie rób takich maślanych oczu. Przerażasz mnie!
- Kubax! On ci mówi, że chce z tobą podróżować! - wyjaśniła Qwest. Lis z zadowoleniem kiwnął głową.
Chłopak przez chwilę stał nieruchomo. Na jego twarzy zaczynał pojawiać się uśmiech. Nagle wyciągnął z plecaka Pokeball i rzucił nim w kierunku stworka. Rozbłysło oślepiające, czerwone światło. Po chwili zamiast lisa na drodze leżała biało-czerwona kula. Kubax podniósł ją z ziemi.
- Udało się! - krzyknął - Mam Umbreona! Teraz nikt mi nie podskoczy!
- Nowy członek naszej drużyny zaklepany! - uśmiechnęła się Qwest - Teraz trzeba go zapoznać z innymi pokami!
- Ja tam zawsze wiedziałam, że go złapie - powiedział Jirachi z uśmiechem chytrusa - W końcu Kubax to gwiazda!
Słysząc to chłopak schował Balla do plecaka i ruszył w pogoń za uciekającym Jirachim. Qwest roześmiała się głośno i pobiegła za nimi. W końcu gwiezdny stworek zatrzymał się przed wejściem do jakieś jaskini.
- Mam cię! - krzyknął Kubax, chwytając poka - Teraz nie uciekniesz!
- Hej chłopaki, przestańcie się pieścić i przeczytajcie tabliczkę - ucieszyła się dziewczyna - Dotarliśmy do Jaskini Grzmotu! Nareszcie…
Nagle z groty wyleciał jakiś ptak. Trenerzy zdziwili się - w ciemnych jaskiniach zwykle nie spotyka się takich poków. Jednak ten wyglądał bardzo znajomo - to był Stratus. Chwilę później z jaskini wybiegł drugi znajomy - Tishey.
- Qwest… Kubax… Dobrze, że jesteście… - chłopak ledwo łapał oddech - Chodźcie za mną! Musicie to zobaczyć!
Trenerzy popatrzyli ze zdziwieniem najpierw na Tishey’a a potem na siebie, po czym odwrócili się w stronę wejścia.
Co odkrył Tishey? Kim jest lider Sali w Iron Wind? Kto dołączy do trenerów? Odpowiedzi szukajcie w kolejnym rozdziale.
|
|