Jedyna strona o "Misji:Arceus"
  Rozdział 25
 
Rozdział 25: Ślad Shaymina. W imię Zespołu Thunder! - część 2

Kiedy wszystko się uspokoiło na polanie widać było tylko głęboką rozpadlinę, sięgającą do nikąd. Tymczasem Zap i Flash spokojnie wyszli zza drzew. Oboje założyli specjalne gogle, chroniące oczy przed piaskiem. Złoczyńcy jak gdyby nigdy nic spacerowali po zniszczonym terenie. Nagle zatrzymali się przed ciałami jakiś istot. Bez wątpienia byli nimi Kubax i Lucario.
- Uwielbiam tę sztuczkę! - westchnął Zap, zdejmując gogle - Dewastacja to moje drugie imię! Właśnie odkryłem sens swojego istnienia!
- No i z czego się cieszysz? - warknęła Flash - Nie widzisz, że bachory nam uciekły? Założę się, o co chcesz, że gdyby nie było z nimi Hekuriego, to w tej chwili wszyscy byliby martwi!
- Czym ty się tak przejmujesz? Wrócą... W końcu ciągle mamy tę dwójkę! - odparł chłopak, wskazując na ciała.
- Co z nimi zrobimy? - zapytała dziewczyna - Jakieś sugestie? Poza tym jaką masz pewność, że reszta ponownie się tu pojawi?
- To proste, jak konstrukcja cepa! Zabierzemy ich do siebie i damy znać. Dzieciaki na pewno prędzej, czy później przyjdą uratować swoich przyjaciół... - odparł Zap, uśmiechając się złośliwie - Wtedy zgarniemy ich wszystkich i przyprowadzimy do liderki... Ona będzie wiedziała, co robić dalej!
To powiedziawszy głośno się roześmiał. Flash spojrzała na niego zdumionym wzrokiem. Dziewczyna bowiem zastanawiała się, czy w tak wspaniałym planie rzeczywiście wszystko może się udać. Nagle z pobliskich krzaków wydobył się jakiś hałas. Członkini Zespołu odwróciła się zaskoczona i zobaczyła kilka Manectriców, taszczących coś w rodzaju noszy. Zap uśmiechnął się pod nosem i położył na nich nieprzytomne ciała. Flash przyglądała się wszystkiemu z niepokojem.
- Widzę, że nad czymś się zastanawiasz - powiedział chłopak - Coś cię nie przekonuje?
- Nie, nic! – odparła szybko dziewczyna – Tylko… Czy to nie brzmi zbyt prosto? W tak wspaniałym planie wystarczy, że jedna z rzeczy się nie uda i od razu wszystko zwalone… A jeśli ktoś zdoła nam przeszkodzić?
- Pfff… A niby kogo masz na myśli? – parsknął Zap – Dzieciaki się nas po prostu boją! Wiedzą, że jeśli podpadną Zespołowi to spotka ich surowa kara. Shaymin nie jest już w stanie nic zrobić, zaniedbał las i tyle! Poza tym nie sądzę, żeby trójka dzieci i dwie legendy zdołały wykiwać najlepszych ludzi z drużyny. Tutaj nic nie może się popsuć! Zastanów się nad tym, a zobaczysz, że szybko zmienisz zdanie…
- Tak właśnie zrobię… Spróbuję pokazać ci, jak bardzo się mylisz… - pomyślała Flash, lecz nie odezwała się ani słowem.
Tymczasem jej kolega wyjął z kieszeni spodni pilota i zaczął bawić się przyciskami. Nagle rozległ się silny podmuch wiatru. Chwilę później nad przepaścią „zawisł” nowoczesny śmigłowiec. Nie był on zbyt duży, w sam raz, aby pomieścić dwie osoby i bagaż.
- Skąd go masz? – zapytała dziewczyna – Padło ci na mózg?! Przecież liderka zabroniła nam zabierać ze sobą jakichkolwiek środków transportu!
- Naprawdę tak powiedziała? – uśmiechnął się chłopak – A pamiętasz motto naszego Zespołu?
- No jasne! „Wszystkie kodeksy i prawa narzucane przez innych są dla mięczaków. My jesteśmy twardzielami i wyznajemy swoje zasady” – powiedziała Flash wyniosłym tonem – Tylko co to ma do rzeczy?
- To, że kiedy dołączaliśmy do Zespołu Thunder, liderka spodziewała się po nas wolnych ludzi! – odparł Zap – Właśnie tacy jesteśmy! Nikt nie ma prawa nam rozkazywać!
Koleżanka spojrzała na niego zdumionym wzrokiem, po czym lekko się uśmiechnęła. Chłopak skinął głową i zaczął wprowadzać Manectrici do śmigłowca. W pewnej chwili Flash podeszła do wspólnika i delikatnie trąciła go w ramię. Ten odwrócił się i zmierzył ją pytającym spojrzeniem.
- To jak? – zapytała, wyciągając zaciśniętą pięść przed siebie – Jesteśmy drużyną?
- Oczywiście! – odparł Zap i skleił z nią żółwika – Zawsze nią byliśmy i niech tak pozostanie!
Oboje weszli po podeście do śmigłowca, po czym wzbili się w niebo. Gdy tylko Thundersi znaleźli się wystarczająco daleko, zza drzew wybiegły cztery pokemony: Pachirisu, Chikorita, Shaymin i Jirachi. Tuż za nimi pojawiła się Angel. Wyglądała na bardzo przejętą i zdenerwowaną.
- O nie! Zabrali ich! – jęknęła dziewczyna – No to wpadliśmy w naprawdę poważne kłopoty…
- A więc Zap i Flash dołączyli do Thundera tylko dlatego, że chcieli być wolnymi ludźmi? – zapytał zdumiony Jirachi – Jakoś nie chce mi się wierzyć w tę denną bajeczkę… Kłamią!
- Uważam, że trzeba wierzyć każdemu – odparł Shaymin – Być może nie wszyscy źli ludzie są tacy podli, na jakich wyglądają…
- Chyba nie mówisz o Zespole Thunder? – pokemon życzeń spojrzał na jeża, jak na wariata – Przecież to mordercy! Jedyne, na co zasługują to marny koniec!
- Dobra, my tu gadu-gadu o Thundersach, a czas szybo płynie… - Angel postanowiła przerwać pogawędkę legend – Musimy jeszcze, jak najszybciej znaleźć Qwest i opowiedzieć jej o wszystkim. Nie ma mowy, żebyśmy zaczęli akcję bez niej!
Słysząc wzmiankę o swojej trenerce Pachirisu podbiegł do przepaści i zatrzymał się przy jej krawędzi. W oczach wiewiórki pojawiły się łzy. Chikorita przybiegła do przyjaciela i zaczęła go pocieszać. Elektryczny pokemon był jednak tak załamany, że  nawet nie zwrócił na nią uwagi. W pewnej chwili Angel podeszła do gryzonia i pogłaskała go po głowie. Stworek spojrzał na dziewczynę zdziwionym wzrokiem.
- Nie martw się! – powiedziała trenerka z uśmiechem – Pierwsze, co zrobimy to zejdziemy tam w dół i poszukamy Qwest! Od tej chwili tylko ona jest dla nas najważniejsza.
- Łatwiej powiedzieć, niż zrobić… - mruknął Shaymin, nachylając się nad rozpadliną – Tu jest naprawdę głęboko. A jak spadniemy?
- No problemo! – odparła Angel – Przygotowaliśmy się na taką ewentualność. Prawda, Chiko?
Trawiasty stworek skinął głową i oplątał Pnączami najbliżej rosnące drzewo. Jirachi od razu zrozumiał, o co chodzi, gdyż chwycił pokemona i poleciał w dół przepaści. Angel zaś podniosła Pachirisu i Shaymina i posadziła ich sobie na głowie, po czym zaczęła schodzić po lianach w głąb szczeliny.
- I jak?! – krzyknęła – Wszystko w porządku, tam w dole?!
- No jasne! – odpowiedział jej głos Jirachiego – Stok jest bardzo stromy, ale z odpowiednim zabezpieczeniem można spokojnie po nim zejść! Uważaj na siebie i pamiętaj, żeby nie zrzucić poków!
- O to się nie martw! – uśmiechnęła się dziewczyna, po czym zwróciła się do smutnej wiewiórki – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Znajdziemy twoją trenerkę i razem pokażemy Thundersom, gdzie ich miejsce.
Elektryczny gryzoń trochę się uspokoił, a na jego pyszczku pojawił się blady uśmiech. Również Shaymin wyglądał na pocieszonego. Cała trójka powoli schodziła w głąb skorupy ziemskiej, cierpliwie podążając śladami Chikority i Jirachiego.

W tym samym czasie, kilkanaście metrów pod nimi Hekuri otworzył oczy i usiadł na stwardniałej glebie. Gdziekolwiek nie spojrzał, wszędzie otaczały go skały. Było strasznie ponuro i zimno, a woda kapiąca z wystających z sufitu stalaktytów z hałasem uderzała w podłoże, przysparzając ludziom dreszcze. Między stalagmitami widać było ciemny korytarz, prawdopodobnie wyjście z podziemi.
- Muszę się stąd wydostać… - pomyślał chłopak – Uratowałem dzieciaki, lecz sam przy tym wpadłem w kłopoty. Po prostu świetnie!
W pewnej chwili coś oświetliło pomieszczenie. Łowca odwrócił się i spojrzał w górę. W suficie była wielka dziura, przez którą prześwitywały promienie słoneczne. Hekuri zrozumiał, że właśnie przez ten otwór znalazł się pod ziemią. Nagle zauważył coś dziwnego: światło padało na kamienną ścianę, pod którą leżała jakaś drobna istota. Chłopak podszedł do niej i zamarł. Tą postacią była Qwest. Dziewczyna leżała bezwładnie na podłożu. Wyglądała, jakby spała, jednak łowca czuł, że stało się coś znacznie poważniejszego.
- Hej, Qwest! – krzyknął i potrząsnął jej ciałem – Obudź się! No, nie żartuj sobie! Przecież nic ci nie jest!
Trenerka jednak nawet się nie poruszyła. Chłopak coraz bardziej zaczynał się niecierpliwić. Nagle dostrzegł coś dziwnego: część włosów dziewczyny była pozlepiana gęstą mazią. Zdziwiony swoim odkryciem delikatnie obrócił ją na plecy. W tym momencie serce stanęło mu w gardle. Qwest miała dość dużą ranę na czole, z której płynęła krew. Wyglądało to tak groźnie, że Hekuri nie wiedział, co robić. Kątem oka zobaczył skałę, o którą trenerka uderzyła głową. Była poplamiona czerwoną cieczą. W pewnej chwili łowca zerwał z ramienia szarfę i zaczął robić na głowie dziewczyny coś w rodzaju opaski uciskowej. Było to tak dziwne, że aż nierealne. Chłopak nienawidził Qwest, głównie za wypuszczenie jego cennych zdobyczy. Mimo wszystko jednak postanowił ratować jej życie, chociażby dlatego, iż zrozumiał, że jest jedyną osobą, która pomogłaby mu powstrzymać Zespół Thunder. Kiedy tylko opatrunek został zrobiony, łowca wyjął z torby jakiś gruby koc i owinął w niego nieprzytomną dziewczynę. Następnie wziął ją na ręce i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia. W pewnej chwili poczuł się lżejszy. Trenerka wyglądała tak, jakby brakowało jej tchu.
- Muszę coś zrobić! – pomyślał – Powietrze jest tutaj za gęste! Udusi się, jeśli nie znajdę jakiegoś miejsca, które byłoby trochę bliżej drzew!
W tym momencie nie było czasu się nad niczym zastanawiać. Życie Qwest wisiało na włosku. Hekuri uświadomił to sobie i szybko pobiegł w kierunku ciemnego korytarza.

Kilkanaście minut później, stok stromego zbocza.
Angel, wraz z resztą pokemonów coraz bardziej schodziła w dół. Im niżej byli, tym powietrze stawało się coraz bardziej zimne i gęste. Dziewczyna już dawno straciła z oczu Chikoritę i Jirachiego, jednak wiedziała, że gdyby stało się coś poważnego stworki na pewno zaczęłyby krzyczeć. Miejsce to było wyjątkowo ciche i ponure. Shaymina obleciał dreszcz, najprawdopodobniej nie lubił przebywać w tych stronach. Pachirisu starał się go pocieszyć, lecz sam ledwo tłumił w sobie strach. Nagle Angel zauważyła, że liany wypuszczone przez jej pokemona są dziwnie rozluźnione. Dziewczyna więc przyśpieszyła kroku, jednocześnie uważając, aby nie poślizgnąć się na skałach. W pewnej chwili trenerka zauważyła Chikoritę i Jirachiego, siedzących na dużym odłamku skalnym. Trochę rozdrażniona przesunęła się wzdłuż ściany stoku i wskoczyła na platformę. Shaymin i Pachirisu wydawały się być zadowolone, gdyż od razu zeskoczyły z głowy Angel na stały ląd.
- Nie rozumiem, jak w tak poważnym momencie możecie sobie bezczelnie odpoczywać! – powiedziała z wyrzutem do obu poków – Przecież wiecie, że musimy się śpieszyć!
- Wybacz, ale masz za duże wymagania! – rzekł Jirachi obrażonym tonem – Legendarne pokemony też mają prawo się zmęczyć. Niestety Chiko nie należy do najlżejszych…
Trawiasty pokemon zdenerwował się trzepnął towarzysza liściem w głowę. Dziewczyna również chciała pójść w ślady swojego pupilka, lecz po chwili przyznała legendzie rację. Dla tak małego pokemona, jak Jirachi lewitowanie z obciążeniem jest bardzo męczące. Tymczasem Pachirisu podszedł do krawędzi przepaści i spojrzał w dół. Shaymin podbiegł do niego. Oba stworki patrzyły na siebie w milczeniu.
- Martwisz się o Qwest, prawda? – zapytał jeż. Wiewiórka z trudem skinęła głową.
- No jasne, że jest załamany! – powiedział Jirachi wyniosłym tonem – Przecież to jego trenerka! Kto, jak kto, ale ty powinieneś zdawać sobie z tego sprawę!
- A tobie o co znów chodzi? – zdenerwował się Shaymin – Od kiedy tu jesteśmy ciągle boczysz się i wszystkich krytykujesz! Zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem jeden z Zespołów nie majstrował przy twoim mózgu…
- Masz rację. Wybaczcie mi! – wyznał pokemon życzeń ze skruchą – Jestem trochę zdenerwowany. Może dlatego, że Qwest zawsze była dla wszystkich taka miła…
- Przestańcie mówić o niej tak, jakby już dawno umarła! – krzyknęła Angel – Nie rozumiem, skąd u was takie ponure myśli. Lepiej mnie posłuchajcie, bo drugi raz nie powtórzę: znajdziemy ją całą i zdrową. A jeśli nawet coś złego się stanie, to biada Thundersom i temu, kto zrobił krzywdę naszej przyjaciółce!  
Chikorita, widząc zapał dziewczyny z uśmiechem skinęła głową. Jirachi natychmiast poderwał się z ziemi i podniósł trawiastego stworka do góry. Shaymin zaś wskoczył na głowę trenerki.
- No dobrze! Możemy ruszać dalej!  – odparła dziarsko Angel, po czym zwróciła się do Pachirisu – A ty co? Idziesz z nami, czy mam powiedzieć Qwest, że jej pierwszy pokemon zachowuje się jak EMO?
Na te słowa wiewiórka oburzyła się i pobiegła w stronę dziewczyny. Nagle gryzoń poślizgnął się i zaczął spadać z dół. Przerażony stworek uderzył w skały Piorunem. Na szczęście Chikorita zachowała zimną krew i złapała przyjaciela Pnączami. Angel odetchnęła z ulgą. Nie był to jednak koniec kłopotów. Pod wpływem wyładowania Pachirisu skały zaczęły pękać. Nagle platforma, na której stali bohaterowie się rozkruszyła. Wszystkich ogarnęła panika – spadali w głąb ziemi. W pewnej chwili Angel dostrzegła jakiś konar, prawdopodobnie jednego z podziemnych krzewów. Dziewczyna chwyciła gałąź. Shaymin z łoskotem wylądował jej na głowie. Chwilę później rozbłysło silne światło. Obok trenerki pojawił się Jirachi. Stworek użył siły psychicznej, dzięki czemu Chikorita i Pachirisu lewitowały w powietrzu. Nagle konar, który trzymała Angel złamał się na pół. Dziewczyna z krzykiem spadała w dół. Spodziewając się najgorszego przytuliła mocno Shaymina i zamknęła oczy. Tymczasem legenda wyrwała się z jej ramion i wskoczyła na jedną z ocalałych skał. Nagle jeż zaczął się zmieniać. Łapki stały się długi i smukłe, a sylwetka powoli przypominała ciało sarny. Z głowy wyrosła mu też para skrzydeł. Istota natychmiast zleciała w dół i chwyciła przyjaciółkę za sukienkę. Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym oczom. Teraz Shaymin nie był jeżem, ale miniaturowym pieskiem. W pewnym momencie oboje usłyszeli jakiś świst i odwrócili się zaskoczeni. Chwilę później podleciał do nich zaniepokojony Jirachi, a wraz z nim inne pokemony. Na widok zmienionego Shaymina zaniemówili.
- O co chodzi? – spytał bóg łąk – Nigdy nie słyszeliście o mojej latającej formie? Używam jej tylko w wyjątkowych sytuacjach, więc za bardzo wam się nie dziwię…
- Cokolwiek to jest, właśnie uratowałeś mi życie. Dziękuję ci! – powiedziała Angel z uśmiechem.
- Nie ma sprawy! – odparł Shaymin – Po prostu odwdzięczam się za przysługę!
- Dobra, skończmy z tymi czułościami – rzekł Jirachi zniecierpliwionym tonem – Teraz, kiedy mamy drugiego pokemona, który lata łatwiej będzie nam znaleźć Qwest! Prawda?
Cała piątka skinęła głowami, po czym udała się głębiej pod ziemię. Tym razem jednak wszyscy byli zgodnej myśli: wierzyli, że na dole znajdą swoją przyjaciółkę całą i zdrową. Po kilkunastu minutach wylądowali na twardym podłożu i rozejrzeli się dookoła. Shaymin najwyraźniej zmęczył się lotem, gdyż usiadł na głowie Angel. Również Jirachi wyglądał na wyczerpanego. Chikorita i Pachirisu sprawiały wrażenie zaniepokojonych – nigdzie nie było widać żywej duszy.
- No, gdzie ta Qwest poszła? – jęknął pokemon życzeń – Czy to jakiś dowcip?
- Najwyraźniej ktoś ma kiepskie poczucie humoru… - odparł bóg łąk i cicho ziewnął. Angel spojrzała na obie legendy z wyrzutem.
- Głuptasy! – powiedziała dziewczyna – Chyba nie myśleliście, że Qwest zostanie w takim ponurym miejscu… Daję głowę, że w tej chwili szuka nas w tych podziemiach…
Nagle poczuła lekkie pchnięcie w nogę. Odwróciła się i zobaczyła Chikoritę. Jej pokemon wskazywał liściem na Pachirisu. Wiewiórka stała pod jakąś skałą, wpatrując się w nią przerażonym wzrokiem. Pozostali podeszli do gryzonia. Jeden z kamieni poplamiony był dziwną, czerwoną mazią. Jirachi dotknął plamy i zesztywniał.
- To krew!  - pisnął, odsuwając się od skały. Shaymin natychmiast odskoczył w bok. Wyglądał, jakby zaraz miał zwymiotować. Natomiast Pachirisu i Chikorita wpatrywały się bezmyślnie w kamień, a na ich twarzach widać było coraz większą obawę.
- Odwagi! – krzyknęła Angel, jednak sama była w szoku – Nie myślmy pochopnie! Qwest tutaj nie było! Na pewno nic jej się nie stało!
Jej słowa nie przyniosły żadnego efektu. Wręcz przeciwnie: poki przestraszyły się jeszcze bardziej. Nagle bóg łąk zerwał się na równe nogi i poleciał w stronę ciemnego korytarza.
- Na co czekacie? – zapytał, widząc zdziwione miny przyjaciół – Może tu stało się coś złego, ale jeśli nic nie zrobimy będzie jeszcze gorzej!
Wszyscy przyznali mu rację i pobieli dalej. Mieli bowiem nadzieję, że ich przypuszczenia, odnośnie przyjaciółki okażą się mylne.

W tym samym czasie, nieco dalej od ekipy Angel…
Qwest w milczeniu spacerowała po nieznanym sobie terenie. Nie wiedziała, jak się tam dostała, lecz przeczucie kazało jej podążać przed siebie. Otoczenie  przypominało trochę jaskinię., w której zwykle tworzone są gorące źródła. Z rozpalonych do czerwoności skał wydobywała się para. Było tak gorąco, że dziewczyna odczuwała ciepło, pomimo letnich ubrań. Czas płynął nieubłaganie, a droga ciągnęła się w nieskończoność. Trenerka miała wrażenie, że w ogóle nie posuwa się naprzód, gdyż usiadła na jednym z kamieni. Nagle usłyszała jakieś odgłosy, jakby piski małego pokemona. Szybko zerwała się na równe nogi i pobiegła w kierunku, z którego dobiegał hałas. W pewnym momencie droga się urwała, a przejście zagradzały skały. Dziewczyna podeszła do kamieni i odetchnęła z ulgą. W głębokim wgłębieniu z ziemi leżał mały Cyndaquil. Był to czarno-żółty gryzoń o długim ryjku, małych łapkach i skośnych oczach. Na plecach miał czerwone plamki. Qwest wyjęła z plecaka Pokedex.
„Cyndaquil – pokemon ognista mysz.” – powiedziało urządzenie – „Jest nieśmiały i zawsze zwija się w kulkę. Zaatakowany, broni się wzniecając płomienie na swoich plecach.”
- Ale on jest słodziutki! – powiedziała trenerka i zwróciła się do pokemona – Cześć malutki. Jak się masz?
Stworek najwidoczniej usłyszał powitanie, gdyż obudził się i ze zdziwieniem przekręcił głowę. W pewnej chwili Qwest usłyszała jakiś hałas, przypominający burczenie w brzuchu. Na pyszczku Cyndaquila pojawił się smutek.
- Na pewno jesteś bardzo głodny – uśmiechnęła się dziewczyna – Nie martw się! Zaraz temu zaradzę.
To powiedziawszy wyjęła z plecaka garść jedzenia dla pokemonów i podsunęła je pod nos gryzoniowi. Ten cofnął się przestraszony i podniósł głowę. Qwest uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
- Nie bój się! Nie zrobię ci krzywdy – zapewniła – Jestem dobrą trenerką, która z chęcią pomaga pokemonom. Zwłaszcza, kiedy są takie słodziutkie!
- Cynda? – zapytał stworek, podchodząc w stronę jedzenia. Ognista mysz obwąchała karmę, a następnie wzięła największy kawałek i włożyła go sobie do pyszczka. Po chwili na twarzy Cyndaquila pojawił się szczery uśmiech.
- Quiiil… - pisnął stworek, domagając się większej ilości jedzenia. Qwest westchnęła i dała mu resztę karmy. Ognisty pokemon natychmiast zabrał się do konsumpcji pokarmu.
- Musiałeś być naprawdę bardzo głodny… - powiedziała do niego dziewczyna – Słuchaj… Wiesz może, jak się stad wydostać? Na pewno znasz ten teren, mieszkasz tu i w ogóle…
Cyndaquil był jednak tak zajęty jedzeniem, że w ogóle nie usłyszał pytania. Trochę rozdrażniona trenerka trąciła go lekko palcem. Chwilę później zza pleców dziewczyny wystrzelił silny miotacz ognia. Qwest odwróciła się i zobaczyła, że stoi oko w oko z dorosłą Quilavą. Fretka wpatrywała się w nią gniewnym spojrzeniem.
- O… O co ci chodzi? – wyjąkała trenerka – Dlaczego mnie atakujesz? Co ja ci złego zrobiłam?!
Wrogi pokemon jednak tylko ją odepchnął i poszedł w stronę Cyndaquila. Nieświadomy niebezpieczeństwa maluch ze smakiem zajadał karmę. Tymczasem Quilava podniosła łapę do góry i przytrzymała nad głową gryzonia. Dla Qwest było jasne, że stworek chce go zaatakować.
- Nic z tego! Nie zrobisz mu krzywdy! Buizel, naprzód! – krzyknęła, rzucając Ballem. Ze środka kuli wyskoczyła pomarańczowa łasica. Quilava uświadomiła sobie, że jest w niebezpieczeństwie, gdyż wypuściła z pyszczka płomienie.
- O.K. Bui, użyj Wodnej Torpedy, aby zablokować ten atak! – rozkazała Qwest – Może i ma przewagę na gorącym terenie, ale dam głowę, że nie poradzi sobie z przeciwnym typem!
Łasica wypełniła się wodą i przebiła się przez atak fretki. Ta uskoczyła przed wodnym ruchem i zaatakowała Buizela Szybkim Atakiem. Pchnięcie było jednak zbyt słabe, aby móc mu zaszkodzić. Wodny stworek uderzył przeciwniczkę ogonem. Ta wyleciała w powietrze i wylądowała kilka metrów dalej. Po chwili jednak wstała i zaatakowała kolejnym Miotaczem Płomieni. Buizel natychmiast uruchomił Wodną Torpedę.
- Twoje ogniste ataki na nic się zdają! – krzyknęła Qwest – Lepiej przygotuj się na porażkę. Zakończ walkę, Bui!
Łasica wypełniła się wodą i zadała Quilavie ostateczny cios. Fretka przetoczyła się na plecy i zmierzyła przeciwnika morderczym spojrzeniem. Nie miała jednak siły się podnieść, prawdopodobnie atak Buizela pozbawił ją resztek energii. Wodny stworek wyskoczył w górę, przygotowując się do zadania ostatecznego ciosu. Nagle został zaatakowany przez silny strumień gwiazd. Zaskoczona Qwest odwróciła się. Atakującym okazał się Cyndaquil.
- Co ty robisz? – zdziwiła się dziewczyna – Przecież… Ona chciała cię zaatakować! Tak myślę…
Ognisty stworek jednak wyminął trenerkę i podbiegł do osłabionej Quilavy. Ta otworzyła oczy i z trudem podniosła się z twardej gleby. Po chwili oba pokemony zaczęły się przytulać. Buizel podszedł do Qwest i zmierzył ją pytającym spojrzeniem.
- Słuchaj Bui… Coś mi się wydaje, że oni bardzo się lubią – odparła trenerka – Ale… O co w tym wszystkim chodzi?
- Też pytanie… Po prostu bronię swojego dziecka. A teraz byłabym niezwykle wdzięczna, gdybyście powiedzieli mi kim jesteście i czego chcecie – odezwał się jakiś głos.
Dziewczyna odwróciła się, aby sprawdzić kto jest autorem tych słów. Okazało się jednak, że na terenie nikogo nie było. Tylko ona, Buizel, Cyndaquil i Quilava.
- Chyba mam omamy… - pomyślała – Przecież pokemony nie potrafią mówić. Dość tego! Wracam do domu!
- Nigdzie nie pójdziesz! – odezwał się głos – Jeśli chcesz szczęśliwie wrócić musisz wysłuchać, co mam ci do powiedzenia.
Chwilę później Qwest poczuła silne pchnięcie w plecy. Odwróciła się zdenerwowana i zobaczyła Quilavę. Ognista fretka wpatrywała się w nią ufnym wzrokiem. W pewnej chwili dziewczyna wszystko zrozumiała.
- Hej… Czy ty, to znaczy… Ja mogę słyszeć cię w moich myślach? – zapytała z obawą.
- Tak! – odparła Quilava, po czym zmieniła temat – Nieważne, kim jesteś. Musisz mi pomóc!
- O jaką pomoc ci chodzi? – spytała Qwest – Czego ode mnie chcesz?
- Mam mało czasu, więc się streszczę – rzekł pokemon– Chodzi o mojego syna, Cyndaquila. Za chwilę zjawią się tu źli ludzie i mnie zabiorą, może nawet zabiją… Mam do ciebie wielką prośbę: zaopiekuj się moim dzieckiem. Nie pozwól, żeby…
Fretka nie zdążyła dokończyć. Nagle, nie wiadomo skąd wyleciały gumowe liny, które oplątały jej ciało, krępując wszystkie ruchy. Co prawda stworek próbował z nimi walczyć, jednak jego wysiłki na nic się zdały. Cyndaquil obserwował tę scenę z przerażeniem.
- Szybko, Qwest! Nie stój, jak słup tylko bierz moje dziecko i uciekaj stąd! – wydyszała Quilava – Musisz się pośpieszyć! Oni zaraz tu przyjdą!
- Nie! – krzyknęła dziewczyna – Nie zostawię cię w takim stanie! Buizel, spróbuj przegryźć sznury zębami!
Łasica jednak nie zdążyła wykonać nawet najmniejszego ruchu. Nagle zza placów ognistej fretki wystrzelił silny Hiper Promień, który trafił w Qwest i Buizela. Oboje uderzyli w skały. Przerażony Cyndaquil podbiegł do trenerki i zaczął potrząsać jej ciałem. Dziewczyna otworzyła oczy i zobaczyła, jak kilku ludzi w czarnych strojach wrzucają Quilavę do żelaznej klatki. Ognista myszka próbowała do nich podbiec, jednak łasica w porę zablokowała jej drogę ogonem. Chwilę później następny atak uderzył w oba stworki.
- Nie! – wrzasnęła trenerka– Bui! Cyndaquil! Wiejcie stąd, szybko!
Pokemony jednak leżały nieruchomo. Dziewczyna, więc podniosła się z ziemi i zaczęła iść w ich kierunku. W pewnej chwili poczuła, że ktoś chwyta ją za ramiona.
- Qwest! Co ty wyprawiasz?! – krzyknęła tajemnicza osoba – Nie idź tam, bo spadniesz!
- Zostaw mnie! – warknęła dziewczyna, usiłując wyrwać się z uścisku – Muszę ocalić swoje pokemony i nikt mi w tym nie przeszkodzi!
- Nie, to tylko iluzja – odparła osoba – To się nie dzieje naprawdę. Skoncentruj się i mnie posłuchaj. Pomyśl o Kwiecistym Lesie, Shayminie i twoich przyjaciołach! Tylko wtedy zdołasz wrócić do normalnego świata…
Trenerka zamknęła oczy i zatkała uszy, aby zerwać kontakt z dziwną wizją. Co prawda fałszywe Cyndaquil i Buizel wołały ją, jednak dziewczyna starała się nie zwracać na nie uwagi. Myślała tylko o lesie, w którym spokojnie rozmawiała z przyjaciółmi, zanim Hekuri i Zespół Thunder im nie przeszkodzili. W końcu otworzyła oczy i rozejrzała się dookoła. Wszędzie widać było porośnięte mchem skały. Przez dziurę w suficie prześwitywały promienie słoneczne, w powietrzu czuć było zapach kwiatów. Qwest odetchnęła z ulgą i spojrzała w dół. Serce stanęło jej w gardle, kiedy zobaczyła, że stoi o krok od głębokiej szczeliny z ziemi. Nie wiedziałaby, co by się stało gdyby tajemnicza osoba jej w porę nie ostrzegła.
- Głęboko tam, to fakt. Cieszę się, że w końcu to zauważyłaś. Szkoda tylko, że musiało się stać w tym najbardziej dramatycznym momencie… - odezwał się znajomy głos.
Dziewczyna odwróciła się i zdębiała. Za jej plecami był Hekuri. Chłopak siedział na kocu i jadł jakiś owoc. Przez chwilę Qwest nie mogła uwierzyć własnym oczom.
- Ale… Skąd się tu wziąłeś? – zapytała ze zdziwieniem.
- Wpadliśmy razem do tych podziemi, kiedy Thundersi zrobili rozróbę w lesie – wyjaśnił łowca – Teraz pewnie mi nie uwierzysz, ale ta osoba, która uratowała ci życie to ja.
- Niezły żart! – parsknęła Qwest – A teraz podaj mi opis mojego wybawiciela. Muszę się mu odwdzięczyć…
- Czarne włosy, strój typowy dla wojowników ninja, nigdy nie rozstaje się ze swoją kataną – powiedział Hekuri z uśmiechem – Nawet ja nie rozumiem, dlaczego zawsze bezlitosny łowca legend postanowił uratować małą, bezbronną dziewczynkę…
To powiedziawszy odwrócił się i zaczął pakować swoje rzeczy. Trenerka zrozumiała, że raczej nie dowie się szczerej prawdy, ale mimo wszystko podeszła do towarzysza. Chłopak rozłożył na podłożu różne, dziwne urządzenia, które po chwili wkładał do torby. Nagle Qwest zauważyła dziwny zeszyt.
- A to co? – zapytała Qwest z dziwnym uśmiechem – Nawet mi nie mów, że w wolnym czasie zajmujesz się pisaniem pamiętników…
- Nie! Zostaw! – krzyknął łowca i wyciągnął rękę, aby przechwycić przedmiot. Dziewczyna, jednak okazała się szybsza i otworzyła notes. Ku jej zdziwieniu były w nim rysunki różnych pokemonów, począwszy od pospolitego Zigzagoona, skończywszy na rzadkich stworkach, takich jak Garchstomp. Obrazy były naszkicowane tak realistyczne, że stworzenia wyglądały jak żywe. W pewnej chwili Hekuri wyrwał trenerce zeszyt z ręki i szybko schował do torby.
- W domu nie nauczyli cię, że w cudzych rzeczach się nie grzebie? – warknął chłopak – Zapamiętaj sobie jedno: nigdy nie dotykaj tego, co moje! Zresztą… to tylko marne szkice, które już dawno miałem wyrzucić…
- No, co ty? Są świetne! – stwierdziła Qwest – Chciałabym kiedyś umieć tak ładnie rysować… Jak na razie jestem na poziomie beztalencia plastycznego.
- Typowe zajęcie dla zabicia nudy – odparł łowca, jednak widać było, że poczuł się doceniony – A! Jeszcze jedno. Nie waż się nikomu o tym wspominać. No, chyba że życie ci niemiłe…
- Spokojnie, nie musisz być taki wredny… - powiedziała trenerka z uśmiechem – W końcu mówi się, że artyści to bardzo wrażliwi ludzie…
To powiedziawszy odwróciła się i poszła w stronę skał. Hekuri prychnął pod nosem i wrzucił resztę rzeczy do torby. W głębi duszy zastanawiał się, czy to co mówi Qwest ma jakiś sens. W pewnym momencie poczuł na twarzy silny podmuch lodowatego wiatru. Odwrócił się zaskoczony i zobaczył swoją współtowarzyszkę. Dziewczyna stała w świetle, więc jej cień odbijał się na podłożu. Chłopak jednak czuł, że za chwilę stanie się coś złego, podobnie jak przed spotkaniem z Zespołem Thunder.
- Chwileczkę… - pomyślał, a w jego oczach pojawił się strach – Przecież… To nie jest jej cień!
Łowca nie miał czasu do stracenia. Szybko wypuścił Glaliego z Balla. Zaskoczona trenerka odwróciła się i zmierzyła ich dziwnym spojrzeniem. Pokemon Hekuriego wyglądał na gotowego do walki.
- Zaraz… Co chcesz zrobić? – zapytała Qwest z obawą – Coś się stało?
- O nie! Aż tacy głupi nie jesteśmy, żeby dać się zaatakować z zaskoczenia! – krzyknął chłopak, po czym zwrócił się do towarzyszki – Odsuń się, szybko! Glalie użyj Lodowego Promienia!
Stworek uderzył pełną mocą. Dziewczyna w porę uskoczyła z pola rażenia. Tymczasem łowca rozglądał się, w poszukiwaniu wrogiej zjawy. Nagle zauważył jakiś cień, który unosił się tuż nad głową trenerki. Zdenerwowany wyjął katanę i wycelował nią w przeciwnika.
- Słuchaj… Jeśli naprawdę uraziłam cię tą opinią o artystach, to bardzo przepraszam! – Qwest nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa i myślała, że chłopak chce ją zaatakować – Już nic nie mówię!
Nagle trenerka poczuła silne ciepło, rozchodzące się po ciele. Zanim zdążyła się odwrócić została zaatakowana przez serię ciemnofioletowych języków ognia. Glalie w ostatniej chwili zdołał zablokować ten ruch.
- Hej! Co jest?! – zapytała dziewczyna – Skąd się tu wzięły te płomienie?!
Hekuri nie zdążył odpowiedzieć. W pewnym momencie wszystkie cienie z jaskini zaczęły układać się w jakiś kształt. Chwilę później w pomieszczeniu pojawiła się czarna istota o białych włosach i czerwonej „obroży” na szyi.
- Qwest… - wychrypiała zjawa – Znów się spotykamy…
- Darkrai! – krzyknęła Qwest – Nawet nie próbuj się tłumaczyć. I tak wiem wszystko: zdradziłeś Arceusa, aby przyłączyć się do Zespołu Darkness. Dlaczego?
- To moja sprawa! – warknął pokemon – Proszę, jaka waleczna… Mój pan miał jednak trochę racji. Z prawdziwą przyjemnością cię zniszczę!
Dziewczyna zmierzyła legendę zdziwionym spojrzeniem. Wiedziała, że Darkrai to zdrajca, ale nie sądziła, że jest w nim tyle zła. Nagle poczuła lekkie drgania, dochodzące z jej plecaka. Nieoczekiwanie w jaskini pojawił się Buizel. Łasica stanęła w pozycji obronnej. Legenda zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem.
- Jak sobie życzysz, Darkrai! – powiedziała Qwest – Skoro takie jest twoje zadanie, możesz to zrobić. Wiedz jednak jedno: ja nigdy nie poddaję się bez walki!
- Zaczekaj… - wydyszał Hekuri – Nigdy nie rób nic pochopnie. Co zamierzasz uczynić?
- Nie słyszałeś? – zapytała dziewczyna – Chcę pokazać temu zdrajcy, jak walczą ci, dla których najpotężniejszą bronią jest miłość. Zresztą… Skoro Angel mogła zremisować z bogiem łąk, to ja też sobie poradzę!
- To nie takie proste – odparł łowca – Moc Darkrai’a jest o wiele potężniejsza, niż Shaymina. Nawet pokemony-smoki z nim przegrywają. Jak chcesz wygrać, wystawiając do walki jedynie jakiegoś słabego Buizela?
Słysząc to łasica oburzyła się i posłała chłopakowi piorunujące spojrzenie. Qwest z uśmiechem poklepała ją po plecach. Mroczny stwór zaś założył ręce i spojrzał na towarzysza dziewczyny.
- Ty musisz być Hekuri Tiseshu… - rzekła zjawa, uśmiechając się złośliwie – Mój pan dużo opowiadał mi o tobie. Podobno ukrywasz przed wszystkimi wielką tajemnicę. Ciekawe, co by się stało, gdyby prawda przypadkowo wyszła na jaw?
Chłopak zacisnął pięści i zmierzył legendę nienawistnym spojrzeniem. Buizel coraz bardziej się niecierpliwił. Wygląda na to, że chciał szybko zakończyć walkę.
- Nie twój interes! – wycedził łowca, po czym zwrócił się do Qwest – Wiesz co? Chyba jednak masz trochę racji. Lepiej od razu go wykończyć!
- Świetnie! – zaśmiał się Darkrai i rozłożył ręce – Pokażcie, co potraficie! No, chyba, że się boicie i od razu mam dać walkowera…
- Dość tego! Wkurzyłeś mnie! – krzyknęła trenerka – Buizel, użyj Wodnej Torpedy!
- Glalie! Cios Głową! – krzyknął Hekuri – Pokaż temu śmieciowi, gdzie jego miejsce!
Oba pokemony zaczęły szarżować na przeciwnika. Oczy Darkrai’a zaświeciły się czarnym blaskiem. W pewnym momencie dziwna fala energii odepchnęła stworki i rzuciła nimi o ścianę. Poki z trudem podniosły się z gleby.
- Tylko na to was stać? – zaśmiała się zjawa – Zbyt słabo się staracie, moi mili… Chyba życie solidnie dało wam w kość, skoro chcecie tak łatwo zginąć…
- Jeśli pragniesz wrażeń, to będziesz je miał! – powiedziała Qwest – W porządku Bui, tym razem musisz się skoncentrować. Użyj Lodowego Promienia, aby zamrozić podłoże. Następnie zrób poślizg i zaatakuj Wodną Torpedą!
- Glalie, użyj Szybkiego Zwrotu! – rozkazał Hekuri – Tym razem postawimy na szybkość, a nie na siłę!
Darkrai uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął rękę, chwytając łasicę za ogon. Wodny stworek co prawda próbował się uwolnić, ale na nic się to zdało. W końcu zjawa cisnęła przeciwnikiem w stronę rozpędzonego Glaliego. Oba pokemony straciły równowagę i zderzyły się ze sobą. Nagle w rękach mrocznego poka pojawiła się fioletowa kula, przypominając Księżyc. Po chwili Buizel i Glalie oberwały tak mocno, że z trudem trzymały się na nogach. Hekuri i Qwest spojrzeli na siebie z przerażeniem.
- Imponujące, prawda? – mruknął Darkrai – Okazuje się, że ludzie czasami potrafią nauczyć swoich pokemonów bardzo przydatnych ataków… Zostało wam bardzo niewiele życia… Nie lepiej od razu się poddać?
- Nigdy! – krzyknęli jednocześnie Qwest i Hekuri i popatrzyli na swoje pupilki. Zarówno Buizel, jak i Glalie dyszały ze zmęczenia. Wyglądały na bardzo wyczerpane.
- Słuchaj, Qwest… Musimy zapomnieć o naszych, że tak powiem, nieporozumieniach i zacząć współpracować ze sobą – powiedział łowca – Tylko tak damy radę go pokonać.
- Dla mnie O.K. – odparła dziewczyna – Musimy zachować szczególną ostrożność. Jeden cios i nasze pokemony polegną. Zresztą… Mam pewien pomysł! Buizel, czas na nasz specjalny atak!
Łasica skinęła głową, po czym wypełniła się wodą i pomknęła w stronę Darkrai’a. Zjawa sprawiała wrażenie zaskoczonej tym obrotem sprawy, podobnie jak Hekuri.
- To ma być ten „specjalny atak”? – parsknęła legenda i wybuchnęła śmiechem – Nie pokonasz mnie zwykłą Wodną Torpedą. Cieniowa Pięść!
Mroczny stwór pomknął w stronę przeciwnika. Jego lewa ręka jarzyła się czarnym światłem. Oba pokemony coraz bardziej zbliżały się do siebie. W pewnej chwili Buizel zaczął szybko obracać swoim ogonem. Łasica z łatwością uniknęła ataku i zatoczyła wokół zjawy duże koło. Darkrai nie wiedział, co ma robić. Wszędzie otaczała go woda. Zrozumiał, że znalazł się w pułapce bez wyjścia.
- Widzę, że odcięłam komuś drogę ucieczki… - powiedziała Qwest z chytrym uśmiechem – Jednak walka z Axelem na coś się przydała.
- Niesamowite… Wykorzystała szybkość Buizela i siłę jego ataku. To naprawdę doświadczona trenerka… - szepnął Hekuri, po czym zwrócił się do swojego pokemona – Pomóżmy im, Glalie. Użyj Lodowego Promienia!
Stworek wystrzelił strumień białego światła. Łasica w ostatniej chwili uskoczyła z pola rażenia. Połączenie Wodnej Torpedy i Lodowego Promienia sprawiło, że Darkrai został zamrożony. Nagle rzeźba zaczęła pękać, prawdopodobnie wróg chciał się uwolnić.
- Nie damy mu szansy! Glalie, użyj Szybkiego Zwrotu, aby go zablokować! – rozkazał łowca.
- Wspomóż go, Bui! – krzyknęła Qwest – Atakuj ogonem!
Lodowy pokemon zaczął szarżować w kierunku przeciwnika. Nagle za jego plecami pojawił się Buizel. Łasica uderzyła go ogonem, zwiększając siłę ciosu. Tymczasem zjawa zdołała rozbić lód i szykowała się do ataku. W pewnej chwili została uderzona przez rozpędzonego Glaliego. Siła ataku była tak silna, że spowodowała wybuch. Kiedy wszystko się uspokoiło, pod skalną ścianą widać było osłabionego Darkrai’a. W pewnym momencie mroczny stwór podniósł się i zmierzył trenerów złowieszczym spojrzeniem.
- Wyjątkowo okażę litość i pozwolę wam odejść… - syknął – Nie myślcie jednak, że na tym zakończę. Następnym razem nie będziecie mieli tyle szczęścia…
To powiedziawszy prychnął i wtopił się w skały. Hekuri i Qwest byli tak zaskoczeni obrotem sprawy, że nie mogli wykrztusić ani słowa. Przez chwilę panowała cisza.
- To niemożliwe, żeby legendarny pokemon był aż taki zły – powiedziała trenerka – A niech to! Nic z tego nie rozumiem! Jak zawsze…
- Tak, czy inaczej całkiem nieźle sobie z nim poradziliśmy – odparł łowca z uśmiechem – Chyba jednak nie jesteś taka zła…
- Przestań, już wolę kiedy jesteśmy dla siebie wredni! – parsknęła dziewczyna – Mam rozumieć, że podpisujemy chwilowy rozejm?
- Tak jakby… - rzekł chłopak – Ale nie bierz sobie tego do serca. Kiedy tylko to wszystko się skończy, dalej będę miał zamiar cię pochlastać.
Qwest uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała bowiem, że Hekuri nigdy się nie zmieni. Buizel i Glalie również wyglądały na zadowolone.
- No, nareszcie ten dzień zaczyna się układać… - pomyślała – Już nic złego nie może się stać…
Nagle potężna fala zielonawego światła zwaliła ich z nóg. Cała czwórka wylądowała na twardym podłożu. Nawet Hekuri wyglądał na zaskoczonego. Poza tym Qwest dostrzegła coś jeszcze: tajemniczą osobę, zmierzającą w ich stronę. Bez wątpienia była ona dziewczyną.

Ciąg dalszy nastąpi…
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (3 wejścia) tutaj!  
 
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja